Entries tagged as ‘bóg’
Rudzik w słońcu rudzieje, świtezianka świeci;
kamień, gdy w toń rzucony, w studni krągłej dzwoni;
strojna struna nie stroni od śpiewu; zwieszony
dzwon w swój ton imię wieści po szerokim świecie;
każda żywa istota równo żywot plecie:
głosi, że to wśród tkanek tka się byt wrzecionem;
Się – osobno jest; samo krzyczy, że stworzone,
by czynić i w tych czynach zawrzeć kształt swych rzeczy.
Powiem więcej: człek prawy sądzi sprawy mądrze;
dba o łaskę: to ona czyni go łaskawym;
żyje tak w oczach Boga, by Ten mógł w nim dojrzeć
Chrystusa – bo to Chrystus, w tysiącach pejzaży,
ukryty w cudzych ciałach, pośród nie swych spojrzeń,
wciąż objawia się Ojcu w rysach ludzkich twarzy.
- – - – -
G. M. HOPKINS – 34. AS KINGFISHERS CATCH FIRE, DRAGONFLIES DRAW FLAME
As kingfishers catch fire, dragonflies dráw fláme;
As tumbled over rim in roundy wells
Stones ring; like each tucked string tells, each hung bell’s
Bow swung finds tongue to fling out broad its name;
Each mortal thing does one thing and the same:
Deals out that being indoors each one dwells;
Selves – goes itself; myself it speaks and spells,
Crying Whát I do is me: for that I came.
Í say móre: the just man justices;
Kéeps gráce: thát keeps all his goings graces;
Acts in God’s eye what in God’s eye he is -
Chríst – for Christ plays in ten thousand places,
Lovely in limbs, and lovely in eyes not his
To the Father through the features of men’s faces.
Kategorie: Wiersze
Otagowane: bóg, hopkins, poezja, rudzik w słońcu rudzieje, sonet, translation, tłumaczenie, Wiersze
[pisane latem]
“Panie Boże Brodaty, co ołtarze masz w kwiaty
i Ci ludzkość na tacę grosz sypie!
Pochyl mądrą swą głowę nad tym, co jedna z owiec
Twych chce zawrzeć w poniższej liryce!
Sytuację swą streszczę: na robotach jam w mieście,
które dobry załatwił mi bliźni.
Praca trochę jak Twoja: z części składam Game Boya,
projektuję też mapy do Tibii.
Patrzę na ludzi z góry tak jak Pałac Kultury,
bo choć pensje mam raczej przyziemne,
to firma mi tak miła sobie gniazdko uwiła,
tam gdzie chmury ściskają wpół żelbet.
Poziom czterdziesty trzeci, słońce grzeje mi w plecy,
biurko ciepłe zaś jest jak piekarnik;
windows ciągle się wiesza, szef zaś grzmi jak pepesza,
(a rozmiary to ma jak pół armii).
Reszta naszego biura także nie jest ponura:
czajnik, szafki i druk na papierze.
Dla zabicia zaś nudów szafka od łubu-dubu,
zwana zresztą tu pokojem zwierzeń.
Wiem, żeś świat tworzył szczodrze, ale to nie jest dobre,
więc mam prośbę o małą lustrację:
skróć mi męki lub pracę, lato wyślij na spacer
albo szefa choć weź w delegację.”
List ten wysłałem mejlem: wybrałem papeterię
i skończyłem wymyślnym podpisem:
że tak proszę oddany, “szczerze tu podpisany
et cetera per astra – ja, Misiek.”
Mniej czekałem niż dobę, a już w skrzynce odpowiedź:
“Witam ślicznie! Bądź nadal wydajny,
nie żal się na swą dole, pracuj z potem na czole!
I tak wkrótce przychodzę na audyt!”
Kategorie: Satyra
Otagowane: audyt, bóg, biuro, lato, mail, praca, upał, urlop, Wakacje, łubu-dubu
Pan Bóg patrzy na łąkę. Pod kopułą z trawy
są mrowiska i kopce; drobne Wieże Babel,
drapacze ziół i turzyc..
……………………………….Na ich ciepłych ścianach
kłębią się mniejsze z nacji. Też mają zadania,
plany, myśli i cele. Tyle samo rojeń,
takie same ambicje, sukcesy, podboje,
krótkotrwałe imperia. Podobny szał czułków,
dreszcz odnóży i miłość, choć w innym gatunku,
oraz strach. Smutek cichy, że nic ponad ciało,
że tak krótko i drobno. Ta rozpacz, ta żałość,
ten wyrzut, że prócz świata nie ma nic na świecie.
Bóg uśmiecha się skrycie – i chowa za mleczem.
[III 2006]
Kategorie: Wiersze
Otagowane: ateizm, bóg, panteizm, poezja, te sprawy, Twardowski, Wiersze, wiersze starsze gorsze ale z sentymentem

Bernini, “Apollo i Dafne”. Rzeźba ta, rzecz jasna, to przedstawienie mityczne i żeby wiedzieć, o co w niej chodzi musimy się z tym mitem zaznajomić. Apollo, bóg piękna, poezji, muzyki, obraził Erosa, który to Eros za karę poraził go złotą strzałą miłości – i tak Apollo zakochał się w Dafne, córce Peneusa, boga rzecznego. Eros jednak, by ukarać Apolla, trafił i Dafne, lecz strzałą z ołowiu, zabijającą miłość; siła działania strzały była zresztą tak wielka, że Dafne niezdolna była pokochać jakiegokolwiek mężczyznę (stąd psycholodzy gotowi są czasem mówić o “kompleksie Dafne”). Apollo jednak chciał posiąść nimfę – ta zaś długo uciekała przed nim. W końcu jednak bliski był swojego celu: patrząc na rzeźbę widzimy, że lewa dłoń boga oplata już korpus dziewczyny. Wówczas Dafne wezwała Peneusa na pomoc; ten zaś, chroniąc ją, zamienił ją w drzewo laurowe. I tu właśnie mamy moment tej przemiany: włosy Dafne stają się liśćmi, ręce gałęziami, tułów obrasta korą, stopy zmieniają się w korzenie. Na twarzy Dafne widać przerażenie – twarz łapiącego ją Apolla jest zaś dziwnie spokojna. Dlaczego? Bo od strony skupionego na pogoni boga nie widać jeszcze tej całej przemiany, patrząc z miejsca Apolla, wchodząc w jego skórę widzimy tylko uciekającą nimfę – dopiero gdybyśmy podnieśli wzrok lub go opuścili, bylibyśmy w stanie zauważyć początki jej metamorfozy. Apollo jest więc niejako “tuż przed”, a Dafne zupełnie “w trakcie”. Za chwilę nie będzie już Dafne, a Apollo zerwie gałązkę z drzewa laurowego, zrobi z niej wieniec i ogłosi laur świętym drzewem. Sama rzeźba zaś urzekać będzie zawsze: klasycznym pięknem Apolla i dramaturgią postaci nimfy; a także wspaniałym uchwyceniem tej mitycznej metamorfozy. Dbałość o detal (stopy i włosy Dafne, trzewiki Apolla), szlachetny materiał rzeźby i ta narracja w niej ukryta – to mnie właśnie w tym dziele Berniniego niezwykle, niezwykle zachwyca.
Kategorie: Sztuka
Otagowane: Apollo, bóg, Bernini, Dafne, detal, laur, metamorfoza, mity, nimfa, rzeźba, Sztuka