Którędy na Węgry

Tak więc, jak część z was wie, a część jeszcze nie – jestem na Węgrzech. Jestem tu nieprzymusowo i z dobrej woli; wyjechałem na wymianę studencką. Uczyć mnie tu będą prawa, choć nie węgierskiego; uniwersytet ELTE w Budapeszcie oferuje w ramach programu Erasmus przedmioty po angielsku i niemiecku. Nie ma co jednak ściemniać i owijać w bawełnę: nie przyjechałem tu się uczyć. Erasmus służy poznawaniu nowych ludzi i nowych miejsc i temu też tu się będę oddawał. A jako że wielu z was chce wiedzieć co u mnie słychać, to by było prościej i szybciej część z tego co zobaczę – opiszę.

* * *

Na Węgry dotrzeć można na kilka sposobów. Najszybszym z nich jest rzecz jasna samolot. Kłopot w tym, iż – mimo że taki Wizzair jest węgierską firmą – do kraju Madziarów nie lata żaden z niskobudżetowych przewoźników. Można rzec jasna zaszaleć i wybrać się tam LOT-em lub MALEVem (obie firmy latają z Warszawy), ale jest to wydatek rzędu 800 złotych. W tej sytuacji lepiej trzymać się ziemi i wybrać kombinację pociągu i autobusu. Autobusy jeżdżą z Krakowa i kosztują niecałe 60 złotych. Ich wadą jest jednak to, iż wybierając się w podróż nic o nich nie wiedziałem: obciążony bagażem doświadczeń i stutonową torbą wybrałem cztery razy droższe i wielokroć mniej wygodne Eurocity.

W Eurocity miałem miejsce w przedziale do leżenia. Standardowe miejsce do leżenia może być całkiem przyjemne: ot, prycza, kocyk, prześcieradło i jasiek. Może – ale nie musi. Sprawa robi się bowiem mniej przyjemna, gdy masz wzrost nieco ponadstandardowy. Przy skromnym metr siedemdziesiąt zaczynasz uprawiać lordozy, przy metr osiemdziesiąc zawijasz się w embrion, a przy metr dziewiędziesiąt pięć – wystajesz za okno. Nie ma rzecz jasna mowy o klimatyzacji: wieczorem gotujesz się, by rano trząść się z zimna. Do tego oczywiście każdy ostrzega, że w pociągu kradną – tulisz więc się przez noc do paszportu i obmacujesz laptopa. A kiedy wreszcie jest juz ranek i węgierski konduktor zabierze ci kocyk, marzysz juz tylko o tym, by po tym cholernym pociągu, na tym cholernym dworcu znalazł sie choć (cholerny) automat z herbatą.

I tu niespodzianka. Budapesztańskie dworce, nie dość że dobrze wyposażone, są chyba najpiękniejszymi w Europie. Polakowi – przyzwyczajonemu do dżumy i cholery na krajowych trasach – trudno przyzwyczaić się do myśli, że wysiąść z pociągu znaczy tu tyle co iść do muzeum. Eurocity z Polski przyjeżdżają na Keleti pályaudvar, czyli na Dworzec Wschodni; budynek, powstały w końcu XIX wieku, zachwyca olbrzymim, przeszklonym wejściem i bogatymi zdobieniami ścian. Z zewnątrzy wygląda równie okazale: filary eklektycznej fasady ozdobione są rzeźbami Watta i Stephensona. Z kolei Nyugati pályaudvar (Dworzec Zachodni) zaprojektowany przez Augusta de Serresa, został wykony przez konsorcjum budowlane Gustawa Eiffela (projektanta sami-wiecie-czego). Dworzec oddano do użytku trzy lata po Keleti – widać więc tu podobieństwo stylów; znów najbardziej cieszą olbrzyme przeszklenia i cztery rzeźby monumentalnej fasady. Jest jeszcze Déli pályaudvar (Dworzec Południowy), ten jednak jest swojsko brzydki i obleśny i się nim w tym miejscu nie będziemy zajmować.


Keleti pályaudvar


Nyugati pályaudvar

Tuż przy Nyugati znajduje się dość niezwykły przybytek: fast food nazywany powszechnie “Najpiękniejszym McDonald’sem na świecie”. Wbrew krążącej legendzie nie jest to najstarszy McDonald’s w Europie Wschodniej (nie jest nawet najstarszy w Budapeszcie), ale własnym słowem mogę zaświadczyć: to najpiękniejszy junk food bar w jakim byłem. Oczywiście, bądźmy szczerzy: to ten sam śmieć tylko w innym opakowaniu – trzeba jednak przyznać, że stylizowane na klasyczne wnętrze robi spore wrażenie. Dla tego wrażenia McDonald’s przy Nyugati odwiedzany jest przez tłumy turystów; odwiedziłem go i ja. Poza tym, co tu kryć, w McCafe mają dobre muffinki.

McDonald’s Nyugati

By dopełnić obrazu transportu rzec trzeba, że Budapeszt ma genialny system komunikacji publicznej. Po pierwsze mają tu aż trzy linie metra: najstarsza, żółta, wybudowana została już w 1896 roku i jest najstarszym – po Londynie – metrem w Europie. Z tego też powodu zostałą wpisana na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO i trzeba przyznać, że zachowuje ledwo dostrzegalny, secesyjny klimat. Pozostałe dwie linie (niebieska i czerwona), są już bardziej nowoczesne, wszystkie trzy zaś zbiegają się na Deák Ferenc tér. Ta stacja znana jest ze słynnej sceny pogoni w filmie “Kontrolerzy”; by oddać jej sprawiedliwość rzec jednak należy, że mniej efektowne, ale użyteczne rzeczy dzieją się i na jej powierzchni. To z Deák Ferenc odjeżdżają autobusy (mają tutaj linie zwyczajne, pośpieszne i ekspresowe), to stąd też niedaleko jest do tras trolejbusów i szybkich tramwaji. Do tego w Budapeszcie działają też (nieco kosztowne) tramwaje wodne oraz kolejka podmiejska HEV, jeżdżąca na północ aż do Szentendre. Miłą niespodzianką jest fakt, że miesięczny bilet na wszystkie te atrakcje kosztuje jedynie 40 zł, czyli nieco mniej niż w pozbawionym trolejbusów, metra, kolejki i Dunaju Poznaniu. Z tym biletem w ręce dojechać możemy wszędzie – ale to już w następnym odcinku!

Żółta linia metra – stacja Opera (zdjęcie z wikipedii)

Scena z filmu “Kontrolerzy”

8 responses to “Którędy na Węgry

  1. Jo napot!
    „Lengyel, magyar – két jó barát, együtt harcol, s issza borát.”
    że polecę takim standardem :)
    Pisz, Misiek, pisz! Niech Węgry przyjazne i gościnne Ci będą. Wielu niezapomnianych wrażeń, yeah!

  2. Jó reggelt kívánok!:) Jezu, Chryste, Magdalenko! Co Ty o takiej porze robisz na nogach?!:) Osobiście uważam, że na pewno jest jakaś konwencja, która traktuje to jako torturę:)

    Powiedzenie tutaj znają wszyscy – będę o tym zresztą pisał:) Ściskacze :)

  3. Ponieważ nie zrozumiałam ani słowa z Waszej wymiany zdań w węgierskim narzeczu, pozachwycam się tylko w milczeniu urokliwym MacSzatanem, który faktycznie robi wrażenie, bo jest prześliczny. W ogóle wszystkie foty są jakieś podejrzanie ładne i estetyczne. Niekontrolerskie takie ;]

  4. Misiek, wyzwalam umysły w polskich gimnazjach, uwydatniam szkołę tresury i łamania charakterów. Ale nie obrażę się, jak ktoś mnie stąd zabierze. ;) ( jeszcze dwa tyg! )

    Powinieneś częściej pisać, człowiek werwę i humor łapie na cały dzień! :) Poza tym ciekawi jesteśmy Węgier z pierwszej ręki! :)

  5. Michał! Poleciałeś tą historią sztuki swoją :) ale ale… byłeś w Makufaku! złamałeś swoje postanowienia, kajaj się, biczuj! A węgierski jest tak przecudownie zabawny. Że aż sama buzia mi się uśmiecha. Węgrzy muszą być przeszczęśliwym narodem, skoro słuchają go na codzień!
    Baw się i szalej!

  6. kolekcjonerka

    Zazdroszczę Ci ;))) Pozdrawiam i czekam na kolejne sprawozdania :) Mam nadzieje, że kiedyś mi się przydadzą te informacje w praktyce (czyt. sama się tam wybiorę). ;)

  7. Fajnie tu, chyba się zadomowię. Witaj U.J.

  8. Hej :D

    Dzięki wieeeeelki za komentarze :) Wkrótce mam zamiar napisać więcej i szerzej – będę dawał znać:) Ściskam mocno, chwilowo z Ojczyzny :)

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s