Tytuł: 12 gniewnych ludzi
Tytuł oryginału: 12 angry men
Rok produkcji: 1957
Reżyseria: Sidney Lumet
Scenariusz: Reginald Rose
Występują: Henry Fonda, John Fiedler, E.G. Marshall, Jack Warden, Joseph Sweeney, Ed Begley
Czas trwania: 96 minut
Kiedy na jesieni zeszłego roku – w czasie mojej wesołej i beztroskiej przygody na Węgrzech – miałem epizodyczną przygodę z prawem amerykańskim, najbardziej nurtowało mnie pytanie: w jaki sposób dwunastu niewykwalifikowanych, przygodnych ludzi może decydować o losie człowieka. Jak ktoś mógł wymyślić tak niepewny system – i czemu, na miły Bóg, on zazwyczaj działa? O tym – choć nie tylko o tym – opowiada “Dwunastu gniewnych ludzi”; film o niedostatkach demokracji i, gdy się głębiej zastanowić, potędze argumentu.
Niemal cały obraz rozgrywa się w jednym tylko pomieszczeniu: klaustrofobiczna klitka to pokój ławy przysięgłych. Tutaj dwunastu ławników decyduje o winie osiemnastolatka oskarżonego o zabójstwo ojca. Zeznania świadków są jednoznaczne: chłopak, w przypływie złości, wbił ojcu nóż w klatkę piersiową. Już tu widać jaką potęgę ma słowo: wiara w nie wystarcza, by posłać chłopca na krzesło elektryczne. Film jednak uczy, że wiara to niebezpieczna: gdy bliżej przyjrzeć się sprawie argumenty wcale nie są tak jednoznaczne. Rzeczowa argumentacja jednego z ławników, mężczyzny nieufnego nazbyt łatwym sprawom, pozwala przynajmniej zwątpić pozostałym mężczyznom: i dobrze, bo być za mało krytycznym, to znaczyć brać fakty za wiarę.
Ta mała sala to jednocześnie mikrowszechświat: to zwierciadło amerykańskiego społeczeństwa lat pięćdziesiątych. To tu ogniskują się wszelkie fobie i uprzedzenia: niechęć do ciągle napływających imigrantów i mieszkańców dzielnic biedy, poczucie krzywdy wywołane niewdzięcznością dzieck, wreszcie przerost ambicji i walka o przywództwo w grupie. Takie jednostki, jednostki spaczone ale i silne, to jednak wyjątki: większość osób to ludzie bierni i łatwi do prowadzenia. Część z nich jest w gruncie rzeczy poczciwa; dla części jednak ważniejsza od sprawiedliwości jest własna kampania reklamowa albo mecz baseballa. Na szczęście w tej grupie znajduje się wybitna jednosta, osoba o prostym kręgosłupie moralnym. Dzięki niej myśl o niewinności oskarżonego w ogóle się pojawia – gdyby nie ludzie wybitni chłopca nie uratowało by nic.
Ten film, tak to postrzegam, to w gruncie rzeczy moralitet: Amerykanów, z których każdy może być kiedyś ławnikiem, uczy jak ważna i odpowiedzialna to rola. Ma jednak i bardziej uniwersalne przesłanie: nie można dać zwieść się pozorom i sprawy traktować po wierzchu, należy żyć rzetelnie i zawsze przykładać się do swych działań. Nie wiadomo bowiem kto i kiedy nas z tych działań osądzi – miejmy nadzieję, że wśród ławników będzie wówczas niegniewny człowiek.
12 gniewnych ludzi – Obrady (wreszcie) trawają!
Wyborne wieści prosto ze Szczecina. Tamtejszy Sąd Okręgowy uniewinnił wczoraj dwie kobiety, które w listopadzie zeszłego roku zostały skazane za opalanie się topless na Arkonce, jednym ze szczecińskich kąpielisk. Sprawa jest tylko pozornie błaha: wyrok oznacza bowiem szerszą sferę swobody i (potencjalnie) więcej radości na plażach całego kraju.


