Cztery pokoje

Zanim wreszcie wyruszymy na miasto – a przecież na miasto wyruszymy niechybnie! – wypada nam jakoś zabezpieczyć swoją egzystencję. Potrzeba nam bezpiecznego azylu, spokojnej przystani; trzeba nam miejsca gdzie przepierzemy skarpetki i wyleczymy odciski. Nawet najdzielniejszy podróznik musi mieć przecież swój obóz, swą prywatną bazę wypadową. Potrzeba nam, mówiąc krótko, czterech ścian i siebie w tych czterech  ścianach.

Dla studenta możliwości są właściwie dwie. Po pierwsze – i tak zazwyczaj zaczyna się mieszkanie na Węgrzech – możemy mieć akademik. Miejsce w dormitorium dostają właściwie wszyscy zagraniczni studenci; nie wiadomo jednak do końca czy to uprzejmość czy prześladowanie. Większość akademików bowiem odpowiada polskim standartom: jest brudno, brzydko i z daleka pachnie malarią. Na plus poczytać należy, że nikt tu nikogo nie sprawdza przy wejściu. Można więc łatwo przemycić na noc znajomych, trochę jednak strach, że się czymś zarażą.

Na tym tle moje dormitorium – ELTE Bibó Istvan Szakkollegium – to prawdziwy kwiat na wysypisku. Kształtem i wielkością bardziej przypomina dom niż akademik; wnętrze też jest przyjemnie domowe. Choć łazienki i kuchnie są wspólne i koedukacyjne, to są one jednocześnie schludne i dobrze wyposażone: w łazience znajdziemy pralkę i żelazko, a w kuchni piecyki, mikrofalówkę, ekspres do kawy, sandwiczer i toster. Z pokojami szału nie ma, brak grzyba sprawia jednak, że przyjemnie zaskakują; w każdym jest internet i lodówka, co czyni zadość podstawowym prawom człowieka. Mój pokój wyposażony jest jeszcze w Adama, sympatycznego Czecha; o nim będzie jeszcze czas opowiedzieć – póki co cieszmy się, że nie mieszkam z Rambo!

ELTE Bibó Istvan Szakkollegium

Rambo – prawdziwe imię Gabor – mieszkał w pokoju, gdy się tam wprowadzałem. Jego samego nie spotkałem z początku; powitał mnie jednak ogólny syf i węgierskie amatorskie porno leżące na stoliku. Obadawszy sytuację zająłem część pokoju przeciwległą do brudu; porno stanowiło punkt centralny, bufor i przejście granicznie. Wypakowałem się, przemeblowałem, zjadłem, podłączyłem internet i ruszyłem na miasto, zostawiwszy memu współlokatorowi kartkę powitalną. I, mówię to szczerze, cieszyłem się w duchu na myśl o mym pierwszym Węgrze. Gdy jednak wróciłem wieczorem do akademika okazało się, że Rambo zniknął, zabrawszy ze sobą niemal cały syf i mój czysty śpiwór.

Nie odszedł jednak daleko. Z Adamem (który wprowadził się dzień później) ustaliśmy, że nasz pornoprzyjaciel zmienił pokój, lecz mieszka na tym samym piętrze; mieliśmy więc świadomość, że w każdej chwili możemy się odwiedzić. Nigdy nie jest się jednak gotowym na Rambo; gdy więc przybył byliśmy bezbronni jak dzieci. Wszedł z twardą miną i bodygardem przy boku; spojrzał dookała, a gdzie spojrzał to panował. “To był mój pokój.” – powiedział – “To był mój stolik, mój fotel i moje łóżko. Tam na szafie”, mówił dalej, “to są moje gazety, mój garnek i moje śmieci.” Tak mówił, a im bardziej mówił tym bardziej był u siebie. Ja tu tylko rezydowałem, mój był tylko strach, zgon niechybny i śpiwór, który to Rambo zwrócił mi niezwłocznie i z grzecznym przepraszam.

Tego typu przygody sprawiają, że wielu studentów wybiera swobodę, jaką daje mieszkanie. Gdybym nie miał tak schludnego dormitorium i ja poszedłbym na swoje; nie byłoby to trudne, bo wiele agencji specjalizuje się w podtykaniu mieszkań obcokrajowcom. Przyjemną sprawą jest fakt, że tu to wynajmujący płaci za pośrednictwo. Pozostaje więc przystawać na warunki i się wprowadzać; miejsce w mieszkaniu mieć można już za 450 złotych miesięcznie.


Móricz Zsigmond körtér


Nasi tu byli, czyli Maluch niedaleko Móricz Zsigmond körtér

Po cóż jednak podpisywać cyrografy gdy, tak jak ja, mieszka się w samym centrum wszystkiego? Móricz Zsigmond körtér, najważniejszy węzeł komunikacyjny południowej Budy, jest bowiem miejsce mieszkaniowo idealnym. Od ścisłego centrum miasta dzieli go dziesięć minut autobusem; do Tesco jedzie się dwadzieścia minut, na kolej zaś nieco ponad kwadrans. Sam plac – noszący imię znanego węgierskiego pisarza – jest dziś królestwem restauracji i fast foodow, cesarstwem stoisk, sklepów i marketów. To idealne miejsce by kupić sobie w biegu knyszę i (jak rzekliśmy: niechybnie) ruszyć na miasto. Idźmy więc dziarsko i sprawnie w stronę pierwszego punktu na naszej turystycznej mapie. W następnym odcinku: Góra Gellérta!

Góra Gellérta

7 responses to “Cztery pokoje

  1. Rambo?… Nie Twoja sprawa, bambo. – że tak sobie pozwolę zacytować klasyków gatunku. :P

    rozczulonam polskim akcentem fotograficznym:)

    wszystkiego dobrego Michałku!

  2. Miały być gołe baby!?!
    Jestem niepocieszona, znów poleciałam na tanią reklamę w opisach gg ;P

    Czymaj się, szervusz ;)

  3. ja to bym wiecej chciala. wiecej slow, opisow, doznan, ludzi, opowiesci, gor, muzeow, mostow i wszystkiego, nawet golych bab :)
    pozdrawiam z cala niecierpliwoscia :D

  4. Mag: Polskie akcenty jeżdżą dość licznie tutaj:) Widziałem nawet jednego, który miał napis “Need for speed”:))))))

    Ula: Szia!:) Właśnie myślę, że chyba zrobię osobny dział na nie :) Pora najwyższa, bo publiczność domaga się pokątnie i po korytarzach :)

    Daria: Będzie będzie – odwiedzaj regularnie :) I dobrze wiem, że to “nawet” to tylko kokieteria – już ja wiem po co Wy tu wszystkie przychodzicie :D

  5. ,,Większość akademików bowiem odpowiada polskim standartom: jest brudno, brzydko i z daleka pachnie malarią. Na plus poczytać należy, że nikt tu nikogo nie sprawdza przy wejściu. Można więc łatwo przemycić na noc znajomych, trochę jednak strach, że się czymś zarażą”.

    Michaś… Chociaż absolutnie nie mam sentymentu do mieszkania w akademiku – to mi zabrzmiało nazbyt burżujsko i snobistycznie jak na Ciebie : ( …
    Boję się takiego mieszczańskiego myślenia.
    Może… pojedźmy na wolontariat do Afryki ? ;)

  6. a nie znasz jakichś stron www gdzie są ogłoszenia z mieszkaniami w B.? bo mnie raczej przypada syfiasty akademik i chyba się boję O.o’

  7. Moim zdaniem powinnaś/powinieneś zacząć od znalezienia sobie mentora. Napisz w tej sprawie do węgierskiego koordynatora wydziałowego, on Twojego maila przekaże do lokalnej organizacji studenckiej, oni przydzielą Ci mentora – a mentor się do Ciebei odezwie:) On/ona będzie znała prawdpodobnie strony z meiszkaniami; prócz tego funkcjonuje w Bdp foreign mailing list, na któej często są ogłoszenia studentów zagranicznych szukających współlokatorów. W ogóle ja bym na Twoim miejscu zaczął w sumie od akademika, poznał ludzi i razem z nimi czgoś szukał: z doświadczenia wiem, że więcej imprezuje się z Erasmusowcami niż z Węgrami, Węgrzy mają sporo pracy na uniwerkach – a z Erasmusowcami dużo się imprezuje i podrózuje – więc lepiej z nimi zamieszkać:)

    Gdybyś miał/miała jakies pytania – pisz śmiało:)

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s