Michał Krotoszyński – strona autorska

Wejście skategoryzowane jako ‘Satyra’

[Limeryk] Lekcja historii

luty 19, 2009 · 3 komentarzy

W dawnych czasach, gdzieś na Helu,
trafił baca do burdelu.
Chciał złych zboczeń,
dostał ocet.
Tak to było w PRLu.

Kategorie: Satyra
Otagowane: , , , , , , ,

[Limeryki] O grach 4

luty 5, 2009 · Dodaj komentarz

Informatyk z Warszawy, pan Gracjan,
pulpit ma, co w niewiastach wstyd zmacnia.
Ten wpadł w oko raz mamie;
ta zdzierżyłaby panie,
lecz ta myszka, to już jest dewiacja!

Florentyna – ta ze wsi jest Łążek -
przez erochat z wplątała się w ciążę.
Sprawa poszły je rączo
dzięki dość szybkim łączom;
ja mam modem, to przerwać rzecz zdążę.

Pan Stanisław, fan mechów z Lisówka,
tyle tnie w nie, że blednie żarówka.
Nawet chciał złożyć mech,
ale dręczył go pech;
wyszła jemu jedynie lokówka.

Kategorie: Satyra
Otagowane: , , , , , , , ,

Dwa przepisy na weekend

luty 3, 2009 · 7 komentarzy

Aby życiu nadać smaku
jest potrzebny drobny zakup:
szal, kubraczek, bluzka, beret,
kilo butów, szczypta pereł,
garść kolczyków, stos ponczoszek,
szminki, cienie, biustonosze;
Wszystko przybrać, tak ze smakiem,
i umieścić razem – w szafie.

Oto przepis jest (niestety)
na dzień wolny dla kobiety!

* * *

Pizza, piwo, mecz, kobieta.
Cztery słowa – dzień faceta.

Kategorie: Satyra
Otagowane: , , , , , , ,

[Limeryki] O grach (3)

styczeń 23, 2009 · 3 komentarzy

Deskorolkarz, co był spod Malborka
złamał nogę. I choć deskorolka
miała patent oraz glejt,
to niestety owy skejt
nic prócz gry nie miał z Tony’ego Hawka.

Fan Kubicy, co z miasta jest Wieleń,
w Carmageddon gra w każdą niedzielę.
A gdy gry już ma dosyć,
to wyrusza na szosy,
więc i dobrze, że jeździ rowerem.

No cokole w górzystej Chorwacji
stoi Lara – wzór cnót oraz gracji.
Szkoły z miast i wsi stu,
prą oglądać jej biust
(oraz kilka pomniejszych atrakcji).

Kategorie: Satyra
Otagowane: , , , , , , , ,

Korespondencja służbowa

styczeń 16, 2009 · Dodaj komentarz

[pisane latem]

“Panie Boże Brodaty, co ołtarze masz w kwiaty
i Ci ludzkość na tacę grosz sypie!
Pochyl mądrą swą głowę nad tym, co jedna z owiec
Twych chce zawrzeć w poniższej liryce!

Sytuację swą streszczę: na robotach jam w mieście,
które dobry załatwił mi bliźni.
Praca trochę jak Twoja: z części składam Game Boya,
projektuję też mapy do Tibii.

Patrzę na ludzi z góry tak jak Pałac Kultury,
bo choć pensje mam raczej przyziemne,
to firma mi tak miła sobie gniazdko uwiła,
tam gdzie chmury ściskają wpół żelbet.

Poziom czterdziesty trzeci, słońce grzeje mi w plecy,
biurko ciepłe zaś jest jak piekarnik;
windows ciągle się wiesza, szef zaś grzmi jak pepesza,
(a rozmiary to ma jak pół armii).

Reszta naszego biura także nie jest ponura:
czajnik, szafki i druk na papierze.
Dla zabicia zaś nudów szafka od łubu-dubu,
zwana zresztą tu pokojem zwierzeń.

Wiem, żeś świat tworzył szczodrze, ale to nie jest dobre,
więc mam prośbę o małą lustrację:
skróć mi męki lub pracę, lato wyślij na spacer
albo szefa choć weź w delegację.”

List ten wysłałem mejlem: wybrałem papeterię
i skończyłem wymyślnym podpisem:
że tak proszę oddany, “szczerze tu podpisany
et cetera per astra – ja, Misiek.”

Mniej czekałem niż dobę, a już w skrzynce odpowiedź:
“Witam ślicznie! Bądź nadal wydajny,
nie żal się na swą dole, pracuj z potem na czole!

I tak wkrótce przychodzę na audyt!”

Kategorie: Satyra
Otagowane: , , , , , , , , ,

[Limeryki] O grach 2

listopad 17, 2008 · 2 komentarzy

Akademik, co w mieście jest Toruń,
przeżył cud, gdy doń przyszło dwóch z BOR-u.
Czeluść nieb się otwarła
i z niej wypadł jak manna,
grad HD-ków, płyt i monitorów.

W kraju Persów nad rzeką Tygrysem
znalezioną tabliczkę z napisem:
“Tetris. Dobra grafika.
Starczy mieć niewolnika,
z oryginałem dajemy hurysę.

Z kumplem Jackiem, co z grodu jest Kraka,
grałem w Wormsy przy flaszce swojaka.
Jeńców tam się nie brało,
ostrzał trwał dobę całą
i tak żeśmy zalali robaka.

Kategorie: Satyra
Otagowane: , , , ,

[Limeryki] O grach (1)

listopad 4, 2008 · Dodaj komentarz

[część z nich - nie pamietam która - drukowana w CDA]

Gracz namiętny, co mieszka gdzieś w Krośnie,
chce jak Lara być kiedy dorośnie.
Ćwiczyć mięśnie się stara
i już skacze jak Lara,
tylko w biuście ciut cieńszy ma kościec.

Pewien zmarły (za oknem miał Jordan),
do robienia stron użył raz Worda,
za co smaży się w piekle.
Niech pociechą wśród cierpień,
będzie mu, żem go nigdy nie dorwał.

Rzekła w środę mi Choi z Hanoi,
że w sapera się grywać nie boi.
Nie pisała od środy,
mamy więc już dowody,
że nie wszystko ta Choi rozbroi.

Kategorie: Satyra
Otagowane: , , , , , ,

Gry miłosne

październik 25, 2008 · 5 komentarzy

[drukowane w CD-Action]

Gdym w Tomb Raider grał beztrosko przyszła do mnie Ania,
by o ślubie mówić, dzieciach i kupnie mieszkania.

Anię lubię – lecz nic więcej! Powiadam więc zaraz:
“Żal mi ciebie, lecz me serce znalazła już Lara!”

Ona w płacz i precz ucieka. Ledwo wyszła z sieni,
to mi jakoś smutno, pusto – i chciałbym się żenić.

Myślę sobie: “Coś niedobrze. Trzeba kupić kwiata,
włos przygładzić, krawat związać i jakoś się zbratać.”

Tak też czynię. Idę dziarsko, bo różę mam w dłoni,
tu się skłonię, tam przyklęknę. Już drzwi Ani. “Dzwonić”.

Zadzwoniłem, drzwi otwarto – lecz na moją zgubę,
bo wybrankiem mojej Ani jest już jakiś bubek!

Kwiat rzuciłem, idę w długą! Na ślub się nie zbiera,
Ania woli od mych kształtów Larry’ego Laffera!

Wracam więc – i znów gram w Larę. A tymczasem miastem
idzie Ania z misiem w ręku i pieczonym ciastem.

* * *

Cóż, od czasu mistrza Boya, problem, jak się zdaje,
leży w tym, by dwoje na raz grało w multiplayer.

Kategorie: Satyra
Otagowane: , , , , , , ,

Z Kochanowskiego

kwiecień 14, 2008 · 1 komentarz

Wielkieś mi uczyniła pustki w domu moim,
moja droga Urszulo, tym zniknieniem swoim!
Płótna, płowe arrasy, kandelabr, zastawa,
waza z trzeciej dynastii, papużka, agawa,
telewizor, samochód z dodatkami z chromu:
nie masz zabawki, nie masz rozśmiać się nikomu!
Wszystkoś, babo, zabrała: polisy i weksle,
biżuterię, klejnoty, podpis Heike Drechsler,
nawet kolekcję znaczków i dzieła Stendhala:
wszytkiś w domu kąciki pierwej pobiegała!
Nową wieżę mi wzięłaś i stos CD-romów;
teraz wszytko umilkło, szczere pustki w domu!
Nigdy więcej żeniaczki! To skandal, nie miłość!
Jednym małym rozwodem tak wiele ubyło!

Kategorie: Satyra
Otagowane: , , , , ,

Z rejestru strasznych słów

luty 7, 2008 · 3 komentarzy

Poznawać nowe słowa, rozumieć ich treść znaczy tyle, co odkrywać świat i jakoś go ogarniać. Być takim Podróżnikiem – myślę sobie wertując słownik – to znaczy wgryzać się w strukturę świata, myszkować po jego zakamarkach, oglądać pod lupą jego tkanki, jego serce, wątrobę i jelita. To sprawa intymna, a rzeczy intymne wypada robić nieśpiesznie. Poznawanie słów jest jednak intymnością dużo bardziej mozolną; nic dziwnego więc, że męczy bardziej i bardziej domaga się wypoczynku. Cały dzień odkrywania słów nuży w końcu i mnie; i ja więc – zmęczony taką sesją – pędzę do łóżka, idę w pościel, ruszam w pierzynę. Tu można uciec od terroru sylab i represji głosek; tu rzeczywistość (myślę sobie) to nieco mniej straszna trwoga.

Leżę więc w tym łóżku, kleją mi się oczy – ale spać mi jednak dość nieśpiesznie. Strach bowiem się we mnie rodzi i złowrogie pytanie: gdzie ja, na ciesielkę świętego Józefa, właściwie jestem? Jestem ja li tylko w łożu – czy też już w alkowie? A jeśli już w łożu – to na czymja leżę? Czy tapczan to czy sofa, szezlong czy wersalka? Rzucił mnie niedobry los na pryczę, czy luksusu zażywam, leżąc na otomanie? A zważywszy, że twardo mi w pupę – jest li to zabytkowe cassone, bankietka – czy też ordynarna ława? I cóż, chroń mnie święty od słowników, stoi koło mej maty: rejzbret czy serwantka, pulpit czy klękosiad, gerydon czy etażerka?

Goni mnie nawał pytań. Ja jestem, przyznaję, odważny – ale w rozsądnych granicach; uciekam więc i w popłochu zakładam ubranie. A popłoch ten wciąż rośnie – bo cóż ja zakładam? Toga to czy chiton, kontusz czy sukmana? Czymże jestem podszyty: aksamit to, adamaszek, brokat – czy też zwykły tchórz? A jeśli podszyty, to czy haftem jedynie, czy i cną mereżką? A może inaczej rzecz ma się, i miast świeckich strojów, noszę już rokietę, mucet, albę i pektorał? Może już księdzem się stałem i – uchowaj Boże! – nosić będę musiał cingulum, biały pas czystości?

Ta myśl, to już przyczynek do paniki: myślę więc, gdzie uciekać i pod jakim dachem szukać schronienia. Czy dach to mansardowy czy też z naczółkiem; z żelbetu – czy też drewniany? A jeśli drewniany, to jaką ma mieć więźbę i czy będą storczyki, mieczyki, stolce i więzary? I - rzecz to podstawowa – czy dach ma mieć pazdur, czy zwieńczą go śparogi; godzi się go kłaść strzechą, czy też jedynie gontem? I czy będą w nim facjatki, czy będą lukarnie, czy będa mury ogniowe, okapy i kosze? No i wreszcie – pytali już o to Rzymianie – jak długa ma być kalenica i zali ją przeszyć kominem?

Tak mnie otoczyły te słowa, obległy mnie te nazwy. Myślę więc: “Okopię się i najazd ten wytrzymam!”. Ale jak wytrzymać, kiedy nie wiadomo: czy stawiać zamek czy bastion, blokhauz czy kaponierę? I czy mają być baszty, czy donżon, czy barbakan, czy zrobić hurdycję czy machikuł, siać gęsto blanki – czy też robić dansker? Nie sposób powiedzieć; byłem więc bezbronny i w zdań potrzasku. Z lewej kasztel, z prawej portyk, tu wiruje loggia, tam straszy wirydarz. Tu dumb-waiter, tam murłata, a z nikąd ratunku i z nikąd pomocy; wszędzie dźwięki i słowa, ja zaś – sam i bezbronny. I pewnym już było, że los mój przesądzony, a dni policzone; pozostało mi więc zrobić rzecz męską i dumną. Tak też uczyniłem: otoczony przez nazwy, z honorem i wdziękiem zemdlałem.

Obudziłem się o dziwo we własnym łóżku i o własnej piżamie. Strach zniknął niepostrzenie; nigdzie też strojów dziwnych, ani dziwnych budowli. Jasnym się stało: sen to tylko, sen głupi! “Sen mara, dzień wiara” – pomyślałem – “trzeba strach ten nocny zrzucić z siebie, zmyć i zczesać, pozbyć się go, nastawić się w nowe tryby!” Idę więc do łazienki, idę dziarsko, przed lustrem staję i śmieję się do siebie, że tak się omamić dałem. A tchórz w lustrze patrzy na mnie i też się do mnie szczerzy – ale tak inaczej. I wtedy pojmuję, że ustami rusza, i rozumiem już, co chce mi powiedzieć: “Lustro to tylko” – pyta – “czy też aż reflektor? Obok zaś lewaterz – czy tylko dresuar?”


Dedykuję “Słownikowi terminologicznemu sztuk pięknych” Stefana Kozakiewicza.

Kategorie: Proza i publicystyka · Satyra
Otagowane: , , , , , , , , , ,

[Limeryk] Znad Odry murgrabia niedobry

luty 7, 2008 · 1 komentarz

Z nad Odry niedobry murgrabia
na Ody panieństwo nastawał.
Oda myśli, że nierząd
formą pracy z młodzieżą…
W szkole tego się dziś nie omawia.

Kategorie: Satyra
Otagowane: , , , , , ,

Ballada o centrum wszechrzeczy

listopad 23, 2007 · 2 komentarzy

[Kamili Trawińskiej]

To był dość świeży temat.
Na wiosnę weszło w modę,
by wiedzieć gdzie jest ziemia,
a zwłaszcza gdzie jej środek.

Wlekąc wór instrumentów
zjechali się uczeni
i wnet stworzono Zespół
Szukania Środka Ziemi.

Prym wiódł w nim matematyk:
ten w równań szale dzikim
zapomniał co co znaczy
i po co rzecz się liczy.

Chciał pomóc mu mnich z Indii,
lecz się zagubił w czasie:
umysł mu się rozmydlił,
i skrzepnął znów w triasie.

Przebił ich zaś astronom,
co dostrzegł w swych sekstansach,
że centrum leży ponoć
gdzieś w okolicy Marsa.

Mimo tych niepowodzeń,
gdzieś po tygodniach czterech,
odnaleziono środek
na drodze audiotele.

Rzekł zespół w tej godzinie,
że zbadał rzecz dokładnie
i na globusie linie
winny się zagiąć na mnie!

I że w mojej osobie
jest środek rzeczy wszystkich:
na prawo przy wątrobie,
tuż obok ślepej kiszki.

Fakt ten, skreślony wierszem
polecam tego lata
tym, którzy wątpią jeszcze,
że jestem pępkiem świata.

[VI 2005]

Kategorie: Satyra

Dwa limeryki lekarskie

listopad 10, 2007 · 1 komentarz

W sanatorium, co leży pod Jasłem
wszystkie kołdry są mocno za ciasne.
Nie dziw że krzyż z nimi
ma nawet bulimik
i by wejść w nie, smaruje się masłem

Młody lekarz-filozof z Włocławka,
radził ludziom: ‘Gdy najdzie cię czkawka,
czytaj “Ucztę” Platona.
Czkawki to nie pokona,
lecz to wcale udana rozprawka.”


Kategorie: Satyra

W imieniu policji drogowej

listopad 8, 2007 · Dodaj komentarz

Od dnia pierwszy listopad, by uniknąć nieszczęścia,
uprasza się nieludzi o odmianę podejścia:
ot, latajcie ufoki trochę jawniej nad nami!
Noście, proszę, odblaski – i mrugajcie światłami!


Kategorie: Satyra

Chmarka Marka

listopad 3, 2007 · 2 komentarzy

Na pożegnanie Marka Jurka:

Kiedy z Partii precz poszedł M. Jurek
cześć działaczy stanęła zań murem.
Lecz niewielu z nim mężów się pręży,
więc ten mur – to niestety krawężnik. 


Kategorie: Satyra

Halloween

październik 31, 2007 · 3 komentarzy

Gdym się dzisiaj miastem skradał
napotkałem nocą draba,
co oznajmił mi po cichu:
“Twa komórka – albo psikus!”


Kategorie: Satyra

Z Mickiewicza. Ballada wędrowna

październik 28, 2007 · 2 komentarzy

Jakiż to chłopiec piękny i młody?
Jaka to obok dziewica?
Gdzież ją zabiera wielokołowym
wozem przy świetle księżyca?

Ona mu z kosza daje isostar,
a on jej mapę do ręki;
i mkną przed siebie, bo szosa prosta,
a ruch na trasie niewielki.

Pachnie w bolidzie, bo on u szyby
przyczepił wonne modrzewie;
kupić je może każdy wrażliwy,
ale po ile – ja nie wiem.

On już żyć nie chce jak samotnicy
i chciałby łączyć się w pary:
ręce, co prawda, na kierownicy,
lecz w sercu lisie zamiary!

Ona na jego uczucia dybie;
w powietrzu czuć rzecz doniosłą.
Cisza wokoło, tylko o szybę
las czasem trzepnie gałązka.

Wtem wiatr zaszumiał po gęstym lesie
i coś się miesza im w głowach:
ręce im siła przedziwna plecie
i by się chcieli całować.

Stają. Jest cicho. Nagle ryk wielki!
O niesłychane zjawiska!
Syrena wyje! Z radarem w ręki
nadchodzi drogą policjant!

Pyta: “Kim jesteś, kierowco młody?
Kim ta nieletnia dziewica?”
Ona nie miała przy się dowodu,
a on był Robert Kubica.

Żyli za szybko. Z takich uniesień
musi nieszczęście wynikać!
Nie dość, że mandat władza im niesie,
to las ich jeszcze połyka!

Bór ich niedobry za szczęście karze,
na zawsze parę porywa!
Nikt im z tej puszczy drogi nie wskaże,
a im zabrakło paliwa!

Wyjścia nie znajdą! Zostaną w borze!
Za jakimś przepadną drzewem…
Kto jest młodzieniec? – znany rajdowiec.
A kto dziewczyna? – ja nie wiem.


Kategorie: Satyra

Na odejście Romana G.

październik 26, 2007 · 1 komentarz

Więc odchodzisz! Nić w pół przecięta
i zwolniony ze swej pracy Syzyf!
Niechaj tłuszcza będzie przeklęta,
co na Tobie postawiła krzyżyk!

Twoje dzieło zapomną, zadepczą
i w popioły rozsypie się z wolna:
ewolucję do łbów włożą dzieciom,
a mundurki popruje Platforma!

Lecz zaklinam! Spraw, aby całkiem
nie pomarła w narodzie nadzieja!
Jeśli musisz już być adwokatem,
to od pierdla nam wybroń Andrzeja!


Kategorie: Satyra

Morał niedzielny

październik 18, 2007 · 2 komentarzy

Mówił dziadek dwóm Rafałom:
“Choć przejdziecie ziemię całą,
monet nigdzie nie ma tłumniej,
niż na skraju tęczy – w urnie!”

Starszy na to: “Głupstwa! Brednie!
Siły stracę, buty zejdę
i choć znajdę koniec tęczy,
nawet grosz tam nie zadźwięczy!”

Młodszy wstał w niedzielę wcześnie;
skarbu szukał na wsi, w mieście,
w urnie zaś, gdy już ją znalazł
złota było co niemiara!

I Ty także nie bądź ciele,
i do urny idź w niedzielę!


Kategorie: Satyra

Limeryk gastronomiczny

wrzesień 26, 2007 · 2 komentarzy

Studentom, na czas głodu :)

[Grześkowi Dzięgielewskiemu]

Gdzieś pod Rynem mieszka student Grzesiek,
który wie, że co żywe, to zje się.
A nawet rzecz martwą,
jak beret czy karton,
zje z keczupem prawdziwy koneser.

Kategorie: Satyra

W kwestii mundurków

wrzesień 9, 2007 · Dodaj komentarz

Kiedy Giertych był w Radzie Ministrów,
wytłumaczył tak jeden z pomysłów:
“Gdy się młodzież – rzekł – wbije w mundurek,
to maniery jej wejdą w naturę.”

Wśród młodzieży tych grzecznych jest więcej,
więc myśli inna mi chodzi po głowie:
niech ta młodzież już nosi, co zechce,
a mundurki – niech włożą posłowie!



Kategorie: Satyra

Dwa paciorki za Wiejską

wrzesień 7, 2007 · 1 komentarz

O co proszę dziś dla posłów,
gdy się modlę ranem?
Skoro czasy tak brzemienne
- to o rozwiązanie.

O co zaś modlitwy wznoszę
codziennie z wieczora?
By tych dzieci nie wypuszczać
spod inkubatora!

Kategorie: Satyra

[Limeryk] Usprawiedliwienie

wrzesień 5, 2007 · Dodaj komentarz

Z rodu Piasta lord z miasta Poznania,
się po lodzie na łyżwach uganiał.
Tam też panny rwał cięgiem;
wpadł, niestety, w przerębel,
odwołuje więc wszystkie spotkania.


Kategorie: Satyra

Szkoła słów

sierpień 31, 2007 · 2 komentarzy

Myślę, że wigilia 1 września, to dobra data, by to opublikować.
Napisane, gdy ministrem został Roman Giertych.

Pierwsze czuć już w naszej szkole
Odnowy znamiona,
odkąd naszym dyrektorem
jest profesór Roman.

Tak uczniowie, jak i grono
dorośli do czasów:
nową Polskę wprowadzono
u nas bez hałasu.

Pan Geograf, człek poczciwy,
zna matur realia,
z własnej więc inicjatywy
streszcza sanktuaria.

Pani Biolog chce w nas budzić
tylko myśli czyste,
wszystkie brzydsze partie ludzi
zasłania więc listkiem.

Na historii polskiej ziemi,
szczęśliwi do bólu,
Kazimierza Wielkim zwiemy
(mówimy o królu).

Zaś niemiecki zadość czyni
ojcom-patriotom:
wiemy, jak nie sprzedać ziemi
i szarżować “Rotą”.

Tylko my, klasowi zbóje,
jak za czasów starych,
w równym stopniu pielgrzymujem
sobie na wagary.

Rozumiemy z lekcji wszystko,
więc cieszy nas pewność,
że jak szybko Nowe przyszło,
tak je diabli wezmą.

Miło wiedzieć, że pewne przeczucia nas nie mylą :)

Kategorie: Satyra

Z zerówki

sierpień 29, 2007 · 3 komentarzy

Uczył tak mnie profesór z algebry
(wstecz to było z dekadę już dobrą):
“Choćbyś nie wiem co w życiu wyliczał,
nigdy nie dziel niczego przez Ziobro”.


Kategorie: Satyra

Postanowienie noworoczne

sierpień 15, 2007 · 4 komentarzy

Kiedy stary rok się kończył
pojawił się projekt,
żeby wraz ze zmianą daty
zmienić życie moje.

Na początek sprawy drobne:
spożywać mniej tłuszczów,
wolniej jeździć szybszym autem,
nie spać w rzeczach w łóżku.

Potem coś dla innych istot:
iść na wolontariat,
dać ubogim, karmić ptaki
i czyścić fokaria.

No i jeszcze, by żyć lepiej:
nie rwać każdej lali,
więcej modlić się, mniej grzeszyć,
nie pić i nie palić.

Tak to sobie wymyśliłem:
z czystym sercem teraz
mogę wszystkim wam oznajmić:
Plan cholera wzięła.

Mógłbym teraz łzy wylewać,
lecz spointuję mądrzej:
Plan mój w styczniu już szlag trafił,
NO I BARDZO DOBRZE!


Kategorie: Satyra

Dwie łasice

sierpień 14, 2007 · 1 komentarz

[z wieści gminnej]

W barze w Dębem, przy wina szklanicy,
ubliżała łasica łasicy.

Na tę młodszą starsza drze ryjek,
a tym głośniej, im więcej wypije.

Wreszcie spita, że prawie ma mary,
krzyczy gromko: “Ja spałam z twym starym!

Ja z nim spałam na cztery sposoby,
a za piątym, to wpadłam do wody!”

[Tutaj bar, słysząc powód do zwady,
w sprawie bójki już robił zakłady.]

Młoda wstała i tak rzecze gładko:
“Czas do domu. Idziemy spać. Matko”.

Kategorie: Satyra

Wspominka o Loli

sierpień 12, 2007 · Dodaj komentarz

Ma muzo z liceum, ma Lolo!
Pamiętasz Ty noc tę za szkołą?
U stóp Ci bombonier legł wieniec;
Ty we mnie rzuciłaś – kamieniem.

Dziś widzę – wygrałem wymianę
i pointę mam radosną przy tym:
kamień był cenny – sprzedałem,
Ty teraz zaś masz cellulitis!


Kategorie: Satyra

Niebosko

sierpień 10, 2007 · 3 komentarzy

[z wieści gminnej]

Biegnie po jeziorze Chrystus
i tak się odzywa:
“Dobry Ojcze! Nie bądź wiśnia!
Daj choć raz popływać…”


Kategorie: Satyra

Dwa limeryki polonistyczne

sierpień 9, 2007 · 3 komentarzy

Polonista, co żył pod Krakowem
deklinował przy klasie swej ‘dobę’.
Lecz gdy doszedł do ‘dób’,
to zabrakło mu słów,
więc ma klasa zadanie domowe.

Młody baca (pochodził z Karłowic)
raz starego zapytał: “Ach, powidz,
czemu – choć ‘chuć’ on ma -
inne słowa na ‘ch’,
tak przemilcza niniejszy skorowidz?”.




Kategorie: Satyra