Obywatelstwo, czyli jak się wypisać

Ten wpis będzie miał dwóch wartych siebie bohaterów. Pierwszym jest były już na szczęście wiceminister edukacji, koryfeusz polskiego kreacjonizmu, obrońca uciśnionych redemptorystów i bajkopisarz w osobie jednej – czyli Mirosław Orzechowski. Mirosław Orzechowski, o czym głośno informują media, zaapelował do prezydenta Kaczyńskiego o odebranie Lukasowi Podolskiemu i Miroslavowi Klose obywatelstwa polskiego, głosząc wszem i wobec, że prawo polskie zakazuje posiadania dwóch obywatelstw. Drugim bohaterem jest zaś Wojciech Cejrowski, znany w całym kraju podróżnik, publicysta i bosy wojownik na froncie antyhomoseksualnych krucjat. Cejrowski z kolei, w wywiadzie dla Dziennika, zapowiedział zrzeczenie się polskiego obywatelstwa i przeprowadzkę do nieskażonego Unią Europejską Ekwadoru, gdzie (jak powiadają) trawy są zieleńsze, hacjendy obszerniejsze a pederaści bardziej zastraszeni.

Obie inicjatywy niosą w sobie oczywiście silny ładunek emocjonalny, my jednak przyjrzymy im się z prawnego punktu widzenia. Odpowiemy bowiem sobie na pytania: czy możliwe jest odebranie komukolwiek polskiego obywatelstwa (1), czy możliwe jest zrzeczenie się tegoż (2) i – jeśli takie możliwości istnieją – to jak wygląda procedura dokonania takiego wynarodowienia (3).

Zajmijmy się wpierw apelem Mirosława Orzechowskiego. Odezwa ta – prócz tego że dowodzi emocjonalnego popaprania działacza LPRu – jest także świadectwem zastraszającej jak na byłego ministra prawnej ignorancji. Jak bowiem czytamy w Konstytucji RP:

Art. 34. ust. 2. Obywatel polski nie może utracić obywatelstwa polskiego, chyba że sam się go zrzeknie.

Widzimy więc wyraźnie: Konstytucja zakazuje odbierania obywatelstwa komukolwiek i to w jakichkolwiek okolicznościach. Skąd więc u prawicowego radykała myśl, że prawo nie zezwala na posiadania podwójnego obywatelstwa? Zapewne z nadinterpretacji ustawy o obywatelstwie polskim. W ustawie tej czytamy bowiem:

Art. 2. Obywatel polski w myśl prawa polskiego nie może być równocześnie uznawany za obywatela innego państwa.

Czy przepis ten – sformułowany, przyznajmy, dość niefortunnie – oznacza zakaz posiadania podwójnego obywatelstwa? Oczywiście nie. W myśl takiej interpretacji obywatel Polski traciłby polski paszport w momencie uzyskania obywatelstwa innego kraju, a takie odczytanie tego przepisu byłoby oczywiście sprzeczne z cytowanym już artykułem Konstytucji. Przepis ten – jak wyjaśnił Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z 28 grudnia 1994 roku – “nie oznacza zakazu posiadania dwóch obywatelstw, lecz jedynie to, iż obywatel polski w myśl prawa polskiego nie może być równocześnie uznawany za obywatela innego państwa.” Przepis ten nie znaczy więc nic więcej ponad to, że ktoś, kto (tak jak Podolski czy Klose) posiada obywatelstwo polskie, będzie zawsze traktowany przez polskie prawo jak obywatel naszego kraju – nie będą się go więc tyczył na przykład ograniczenia w sprzedaży ziemi dotyczące obcokrajowców.

Inaczej rzecz się ma z dziennikarzem Cejrowskim. Cejrowski obywatelstwa chce się zrzec i ma do tego prawo: zapewnia mu je znów wspomniany artykuł Konstytucji. Dokładniejsze informacje co do dokonania narodowej apostazji znajdziemy w art. 13-17 ustawy o obywatelstwie polskim i rozporządzeniu Prezydenta RP dotyczącego tegoż tematu. Dziennikarz Cejrowski, by zrzec się polskiego obywatelstwa musi posiadać lub mieć przyobiecane obywatelstwo Ekwadoru; zaświadczenie o nim dołącza do wniosku składanego staroście lub (jeśli Cejrowski mieszka już w swej ekwadorskiej hacjendzie) konsulowi RP. Ograniczenie takie służy ochronie jednostki: wychodzi się bowiem ze słusznego założenia, że posiadanie jakiegokolwiek obywatelstwa lepsze jest od statusu bezpaństwowca. Przeciwko naszemu bosemu publicyście nie może się też toczyć postępowanie sądowe: gdy takie się toczy zrzeczenie się obywatelstwa nie jest możliwe – mógłby to bowiem być sposób na wymiganie się od kary. Wniosek o zrzeczenie się obywatelstwa wraz z potrzebnymi dokumentami starosta przekazuje wraz ze swoją opinią wojewodzie, ten zaś – za pośrednictwem ministra właściwego do spraw wewnętrznych – Prezydentowi. Na biurku Prezydenta ląduje też wniosek złożony konsulowi. To Prezydent podejmuje ostateczną decyzję: od jego decyzji nie ma odwołania, Wojciech Cejrowski winien więc uważać, by nie podpaść Pierwszemu. Odmowa wyrażenia zgody powinna być jednak spowodowana ważnymi przesłankami; wyrażenie zgody powoduje zaś automatycznie utratę obywatelstwa polskiego (ma więc, jak to się mówi mądrze, charakter konstytutywny). Jeśli do takiej sytuacji dojdzie, konsul lub starosta wręczający wnioskodawcy zgodę na zrzeczenie się zobowiązany jest zabrać mu dowód, paszport czy też inne polskie dowody tożsamości.

Widzimy więc: sprawa jest możliwa do przeprowadzenia, acz wymaga samozapracia. Tego jednak, jak sądzę, panu Cejrowskiemu nie brakuje – może też, wierzę szczerze, liczyć na wsparcie rodaków. Ja też od siebie dołożę cegiełkę: mogę dopomóc w wypełnieniu wniosków i ponieść walizkę. Jakby zabrał ministra Orzechowskiego – to nawet na bosaka.

21 responses to “Obywatelstwo, czyli jak się wypisać

  1. Cejrowski jest po prostu śmieszny. Orzechowski też. Już sama nie wiem kto bardziej :P

  2. Cejrowski jest żenujący jako dziennkarz i jako podróżnik. Jako dziennikarz, bo ostatnio zaprosił do programu Agnieszkę Frytkowską tylko po to, by ją zlinczować, by podbić swoje ego i zapodac lans; Frytkowska jest głupia, ale to co zrobił Cejrowski to było – pardon my French – skurwysyństwo. A Orzechowski jest poniżej wszelkiej krytyki :)

  3. Jak to jest, że nawet o rzeczach odległych mi o tyle stopni, ż hej, piszesz tak, że czytanie sprawia mi przyjemność? to si ę chyba nazywa sztuką ;>

  4. Ależ skąd! To jest czysty Krasicki: uczyć i bawić, czyli Zabawy przyjemne i pożyteczne :) Ja uważam bowiem, że nie ma nudnych studiów: są tylko takie źle wyłożone ;)

  5. no ale to właśnie jest sztuka.

  6. Młody człowieku, to, że obywatelstwa nie można nikomu odebrać, to oczywiste. Wszelako eseldowska konstytucja, na którą się powołujesz, nie przewiduje czegoś takiego jak “podwójne obywatelstwo”. Prawo niemieckie również nie zna podwójnego obywatelstwa i w owej pustce prawnej obydwa państwa tolerują posiadanie dwóch paszportów jako sytuację niemożliwą do rozwiązania bez zmian w ustawach zasadniczych. Wniosek z tego jeden- należy jak najszybciej zmienić eseldowską konstytucję. Jeśli chodzi o Cejrowskiego, to daruj sobie te inwektywy pod jego adresem. To, że go nie lubisz, nie upoważnia Cię do wyrażania kategorycznych osądów typu “żenujący dziennikarz”, bo dziennikarzem to on akurat jest świetnym, podróżnikiem też. Nie lubisz go za jego prawicowe poglądy, bo sam jesteś lewakiem, o czym świadczy Twój nabożny stosunek do wielbiciela Che Guevary i piewcy różnych “elenos”, “senderistas” i “tupamaros”- Manu Chao. To, że wkleiłeś tu link do lewackiej strony “spieprzaj dziadu” też wiele o Tobie mówi. Pozdrav.

  7. Witam!

    Na początek chciałbym Pana serdecznie powitać na moim blogu. Może się Pan zdziwić, ale Pana wizyta jest mi miła, jak również miły jest mi Pański komentarz – i to z dwóch powodów. Raz, że ruch jeśli chodzi o komentarze mam tu (z winy własnego niedbalstwa) raczej skromny, miło mi więc, że ktoś miał tyle chęci, bo się do wpisu odnieść. Dwa, że fajnie, że jest to komentarz krytyczny – ja tam zawsze jestem otwarty na różne punkty widzenia. Lubię też dyskutować; odniosę więc wpierw do prawa, po wtóre do Cejrowskiego, po trzecie zaś do lewizny i prawizny.

    * * *

    Prawdą jest rzeczywiście, że nigdzie w Konstytucji RP nie znajdziemy “zezwolenia” na posiadanie podwójnego obywatelstwa – i nie jest to ani błąd, ani luka prawna. Powody są dwa.

    Po pierwsze, należy zauważyć, że to że Konstytucja RP nie odnosi się explicite do kwestii podwójnego obywatelstwa nie oznacza wcale, że polski system prawny nie reguluje tego problemu. Wręcz przeciwnie: można śmiało rzec, że w polskim systemie prawnym wyrażona została zasada wolności posiadanie podwójnego obywatelstwa. Polskie prawoznawstwo powszechnie przyjmuje bowiem, że zasada prawa – a więc norma prawna o szczególnie doniosłym znaczeniu – może być nie tylko wyrażona dosłownie w przepisie prawnym (jak zasada lex retro non agit), ale także może obowiązywać nie będąc wyrażoną dosłownie. Może ona bowiem wynikać pośrednio z szeregu przepisów (jak zasada ochrony dobra dziecka w prawie rodzinnym) bądź też nawet należeć bezspornie do kultury prawnej danego kraju (jak zasada pacta sunt servanda). W przypadku wolności do posiadania podwójnego obywatelstwa mamy doczynienia z sytuacją identyczną jak z zasadą ochrony dobra dziecka: wolność tą możemy wyinterpretować z kilku przepisów. Po pierwsze mamy wspomniany art. 2 będący w istocie klauzulą kolizyjną w przypadku posiadania podwójnego obywatelstwa: polskie prawo przewiduje więc taką sytuację i umie z nią sobie radzić. Po drugie, wspomniane we wpisie rozporządzenie prezydenta RP wymaga w istosie posiadania innego obywatelstwa lub promesy jego uzyskania, co jest elementem walki z bezpaństwowością, ale i wskazuje, że polskie prawo przewiduje podwójne obywatelstwo i go nie zabrania. Po trzecie wreszcie, istnieje też art. 6 ustawy o obywatelstwie polskim, który stwierdza, że dziecko urodzone ze związku obywatela polskiego z obcokrajowcem nabywa polskie obywatelstwo, chyba że rodzice zdecydują inaczej. Jeżeli jednak nie zrezygnują z obywatelstwa polskiego – to dziecko nabywa to obywatestwo nawet jeśli jednocześnie jest obywatelem innego kraju.

    Po drugie, kwestia związana z teorią prawa. “Zezwolnie”, o którym Pan pisał, to z teoretycznoprawnego punktu widzenia sytuacja, kiedy coś jest ogólnie zakazane, a prawodawca w drodze wyjątku na coś zezwala (na przykład zakazane jest posiadanie substancji psychotropowych, prawodawca zezwala na to jednak zakładom psychiatrycznym). Polski prawodawca nigdzie takiego zakazu w stosunku do obywatelstwa nie wysławia. Można by co prawda przyjąć (były takie pomysły) że swego rodzaju pierwotnym uniwersum norm prawnym było uniwersum gdzie wszystko było zakazane, a potem prawodawca pozezwalał na to czy owo – ale takie uniwersum od początku byłoby skazana na sprzeczność, bo zakazywałoby czynić A i nie czynić A w tym samym czasie. Żaden taki system nie może funkcjonować – uznajemy więc, że sytuacją pierwotną jest sytuacja gdy czyn jest indyferentny – i dopiero później można go zakazać.

    Biorąc pod uwagę powyższe, nie widzę powodu by zmieniać prawo w tym zakreie, zawiera ono bowiem całkiem sprawną regułę kolizyjną. Natomiast procedura zrzeczenia się obywatelstwa wymaga doprecyzowania – jest ona bowiem w conajmniej dwóch punktach niezgodna z Konwencją Rady Europy o Obywatelstwie (nieratyfikowaną jeszcze, ale będącą krokiem w mądrym kierunku).

    * * *

    Co do Cejrowskiego: przykro mi, ale zdanie o nim mam negatywne. Co prawda, nieco ostatnio złagodniałem jeśli chodzi o jego ocenę jako podróżnika i dziennikarza (słowa o “żenującym dziennikarstwie” pisałem na gorąco, świeżo po obejrzeniu wspomnianego programu z Agnieszką Frytkowską w roli głównej). Nadal więc uważam, że zaproszenie kogoś tylko po to, by mu udowodnić, że jest dziwką (do tego Cejrowski zmierzał) jest skurwysyństwem i jest niegodne dziennikarza – ale postanowiłem uznać to za pewien wypadek przy pracy. Natomiast nie lubię Cejrowskiego jako człowieka – czy też raczej nie lubię wizerunku jaki tworzy w mediach. Ja znam ludzi o prawicowych przekonaniach i choć te przekonania są mi obce wielu z nich szanuję – nie lubię jednak tej pogardy, z jaką Cejrowski mówi o ludziach drastycznie innych od niego; dla mnie to jest po prostu nie do zaakceptowania i podobnym poziomem szacunku Cejrowskiemu odpłacam.

    * * *

    Co do lewactwa, prawicowości. Nie sądzę by można było oceniać kogoś po koncertach, na których bywa – dwa tygodnie później byłem wszak na Lao Che, zespole można rzecz prawicowym (a który to zespół bardzo lubię. Jeśli już Pan pyta, to lewakiem jestem pod względem światopoglądowym – ekonomicznie opowiadam się raczej za liberalizmem, choć liberalizmem z głową (bo jak wygląda ten bez głowy widzimy na przykładzie obecnego kryzysu).

    Pozdrawiam zachęcając do dalszej dyskusji,
    Michał

  8. Drogi młody przyjacielu. Wykorzystujesz fakt, iż ja nie jestem studentem prawa i nigdy nim nie byłem i starasz się używać argumentów zaśmieconych prawniczym żargonem. Stosujesz więc to, co prof. Andreski nazywa “czarnoksięstwem w naukach społecznych” i czego ja nie akceptuję w poważnych dyskusjach. Robię więc wyjątek, odpowiadając na Twój post. Po drugie- polski system prawny nie daje nikomu wolności do “podwójnego obywatelstwa”, bo taka kategoria prawna nie istnieje. Mylisz się również twierdząc, że “nie istnieje luka prawna”. Choćby setki bolszewizujących prawników twierdziły że nie istnieje, to realny problem pojawia się wtedy, gdy rozpatruje się możliwość służby wojskowej w obcej armii. Jak wiesz, polskie prawo zabrania polskiemu obywatelowi służby w armii obcego państwa. Tym niemniej, wielu “polaków” służy w bundeswehrze na mocy “porozumienia” między stroną polską a niemiecką. Problem w tym, że owo “porozumienie” panowie “federaści” mogą sobie wsadzić w zadek, gdyż jest ono niezgodne z polskim prawem, z niemieckim zresztą też. A na jakąś “konwencję rady eurokołchozu” sie nie powołuj, bo ten marksistowski twór powinien akurat mieć jak najmniej do powiedzenia w kwestii polskiego prawa, jeśli mamy być jeszcze państwem suwerennym.Teraz o Manu Chao. Jeśli brałeś udział w jego lewackim happeningu, zwanym żartobliwie koncertem, to znaczy że popierasz ideologię tego czerwonego typka. Manu Chao jest oficjalnym agentem propagandowym meksykańskich zapatystów i przyjacielem subcomandante Marcosa. Nie zauważyłeś symbolu zapatystów na jego czapce- czerwona gwiazda na czarnym tle? Nawiasem mówiąc, czy propagowanie ideologii komunistycznej nie powinno być ścigane? To, że nie jest, świadczy jedynie o tym, jak socjalistyczno-liberalna jewropa stacza się powoli, ale sukcesywnie. Przepraszam, że piszę nieskładnie, ale śpieszę się do roboty. Pozdrav.

  9. Drogi rozmówco!

    Rozmawiamy o temacie prawniczym, nie da się więc uciec od prawniczych sformułowań. Tak jak rozmawiając o chemii używa się nazw związków chemicznych, tak też mówiąc o prawie trzeba używać języka prawniczego. Przy czym nie sądzę bym używał jakichś strasznie trudnych sformułowań – gdyby coś sprawiło problem, to chętnie wytłumaczę.

    Nie za bardzo rozumiem jaki jest problem ze służbą w obcej armii. O ile wiem przestępstwem jest służba w niej bez zezwolenia – zezwolenie można zaś uzyskać od MON w trybie i na warunkach przewidzianych w ustawie o powszechnym obowiązku obrony RP. Nie za bardzo jednak siedzę w tematyce wojskowej (kariera wojskowa mnie nie interesuje), więc być może coś mi umyka.

    Rada Europy to coś innego niż Unia Europejska – jest organizacją międzynarodową, do której należą wszystkie europejskie kraje z wyjątkiem Białorusi. Co zaś do “eurokołchozu”, to prawo Unii Europejskiej ma pierwszeństwo przed wszystimi polskimi aktami prawnymi poza Konstytucją (a ETS twierdzi że i przed nią) – tak więc czy się chce czy nie trzeba je brać pod uwagę.

    Nawiasem mówiąc propagowanie totalitarnego ustroju państwa jest przestępstwem i jest karalne. Ale ogólnie dość ciężko udowodnić że ktoś nosząc – dajmy na to – czerwoną gwiazdę propaguje komunizm czy też nosi jako symbol Heinekena. Niedawno był taki przypadek, że dwójka faszystów wymikała się od kary za gest “Sieg heil” twierdząc, że nawiązywali do rzymskiego, a nie faszystowskiego pozdrowienia. Ja tam był ich skazał, ale to nie ja sądziłem.

    A co do Manu Chao – każdy artysta ma prawo wspierać ideologię, w którą wierzy. Ja, jak już zostanę znanym artystą, będę wspierał liberałów, ruchy pro-choice i progrom lotów kosmicznych. Niech Pan zostanie znanym artystą, to będzie Pan wspierał kogo innego :P

  10. Miły Postępowy Europejczyku!
    Miałem już nie fedrować na Twoim blogu, ale zmusiłeś mnie do odpowiedzi. Nie przeszkadza mi to, że używasz terminów prawniczych i nie muszę sięgać do słownika by je zrozumieć, gdyż są one powszechnie znane, nie uwierzysz- nawet w środowisku takich niejewropejskich moherów jak ja! Odrzucają mnie natomiast intencje, dla których mówisz żargonem. Otóż epatujesz mnie łaciną po to, by zaciemnić własną argumentację, która nie ma jednak dostatecznego poparcia w faktach. Sądzisz, że można w ten sposób wywołać u oponenta większy szacunek do Twojej osoby, a tym samym bardziej Cię uwiarygodnić. Efekt jest przeciwny- mój szacunek do Ciebie i tak był znaczny, bo jesteś inteligentny i elokwentny i to widać. Lepsze wrażenie zrobiłbyś pisząc “prawo nie działa wstecz” zamiast “lex retro non agit”. Teraz o służbie wojskowej. Słusznie podejrzewasz, iż coś Ci umknęło. “Polacy” w rzeszy postnazistowskiej służą w wojsku BEZ ZEZWOLENIA odpowiedniego organu, jedynie na mocy bezprawnej umowy międzynarodowej. Teraz o Radzie Europy. Młody człowieku, naprawdę nie musisz mi tłumaczyć, czym jest to śmieszne eurosocjalistyczne ciało. Co prawda RE jest nominalnie niezależna od Eurokołchozu, ale przecież wszyscy wiedzą o tym, że jej rolą jest “urabianie” państw mających w przyszłości wstąpić do UE, o czym mówi pierwszy artykuł jej statutu: “główną rolą RE jest dążenie do jedności członków” czy jakoś tak, cytuję z pamięci. Tak czy inaczej prowadzi to nas do Eurosojuza jak kanał do szamba. Teraz kwestia wyższości prawa unijnego nad polskim. To smutne, że przyznajesz iż Polska nie jest już suwerennym państwem. To smutne, że to już nie Polacy decydują o Polsce. Obawiam się, niestety, że masz rację. Ja jednak mam sumienie czyste, bo nigdy nie popierałem i nie popieram eurokomuny. Z kolei wam- młodym europejsom, taki stan rzeczy najwyraźniej nie przeszkadza, a to jest jeszcze bardziej smutne. Pozdrowiszcze.

  11. Witam:)

    Nie używam terminów prawniczych, by kogoś onieśmielać czy próbować zaciemniać argumentację: po prostu przyzwyczaiłem się do nich i używam ich dość naturalnie. Co prawda nie chodzą po ulicy i nie szepczę napotkanym dziewczynom do uszu paremii – ale jak rozmawiam na tematy polityczne i prawnicze to się potrafię zapomnieć. Ale prawda, nie o tym:)

    Jeżeli Polak bez zezwolenia właściwego polskiego organu służy w obcym wojsku to popełnia przestępstwo z art. 141 kodeksu karnego. Natomiast paragraf 3 tego artykulu stanowi, iż nie popełnia przestępstwa “obywatel polski będący równocześnie obywatelem innego państwa, jeżeli zamieszkuje na jego terytorium i pełni tam służbę wojskową”. Jeśli wiec Polak ma niemieckie obywatelstwo i mieszka w Niemczech, to może tam bezpiecznie służyć w armii nawet bez zezwolenia z MON. Ten paragraf to zresztą dodatkowy argument, że polskie prawo przewiduje podwójne obywatelstwo.

    Co do UE: ja raczej jestem entuzjastą UE, bo ja osobiście na Unii korzystam. Na mojej ulicy beton położono z pieniędzy unijnych; za unijne pieniądze kupiono pociąg, którym moja dziewczyna jeździła do szkoły, UE współfinansowała też budownię oczyszczalni ścieków w miejscowości obok. W tej chwili jestem w Budapeszcie w ramach programu Erasmus: to program Unii Europejskiej i od Unii Europejskiej dostałem sporej wielkości grant, który starcza mi spokojnie na przeżycie tutaj (zwłaszcza teraz, kiedy Euro, waluta UE, jest tak silna – a forint taki słaby). Poza tym planuję pojechać do Rumunii, Austrii i Niemiec – nikt mnie nigdzie nie będzie kontrolował, bo (prócz tego że jestem Polakiem) jestem też obywatelem Unii Europejskiej. Po prostu: myślę, że Polsce i Polakom stało się dużo dobrego po wejściu do UE.

    Wie Pan, ja generalnie także się uważam za patriotę: ja po prostu inaczej widzę dobro Polski niż Pan. Uważam, że leży ono w strukturach UE – Pan zaś widzi je poza Unią. No i o to chodzi, by rozmawiać i sobie te poglądy wyjaśniać. Tak naprawdę przecież wszyscy – i Euroentuzjaści i Eurosceptycy – chcemy dla kraju dobrze :)

    Pozdrawiam, Michał

  12. Szlachetny Młodzieńcze!
    Nie istnieje coś takiego jak “pieniądze unijne” czy “fundusze unijne”. Eurokołchoz po prostu ściąga haracz ze swych “członków” i później rozdziela je według swego widzimisię, przy czym większość tych zrabowanych zasobów jest po drodze przeżerana przez nowotwór biurokratyczny, jewroparlament, różne komisje i czego tam jeszcze eurobolszewia nie wymyśliła. Ręce mi opadają, gdy słyszę jak ponadprzeciętnie inteligentny młody człowiek z przekonaniem twierdzi, że oczyszczalnię zbudowała mu Unia i że otrzymał grant od Unii. Spróbuj wyobrazić sobie, skąd eurosowiet ma pieniądze, a sam sam dojdziesz do wniosku, że są to haracze, które później my staramy się choćby częściowo odzyskać. To ja, jako podatnik eurosowietu, udzieliłem Ci grantu, na co akurat się godzę, bo zdolnych ludzi powinno się wspierać. Nie godzę się natomiast na marnowanie pieniędzy na takie niepotrzebne monstra jak “parlament europejski”, którego utrzymanie kosztuje nas rocznie 1,3 miliarda euro. Kasa ta idzie na utrzymanie jego dwóch wystawnych siedzib, oddalonych od siebie o setki kilometrów, pokrycie kosztów podróży “posłów”, na ich wynagrodzenia (za co???), na utrzymanie ich biur itp. Na ten ostatni cel każdy z tych nierobów dostaje prawie 200 tysięcy euro, ale większość z “posłów” po prostu przelewa je na swe konto lub zatrudnia fikcyjnych asystentów, którzy zwracają mu te pieniądze w zamian za 10-15 procent. Polska niczego nie zyskała po anschlussie do Eurokołchozu, straciła jedynie suwerenność i zaczęła płacić haracz (wbrew temu, co wciska narodowi Nadredaktór Michnik i wszystkie postępowe merdia, Polska więcej dopłaca do tego interesu, niż odzyskuje). Eurobiurokracja opóźnia nasz rozwój gospodarczy i zakłóca wolny rynek za pomocą socjalistycznej metody centralnego sterowania, dotacji, subwencji, , wspierania państwowych upadających molochów, limitów produkcji, zakazu połowów ryb dla “gorszych europejczyków”, choć “lepsi” mogą jej łowić w ilościach kilkukrotnie większych niż Polska und zoł wajta und zoł wajta. Jak zaś wygląda eurokołchozowa demokracja, widzieliśmy po referendum w Irlandii. Kiedy ten kraj odrzucił “trachtat lesboński”, cała jewropa zaczęła krzyczeć, że to niemożliwe, że trzeba Irlandię ZMUSIĆ do zmiany zdania. No to jak, jest ta wasz Unia demokratyczna?? Toż to hipokryzja, genetycznie wpisana we wszelki socjalizm. Na koniec jeszcze o wasserpolacken służących w bundeswehrze- ależ właśnie mówimy o tym samym. Polak nie może służyć w obcej armii bez zezwolenia, ale z odpowiedzialności karnej za to zwolniono posiadających “podwójne obywatelstwo”, choć taka kategoria nie istnieje w polskim prawie! Pod wpływem umowy polsko-niemieckiej zwolniono więc pewną część obywateli z odpowiedzialności karnej, łamiąc tym samym konstytucyjną zasadę równości wszystkich wobec prawa. Cieszę się, że w końcu zgadzamy się w tej kwestii. Narteczka.

  13. Jeżeli chodzi o Unię Europejską, to oficjalne statystyki mówią, że otrzymujemy więcej niż płacimy – pod warunkiem rzecz jasna, że jesteśmy w stanie rozdysponować przydzielane nam pieniądze. Zapewne ma Pan rację, że były lata, w których nie udawało nam się to i więcej dopłacaliśmy nie otrzymywaliśmy – ale podejrzewam że przy odpowiednio wyszkolonych urzędnikach byłoby to możliwe. Dla mnie jednak ważniejsze jest, że nawet jeśli znaczna część polskich pieniędzy przekazywanych do unijnej kasy jest marnowana, to część która do nas wraca jest w odczuwalny sposób wykorzystywana do budowy dróg, osiedli, oczyszczalni ścieków itp. Mam po prostu wrażenie, że nastąpiła oddolna mobilzacja samorządowców i samorządowcy starają ile tylko mogą wyciągnąć z UE – i bardzo dobrze, tak powinno być. Wie Pan, ja po prostu patrzę dookoła – i mam wrażenie, osobiste i prywatne, że moje otoczenie, miasto, kraj na członkowstwie w UE zyskało.

    Jeżeli chodzi o dwie siedziby Parlamentu Europejskiego to zgadzam się, jest to marnotrawstwo pieniędzy, zwłaszcza że parlament ma niewielkie w sumie uprawnienia.

    A co do armii, to uważam, że umożliwienie ludziom o podwójnym obywatelstwie służby w obcej armii bez odpowiedzialności karnej nie jest łamaniem zasady równości wobec prawa. Jeżeli bowiem istnieje dostatecznie ważna przyczyna, to można w tej zasadzie czynić wyjątki (na przykład wszyscy obywatele odpowiadają równo wobec prawa, ale dla świadków koronnych czyni się wyjątek, aby umożliwić rozbijanie grup przestępczych). I myślę, że ci ludzie są w takiej trudnej sytuacji – mają podwójne obywatelstwo i podwójny obowiązek obrony; jeśli więc żyją w obcym kraju, to polski prawodawca idzie im na rękę i zezwala wypełnić ten obowiązek bez odpowiedzialnosci karnej. Państwo w końcu jest dla obywateli (gdziekolwiek by nie mieszkali) a nie obywatele dla państwa i powinno im ułatwiać życie, gdy tylko to jest możlwe :)

  14. Sympatyczny Młody Poeto!
    Wzmiankowane przez Ciebie “oficjalne statystyki” są jedynie efektem radosnej, kreatywnej księgowości panów federastów z Brukseli, nic nie ujmując oczywiście paniom federastkom, bo skoro już mówimy o lewicy, to parytet musi być. Nie wiem czy wiesz, ale w tych rozliczeniach wciąga się do dodatniego bilansu fundusze, które co prawda przyznano już Polsce, ale których jeszcze nie otrzymaliśmy i być może nie otrzymamy ich w najbliższych latach, a może i wcale. Polska cały czas dopłaca do eurogeszeftu, ale widzę że Cię nie przekonam, jesteś bowiem dogmatykiem, od dzieciństwa poddawanym indoktrynacji eurokołchozowej, wspieranej przez lewicowe merdia. Dalsza dyskusja nie ma więc sensu i proszę, byś nie odpisywał już na mój post. Na pożegnanie przesyłam Ci wierszyk, który napisałem specjalnie dla Ciebie, byś hulając po węgierskiej puszcie, nie zapomniał swojskich, żywicznych wyziewów Borów Tucholskich :)
    *****
    Pewien rolnik z Drzycimia
    Konia tak batem zacinał
    Że przeciął zwierzę był na pół
    I łeb już się dupy nie trzymał

    Zadek zasię w tył wykręcił ster
    I zapierdalał kłusem do Wer
    A rolnik nie mógł się nadziwić
    Tak nagłej konia dezintegracji
    Więc ruszył z kopyta do Śliwic
    By skorzystać z “Przygosia” atrakcji
    I tamoj ślad po niem ginie
    A morał taki z tego płynie:
    Rolniku szanuj swe konie!
    Nie grzmoć ich batem ni pałku
    A zachowasz je w jednem kawałku!
    *****
    Pozdrowiszcze!

  15. Cóż, myślę, że daleko mi w sprawie UE do jakiegokolwiek doktrynerstwa: p oprostu uważam, że państwo to suma obywateli, ja zaś jako obywatel zyskałem na wejściu do UE – i myślę, że wiele innych osób także.

    Co do wierszyka: nie będę się wypowiadał o treści, natomiast mam powody powątpiewać w to, że został napisany dla mnie:) Mam powody, bo wydaje mi się, że słyszałem go w Śliwicach w czasie turnieju wsi latem tego roku. W Śliwicach bowiem bywam od czasu do czasu; może kiedyś będzie okazja usiąść “Pod Sosną” lub na pizzy w “Przygosiu”, to chętnie opowiem dlaczego:)

    Pozdrawiam, Michał

  16. Młody Zwolenniku Postępu, widzę, że ulegasz trendowi na dworowanie sobie z kreacjonizmu, co świadczy jedynie o tym, że nie wiesz nic ani o kreacjonizmie, ani o neodarwinizmie. To raczej ewolucjonizm, jako współczesny mit, zasługuje sobie na kpiny. Poczytaj coś o kreacjonizmie, a jestem pewien, że zmienisz zdanie. Może na początek taki fragmencik, który może natchnie Cię do poszukiwań: “Niedawny artykuł, który ukazał się w fachowym czasopiśmie BioEssays otwarcie przyznał brak „materialistycznej podstawy” – to jest sensownego materialistycznego wyjaśnienia – dla faktu eksplozji kambryjskiej. [1] Około 530 mln lat temu miało miejsce jedno z najbardziej spektakularnych wydarzeń w historii życia – eksplozja w kambrze. Wtedy to nagle – w skali geologicznej – pojawiła się cała gama radykalnie zróżnicowanych zwierzęcych typów – nowych planów budowy ciała. Eksplozja kambryjska dokumentuje największe różnicowanie się organizmów utrwalone w zapisie kopalnym w historii życia na Ziemi. Eksplozywny wzorzec historii życia, gdzie poszczególne grupy organizmów pojawiają się w zapisie kopalnym nagle i w pełni uformowane jest dla darwinistów czymś w rodzaju gorącego kartofla. Literatura popularnonaukowa dosyć skromnie omawia to wydarzenie, pomimo jego doniosłości. Wtedy to pojawiły się wszystkie główne plany budowy ciała zwierząt, w tym kręgowce (Vertebrata)– podtyp do którego należymy my sami.

    Z rzadka niektórzy darwiniści przyznają, że eksplozja kambryjska to duży problem dla ich teorii, jak to zresztą wiedział i Darwin. Już bardzo nieliczni idą o krok dalej, jak autorzy wspomnianego artykułu. Oddajmy im głos:

    „A zatem, im więcej wiemy o eksplozji kambryjskiej, materialistyczne wyjaśnienia jej przyczyn stają się coraz bardziej, a nie coraz mniej zawodne; eksplozja ta nie może być wyjaśniona przez sprzęganie wyginięcia form pośrednich z długimi okresami geologicznego czasu, pomimo przeciwnych opinii wygłaszanych przez niektórych neodarwinistów”.

    Uczciwie napisane, choć nie do końca zgodnie z oficjalą propagandą darwinistów. Obowiązująca wśród nich partyjna linia wygląda następująco: teoria ewolucji jest udowodniona ponad wszelką sensowną wątpliwość, podobnie jak np. teoria grawitacji. Pogłoski, że teoria ewolucji nie ma się najlepiej to tylko kłamstwa ideologicznie motywowanych jej przeciwników. Być może neodarwinizm faktycznie przeżywa „tymczasowe trudności” w drugorzędnych kwestiach, ale poza tym wszystko jest świetnie.

    Jakiż orzeźwiający kontrast ze sztywnością oficjalnej linii stanowi omawiany artykuł! Sami autorzy nie dają żadnej wskazówki, by sympatyzowali z teorią inteligentnego projektu, przeciwnie, ich artykuł sugeruje, że wciąż mają jednak nadzieję znaleźć „materialistyczną” podstawę eksplozji kambryjskiej, którą zresztą uważają za faktyczne wydarzenie w historii życia:

    „Zaczynając gdzieś 555 milionów lat temu biosfera na Ziemi zmieniła się w dogłębny i fundamentalny sposób, od zasadniczo statycznego systemu, który istniał przez miliardy lat do takiego, który obserwujemy dzisiaj, dynamicznego i fantastycznie złożonego systemu, którego powstanie wydaje się wymykać wyjaśnieniu. Część zagadki eksplozji kambryjskiej zawiera się w tym, że liczne zwierzęce typy z bardzo zróżnicowanymi planami budowy ciała pojawiają się na scenie w geologicznym mgnieniu oka, z bardzo niewielką lub żadną zapowiedzią tego, co nastąpi w skałach, które poprzedzają ten okres czasu”.

    Ciekawe, co na to prof. Jerzy Dzik? Jego interpretacja eksplozji kambryjskiej jest „iluzjonistyczna”. „Jednorazowa rzekomo ‘eksplozja’ zwierząt szkieletowych na początku kambru – bagatelizuje Dzik – to złudzenie wynikające z nagłej zmiany warunków powstawania skamieniałości (artefakt tafonomiczny)”. [2]

    Najwyraźniej nie wszyscy darwiniści są przekonani, że eksplozja kambryjska to tylko iluzja. Ale autorzy artykułu z BioEssays idą jeszcze dalej, dowcipkując o zagadce eksplozji kambryjskiej w kontekście koszulek z antydarwinistycznymi nadrukami:

    „Gwałtowność przejścia pomiędzy prekambrem a kambrem była najwyraźniej oczywista u zaczątków naszej nauki wraz z publikacją The Silurian System Murchinsona, traktatu, który paradoksalnie określił ramy badawcze licznym paleontologom, dodatkowo służąc, jako rodzicielski pokarm dla kreacjonistów. Powód jest prosty, jak go wyjaśnia nadruk na koszulce zwolennika teorii inteligentnego projektu:

    Fakt: Czterdzieści typów złożonych zwierząt pojawia się nagle w zapisie kopalnym, żadnych prekursorów, żadnych form przejściowych do nich wiodących; ‘wielka zagadka’, ‘wyzwanie’. Teoria ewolucji eksploduje znowu (idofcourse.com).

    I chociaż moglibyśmy dyskutować na temat cyfr, i poza ostatnim zdaniem nie ma tam wiele, z czym byśmy się nie zgodzili. W istocie, wielu współczesnych Darwinowi dzieliło te sentymenty i zakładamy – gdyby wiktoriańska moda na to zezwalała – że z dumą nosiliby oni takie koszulki”.

    Nosić z dumą koszulki z przesłaniem teorii inteligentnego projektu – nie jest to coś, z czym często spotykamy się w recenzowanych naukowych czasopismach.

    Autorzy artykułu, choć bez ogródek opisują „nieuchwytny” status „materialistycznej podstawy” eksplozji kambryjskiej nie oferują w zamian żadnego jej wyjaśnienia innego niż ogólnikowa wzmianka o „radiacji adaptacyjnej” i hipotezie pustych nisz ekologicznych, zgodnie z którą eksplozywną ewolucję zwierząt w kambrze ułatwiły otwarte do zasiedlania nisze ekologiczne. Co jeszcze bardziej znamienne, reszta artykułu koncentruje się na generalnej tendencji do redukcji liczby typów i planów budowy ciała, tendencji, która trwa od kambru do dzisiaj. Rozumiemy ewolucjonistów, którzy zamiast zmagać się z bólem dowodzenia w jaki sposób losowe procesy i dobór naturalny były w stanie generować nowe funkcje i struktury, wolą przerzucić się na znacznie bardziej pewniejszy grunt: jak losowe zmiany potrafią degradować już istniejące funkcje. Tyle, że to wiedziano już na długo przed Darwinem. Koniec końców darwinizm musi przekonująco wyjaśnić powstanie nowych planów budowy ciała, a nie tylko niezdolność ich ewolucji w post-kambryjskim okresie, to co nazywają oni „kanalizacją rozwoju embrionalnego”. Ta konserwacja wzorców rozwoju embrianalnego zdaniem autorów artykułu odpowiada za brak ewolucji na poziomie typów (planów budowy ciała) przez ostatnie pół miliarda lat. “Dlaczego” – pytał paleontolog Robert Lewin – “w późniejszych okresach wielkiej ewolucyjnej aktywności, kiedy powstały niezliczone gatunki, rodzaje i rodziny nie powstał wśród zwierząt żaden nowy plan budowy ciała, żaden nowy typ?”. [3] Dobre pytanie, tyle, że niezdolność do ewolucji choć niewątpliwie interesująca – zwłaszcza w ustach darwinistów – nie jest jednak odkryciem Ameryki. Problemem jest zdolność ewolucji do tworzenia nowych struktur i funkcji w wyniku działania nieinteligentnych i niekierowanych procesów losowych mutacji i doboru naturalnego.

    Po lekturze omawianego artykułu, „materialistyczna podstawa” eksplozji kambryjskiej wydaje się być nie mniej, ale coraz bardziej „nieuchwytna”.”
    Pozdrav.

  17. Jeszcze coś po angolsku:
    “Benjamin Wiker’s The Darwin Myth was first available on Amazon.com on June 2; my book on natural selection’s co-discoverer Alfred Russel Wallace, titled Alfred Russel Wallace’s Theory of Intelligent Evolution, first appeared on Amazon on February 16. My aim in pointing this out is only to say that had Dr. Wiker been well ahead of me instead of a little behind, I might have saved perhaps one-third of the 114 references in my work. In other words, in order to give Wallace some historical context it was absolutely essential to at least give a general assessment of Charles Darwin, the man who utterly eclipsed the younger naturalist. How did Darwin develop his theory? What did it contribute? How are we to assess the man (Darwin) in relation to his theory (evolution)? How was Darwin’s theory unique and different from all others? How do answers to these questions impact the current evolutionary debate today? I tackled these same questions in my own work but found that they had to be answered from multiple sources (from several contemporary biographies and from primary resources available in Darwin’s published notebooks, his Autobiography [used with extreme caution!], and others). Search after search yielded no one-volume source that handled Darwin with the frank perspicacity that biology’s paterfamilias deserved. With Wiker’s new book it has finally arrived!

    Now, of course, Wiker’s book is not primarily about Wallace; it is an analytical biography of Charles Darwin and in my opinion it is the absolute best yet. Wiker’s central thesis is that the Darwin myth that evolution must be godless to be scientific (p. xi) has thoroughly taken hold of modern society, whether within or without the hallowed halls of academic science. Not only that, but a certain picture of Darwin has emerged; it is a mythical image of a selfless but impassioned scientific investigator quietly and at times painfully following the evidence wherever it may lead. Consider this piece of unbridled hyperbole from the recent peer-reviewed scientific literature: Alberto R. Kornblihtt writes, “. . . the figure of Darwin remains at the top of modern biological sciences and his influence transcends the scientific world and the whole of humanity. His discoveries, which opened broad ways to understand not only evolution but the origin and properties of life, do not represent any threat to believers, but to fundamentalists. In fact, Darwin believed in God and his body is buried in Westminster Abbey in London. Even more interesting is the fact that during his long trip around the world on board The Beagle (1831-1836), the young Darwin was a creationist, as were most of the naturalists in his time. It was only after returning to England and based on his observations and materials collected in the Galapagos and other sites visited by the Beagle that he realized evolution works through natural selection. It was a consequence of scientific rigor and intellectual honesty.”1

    Thus summarizes the official Whig account of the modern secular demigod of our age. But Wiker’s book dismantles this historical fiction with skill and engaging prose in 9 chapters of 171 pages. First of all, Darwin’s theory does represent a threat to believers. As Wiker points out, Darwin considered becoming an Anglican clergyman at the urging of his father who saw it as the last refuge of a dullard who had failed medicine and who showed only a propensity for shooting, riding, and “rat catching.” Perhaps a village parson’s life would at least rescue the family name. Thus, Darwin settled on the idea, a situation “that tells us as much about the state of the Anglican Church at the time as it does about Charles and Robert Darwin, for if there was one sure inheritance that had passed through three generations of Darwins, it was religious skepticism” (16). And it carried through to his theory, a theory that had been percolating long before he ever boarded The Beagle. While Darwin was a loving husband and doting father, his great character flaw was that “he was oddly possessive about his theory, so much so that he failed to acknowledge his predecessors, including his own grandfather, until his detractors pointed out the glaring omission. He wanted the theory of evolution to be his discovery, his creation, his baby. He was, to say the least, single-minded in the intensity of his devotion” (60).”
    Pozdrav.

  18. Witam!

    Niedawno trafilem na wywiad z WC i szukajac rzeczowych info nt. obywatelstwa trafilem na te wymiane zdan. Nie moglem sie oprzec ich skomentowaniu.

    1. Nie doczytalem do konca, bo za madre zaczynaly byc te wywody, ale odnosze wrazenie ze w postach MK pojawia sie coraz czesciej manipulacja. Przyklad: sugerowanie ze np. symbol gwiazdy Che Guevary mozna pomylic z gwiazdami Heinekena. To tak jakby sugerowac, ze mozna pomylic swastyke z symbolem Czerwonego Krzyza. Rozmywanie faktow.

    2. Mozna Wojciecha Cejrowskiego lubic lub nie. Ja go akceptuje i lubie.
    Zamiast konkretnej informacji nt. mozliwosci zrzeczenia sie obywatelstwa – wplecione komentarze i ocena jako dziennikarza. Moze jest dobrym dziennikarzem , moze nie.

    Ale co ma z tym wspolnego np. Frytka.

    Zaszmacil ja? Nazwal rzeczy po imieniu. Bezbronna, niewinna kobieta? Relacje z BB i jej odzywki wskazuja, ze ani bezbronna, ani niewinna. Ze ja zaatakowal w programie. A co sie robi takiego w talk showach? Mozna albo atakowac gosci ganiac ich postawe, albo ich gloryfikowac, albo sie do nich mizdrzyc albo pozyskiwac rzeczowa wiedze. Ktory z tych wariantow mial wobec tego zastosowac?

    A juz co ma z tym wspolnego negacja zachowan pedalskich czy lesbijskich? Obrazliwe? Moze. Ale moze by tak rozwazyc oczywista oczywistosc, ze takie zachowania sa niszczycielskie dla gatunku. Prokreacji. Spoleczenstwa.

    Pan juz moze tego nie pamieta, ale w podrecznikach z serii seksuologii i seksiatri jeszcze w latach 80-tych homoseksualizm byl traktowany jako dewiacja. Zacofane? A niby dlaczego? To podobnie jak z maslem i margaryna. Napierw maslo bylo zdrowe, pozniej szkodliwe, teraz podobno lepsze od margaryny. Media ksztaltuja swiadomosc, a dlugoterminowe konsekwencje zmian obyczajowych znane beda za 100, 200 lat.

    Chociaz juz teraz tragiczne nastepstwa sa widoczne. Proponuje postudiowac sytuacje dzieci i “rodzin” np. w Szwecji.

    Osobiscie wole jak nazywa sie rzeczy po imieniu, a nie ukrywa za slowami-polprawdami.

  19. @bandolero:

    Szczerze mówiąc nie mam ochoty na dyskusję o kreacjonizmie i ewolucjonizmie. Zaznaczę jedynie, że kreacjonizm nie jest nawet uznawany za teorię naukową i to nie bez powodu. Z tego co mi wiadomo rdzeniem kreacjonizmu jest idea, że jakiś Byt stworzył niebo i ziemię – wszak idea powstania świata i życia bez ingerencji z Zewnątrz (a więc bez udziału Boga) to coś na czym opiera się teoria ewolucji. Skoro kreacjonizm zakłada, że to Bóg stworzył życie na ziemi, to elementami koniecznymi tej teorii są: (A) to że jest jakiś Bóg i (B) że ten Bóg stworzył życie na ziemi. Dopóki kreacjoniści nie przeprowadzą przekonującego dowodu empirycznego na istnienie Boga – ta idea nie będze teorią, a będzie jedynie kolejnym elementem wiary – nie zaś wiedzy. Co chyba zresztą dla chrześcijaństwa dobrze, bo gdybyśmy wiedzieli, że Bóg istnieje, to nie trzebaby było w Boga wierzyć.

    A że Rozmówca wskazuje elementy, które w ewolucjonizmie nie są wyjaśnione – to dobrze, nie ma takiej teorii, której nie należałoby się krytycznie przyglądać. Nie znam się na tyle na ewolucji, by tłumaczyć tu na blogu te wątpliwości – ale nie burzą one mojej wiary w darwinizm, bo z dwojga idei to ewolucjonizm wydaje mi się sensowniejszy.

    Pozdrawiam!

  20. @kezir:

    Serdecznie witam Pana na moim blogu!

    Zajmę się najpierw zagadnieniami prawnymi, bo to niejako moja zawodowa działka. Uwaga z Heinekenem nie służyła twierdzeniu, że można ją pomylić z czerwoną gwiazdą. Chodzi mi raczej o to, że oskarżony będzie zawsze twierdził, że to właśnie logo Heinekena widnieje na jego koszulce, tak jak polscy faszyści twierdzą że ich pozdrowienie to nie “Seig heil” a rzymskie pozdrowienie. Nietrudno rozróżnić te dwie kwestie; w przypadku faszystów zdarzył się jednak już wyrok uniewinniający.

    Co do Cejrowskiego i Frytkowskiej: moim zdaniem nie powinien jej w ogóle zapraszać, bo zaprosił ją tylko po to by ją zwyczajnie upodlić. Frytkowska jest głupia więc się zgodziła; nie zmienia to jednak mojej oceny działania Cejrowskiego.

    Co do homoseksualizmu – pisałem już chyba wszystko w tym przedmiocie.

    Pozdrawiam serdecznie,

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s