Michał Krotoszyński - strona autorska

Entries categorized as ‘Satyra’

Z Kochanowskiego

kwiecień 14, 2008 · 1 komentarz

Wielkieś mi uczyniła pustki w domu moim,
moja droga Urszulo, tym zniknieniem swoim!
Płótna, płowe arrasy, kandelabr, zastawa,
waza z trzeciej dynastii, papużka, agawa,
telewizor, samochód z dodatkami z chromu:
nie masz zabawki, nie masz rozśmiać się nikomu!
Wszystkoś, babo, zabrała: polisy i weksle,
biżuterię, klejnoty, podpis Heike Drechsler,
nawet kolekcję znaczków i dzieła Stendhala:
wszytkiś w domu kąciki pierwej pobiegała!
Nową wieżę mi wzięłaś i stos CD-romów;
teraz wszytko umilkło, szczere pustki w domu!
Nigdy więcej żeniaczki! To skandal, nie miłość!
Jednym małym rozwodem tak wiele ubyło!

Kategorie: Satyra
Tagged: , , , , ,

Z rejestru strasznych słów

luty 7, 2008 · Liczba komentarzy: 3

Poznawać nowe słowa, rozumieć ich treść znaczy tyle, co odkrywać świat i jakoś go ogarniać. Być takim Podróżnikiem - myślę sobie wertując słownik - to znaczy wgryzać się w strukturę świata, myszkować po jego zakamarkach, oglądać pod lupą jego tkanki, jego serce, wątrobę i jelita. To sprawa intymna, a rzeczy intymne wypada robić nieśpiesznie. Poznawanie słów jest jednak intymnością dużo bardziej mozolną; nic dziwnego więc, że męczy bardziej i bardziej domaga się wypoczynku. Cały dzień odkrywania słów nuży w końcu i mnie; i ja więc - zmęczony taką sesją - pędzę do łóżka, idę w pościel, ruszam w pierzynę. Tu można uciec od terroru sylab i represji głosek; tu rzeczywistość (myślę sobie) to nieco mniej straszna trwoga.

Leżę więc w tym łóżku, kleją mi się oczy - ale spać mi jednak dość nieśpiesznie. Strach bowiem się we mnie rodzi i złowrogie pytanie: gdzie ja, na ciesielkę świętego Józefa, właściwie jestem? Jestem ja li tylko w łożu - czy też już w alkowie? A jeśli już w łożu - to na czymja leżę? Czy tapczan to czy sofa, szezlong czy wersalka? Rzucił mnie niedobry los na pryczę, czy luksusu zażywam, leżąc na otomanie? A zważywszy, że twardo mi w pupę - jest li to zabytkowe cassone, bankietka - czy też ordynarna ława? I cóż, chroń mnie święty od słowników, stoi koło mej maty: rejzbret czy serwantka, pulpit czy klękosiad, gerydon czy etażerka?

Goni mnie nawał pytań. Ja jestem, przyznaję, odważny - ale w rozsądnych granicach; uciekam więc i w popłochu zakładam ubranie. A popłoch ten wciąż rośnie - bo cóż ja zakładam? Toga to czy chiton, kontusz czy sukmana? Czymże jestem podszyty: aksamit to, adamaszek, brokat - czy też zwykły tchórz? A jeśli podszyty, to czy haftem jedynie, czy i cną mereżką? A może inaczej rzecz ma się, i miast świeckich strojów, noszę już rokietę, mucet, albę i pektorał? Może już księdzem się stałem i - uchowaj Boże! - nosić będę musiał cingulum, biały pas czystości?

Ta myśl, to już przyczynek do paniki: myślę więc, gdzie uciekać i pod jakim dachem szukać schronienia. Czy dach to mansardowy czy też z naczółkiem; z żelbetu - czy też drewniany? A jeśli drewniany, to jaką ma mieć więźbę i czy będą storczyki, mieczyki, stolce i więzary? I - rzecz to podstawowa - czy dach ma mieć pazdur, czy zwieńczą go śparogi; godzi się go kłaść strzechą, czy też jedynie gontem? I czy będą w nim facjatki, czy będą lukarnie, czy będa mury ogniowe, okapy i kosze? No i wreszcie - pytali już o to Rzymianie - jak długa ma być kalenica i zali ją przeszyć kominem?

Tak mnie otoczyły te słowa, obległy mnie te nazwy. Myślę więc: “Okopię się i najazd ten wytrzymam!”. Ale jak wytrzymać, kiedy nie wiadomo: czy stawiać zamek czy bastion, blokhauz czy kaponierę? I czy mają być baszty, czy donżon, czy barbakan, czy zrobić hurdycję czy machikuł, siać gęsto blanki - czy też robić dansker? Nie sposób powiedzieć; byłem więc bezbronny i w zdań potrzasku. Z lewej kasztel, z prawej portyk, tu wiruje loggia, tam straszy wirydarz. Tu dumb-waiter, tam murłata, a z nikąd ratunku i z nikąd pomocy; wszędzie dźwięki i słowa, ja zaś - sam i bezbronny. I pewnym już było, że los mój przesądzony, a dni policzone; pozostało mi więc zrobić rzecz męską i dumną. Tak też uczyniłem: otoczony przez nazwy, z honorem i wdziękiem zemdlałem.

Obudziłem się o dziwo we własnym łóżku i o własnej piżamie. Strach zniknął niepostrzenie; nigdzie też strojów dziwnych, ani dziwnych budowli. Jasnym się stało: sen to tylko, sen głupi! “Sen mara, dzień wiara” - pomyślałem - “trzeba strach ten nocny zrzucić z siebie, zmyć i zczesać, pozbyć się go, nastawić się w nowe tryby!” Idę więc do łazienki, idę dziarsko, przed lustrem staję i śmieję się do siebie, że tak się omamić dałem. A tchórz w lustrze patrzy na mnie i też się do mnie szczerzy - ale tak inaczej. I wtedy pojmuję, że ustami rusza, i rozumiem już, co chce mi powiedzieć: “Lustro to tylko” - pyta - “czy też aż reflektor? Obok zaś lewaterz - czy tylko dresuar?”


Dedykuję “Słownikowi terminologicznemu sztuk pięknych” Stefana Kozakiewicza.

Kategorie: Proza i publicystyka · Satyra
Tagged: , , , , , , , , , ,

[Limeryk] Znad Odry murgrabia niedobry

luty 7, 2008 · 1 komentarz

Z nad Odry niedobry murgrabia
na Ody panieństwo nastawał.
Oda myśli, że nierząd
formą pracy z młodzieżą…
W szkole tego się dziś nie omawia.

Kategorie: Satyra
Tagged: , , , , , ,

Ballada o centrum wszechrzeczy

listopad 23, 2007 · Liczba komentarzy: 2

[Kamili Trawińskiej]

To był dość świeży temat.
Na wiosnę weszło w modę,
by wiedzieć gdzie jest ziemia,
a zwłaszcza gdzie jej środek.

Wlekąc wór instrumentów
zjechali się uczeni
i wnet stworzono Zespół
Szukania Środka Ziemi.

Prym wiódł w nim matematyk:
ten w równań szale dzikim
zapomniał co co znaczy
i po co rzecz się liczy.

Chciał pomóc mu mnich z Indii,
lecz się zagubił w czasie:
umysł mu się rozmydlił,
i skrzepnął znów w triasie.

Przebił ich zaś astronom,
co dostrzegł w swych sekstansach,
że centrum leży ponoć
gdzieś w okolicy Marsa.

Mimo tych niepowodzeń,
gdzieś po tygodniach czterech,
odnaleziono środek
na drodze audiotele.

Rzekł zespół w tej godzinie,
że zbadał rzecz dokładnie
i na globusie linie
winny się zagiąć na mnie!

I że w mojej osobie
jest środek rzeczy wszystkich:
na prawo przy wątrobie,
tuż obok ślepej kiszki.

Fakt ten, skreślony wierszem
polecam tego lata
tym, którzy wątpią jeszcze,
że jestem pępkiem świata.

[VI 2005]

Kategorie: Satyra

Dwa limeryki lekarskie

listopad 10, 2007 · 1 komentarz

W sanatorium, co leży pod Jasłem
wszystkie kołdry są mocno za ciasne.
Nie dziw że krzyż z nimi
ma nawet bulimik
i by wejść w nie, smaruje się masłem

Młody lekarz-filozof z Włocławka,
radził ludziom: ‘Gdy najdzie cię czkawka,
czytaj “Ucztę” Platona.
Czkawki to nie pokona,
lecz to wcale udana rozprawka.”


Kategorie: Satyra

W imieniu policji drogowej

listopad 8, 2007 · Brak komentarzy

Od dnia pierwszy listopad, by uniknąć nieszczęścia,
uprasza się nieludzi o odmianę podejścia:
ot, latajcie ufoki trochę jawniej nad nami!
Noście, proszę, odblaski - i mrugajcie światłami!


Kategorie: Satyra

Chmarka Marka

listopad 3, 2007 · Liczba komentarzy: 2

Na pożegnanie Marka Jurka:

Kiedy z Partii precz poszedł M. Jurek
cześć działaczy stanęła zań murem.
Lecz niewielu z nim mężów się pręży,
więc ten mur - to niestety krawężnik. 


Kategorie: Satyra

Halloween

październik 31, 2007 · 1 komentarz

Gdym się dzisiaj miastem skradał
napotkałem nocą draba,
co oznajmił mi po cichu:
“Twa komórka - albo psikus!”


Kategorie: Satyra

Z Mickiewicza. Ballada wędrowna

październik 28, 2007 · Liczba komentarzy: 2

Jakiż to chłopiec piękny i młody?
Jaka to obok dziewica?
Gdzież ją zabiera wielokołowym
wozem przy świetle księżyca?

Ona mu z kosza daje isostar,
a on jej mapę do ręki;
i mkną przed siebie, bo szosa prosta,
a ruch na trasie niewielki.

Pachnie w bolidzie, bo on u szyby
przyczepił wonne modrzewie;
kupić je może każdy wrażliwy,
ale po ile - ja nie wiem.

On już żyć nie chce jak samotnicy
i chciałby łączyć się w pary:
ręce, co prawda, na kierownicy,
lecz w sercu lisie zamiary!

Ona na jego uczucia dybie;
w powietrzu czuć rzecz doniosłą.
Cisza wokoło, tylko o szybę
las czasem trzepnie gałązka.

Wtem wiatr zaszumiał po gęstym lesie
i coś się miesza im w głowach:
ręce im siła przedziwna plecie
i by się chcieli całować.

Stają. Jest cicho. Nagle ryk wielki!
O niesłychane zjawiska!
Syrena wyje! Z radarem w ręki
nadchodzi drogą policjant!

Pyta: “Kim jesteś, kierowco młody?
Kim ta nieletnia dziewica?”
Ona nie miała przy się dowodu,
a on był Robert Kubica.

Żyli za szybko. Z takich uniesień
musi nieszczęście wynikać!
Nie dość, że mandat władza im niesie,
to las ich jeszcze połyka!

Bór ich niedobry za szczęście karze,
na zawsze parę porywa!
Nikt im z tej puszczy drogi nie wskaże,
a im zabrakło paliwa!

Wyjścia nie znajdą! Zostaną w borze!
Za jakimś przepadną drzewem…
Kto jest młodzieniec? - znany rajdowiec.
A kto dziewczyna? - ja nie wiem.


Kategorie: Satyra

Na odejście Romana G.

październik 26, 2007 · 1 komentarz

Więc odchodzisz! Nić w pół przecięta
i zwolniony ze swej pracy Syzyf!
Niechaj tłuszcza będzie przeklęta,
co na Tobie postawiła krzyżyk!

Twoje dzieło zapomną, zadepczą
i w popioły rozsypie się z wolna:
ewolucję do łbów włożą dzieciom,
a mundurki popruje Platforma!

Lecz zaklinam! Spraw, aby całkiem
nie pomarła w narodzie nadzieja!
Jeśli musisz już być adwokatem,
to od pierdla nam wybroń Andrzeja!


Kategorie: Satyra

Morał niedzielny

październik 18, 2007 · Liczba komentarzy: 2

Mówił dziadek dwóm Rafałom:
“Choć przejdziecie ziemię całą,
monet nigdzie nie ma tłumniej,
niż na skraju tęczy - w urnie!”

Starszy na to: “Głupstwa! Brednie!
Siły stracę, buty zejdę
i choć znajdę koniec tęczy,
nawet grosz tam nie zadźwięczy!”

Młodszy wstał w niedzielę wcześnie;
skarbu szukał na wsi, w mieście,
w urnie zaś, gdy już ją znalazł
złota było co niemiara!

I Ty także nie bądź ciele,
i do urny idź w niedzielę!


Kategorie: Satyra

Limeryk gastronomiczny

wrzesień 26, 2007 · Liczba komentarzy: 2

Studentom, na czas głodu :)

[Grześkowi Dzięgielewskiemu]

Gdzieś pod Rynem mieszka student Grzesiek,
który wie, że co żywe, to zje się.
A nawet rzecz martwą,
jak beret czy karton,
zje z keczupem prawdziwy koneser.

Kategorie: Satyra

W kwestii mundurków

wrzesień 9, 2007 · Brak komentarzy

Kiedy Giertych był w Radzie Ministrów,
wytłumaczył tak jeden z pomysłów:
“Gdy się młodzież - rzekł - wbije w mundurek,
to maniery jej wejdą w naturę.”

Wśród młodzieży tych grzecznych jest więcej,
więc myśli inna mi chodzi po głowie:
niech ta młodzież już nosi, co zechce,
a mundurki - niech włożą posłowie!



Kategorie: Satyra

Dwa paciorki za Wiejską

wrzesień 7, 2007 · 1 komentarz

O co proszę dziś dla posłów,
gdy się modlę ranem?
Skoro czasy tak brzemienne
- to o rozwiązanie.

O co zaś modlitwy wznoszę
codziennie z wieczora?
By tych dzieci nie wypuszczać
spod inkubatora!

Kategorie: Satyra

[Limeryk] Usprawiedliwienie

wrzesień 5, 2007 · Brak komentarzy

Z rodu Piasta lord z miasta Poznania,
się po lodzie na łyżwach uganiał.
Tam też panny rwał cięgiem;
wpadł, niestety, w przerębel,
odwołuje więc wszystkie spotkania.


Kategorie: Satyra

Szkoła słów

sierpień 31, 2007 · Liczba komentarzy: 2

Myślę, że wigilia 1 września, to dobra data, by to opublikować.
Napisane, gdy ministrem został Roman Giertych.

Pierwsze czuć już w naszej szkole
Odnowy znamiona,
odkąd naszym dyrektorem
jest profesór Roman.

Tak uczniowie, jak i grono
dorośli do czasów:
nową Polskę wprowadzono
u nas bez hałasu.

Pan Geograf, człek poczciwy,
zna matur realia,
z własnej więc inicjatywy
streszcza sanktuaria.

Pani Biolog chce w nas budzić
tylko myśli czyste,
wszystkie brzydsze partie ludzi
zasłania więc listkiem.

Na historii polskiej ziemi,
szczęśliwi do bólu,
Kazimierza Wielkim zwiemy
(mówimy o królu).

Zaś niemiecki zadość czyni
ojcom-patriotom:
wiemy, jak nie sprzedać ziemi
i szarżować “Rotą”.

Tylko my, klasowi zbóje,
jak za czasów starych,
w równym stopniu pielgrzymujem
sobie na wagary.

Rozumiemy z lekcji wszystko,
więc cieszy nas pewność,
że jak szybko Nowe przyszło,
tak je diabli wezmą.

Miło wiedzieć, że pewne przeczucia nas nie mylą :)

Kategorie: Satyra

Z zerówki

sierpień 29, 2007 · Liczba komentarzy: 3

Uczył tak mnie profesór z algebry
(wstecz to było z dekadę już dobrą):
“Choćbyś nie wiem co w życiu wyliczał,
nigdy nie dziel niczego przez Ziobro”.


Kategorie: Satyra

Postanowienie noworoczne

sierpień 15, 2007 · Liczba komentarzy: 4

Kiedy stary rok się kończył
pojawił się projekt,
żeby wraz ze zmianą daty
zmienić życie moje.

Na początek sprawy drobne:
spożywać mniej tłuszczów,
wolniej jeździć szybszym autem,
nie spać w rzeczach w łóżku.

Potem coś dla innych istot:
iść na wolontariat,
dać ubogim, karmić ptaki
i czyścić fokaria.

No i jeszcze, by żyć lepiej:
nie rwać każdej lali,
więcej modlić się, mniej grzeszyć,
nie pić i nie palić.

Tak to sobie wymyśliłem:
z czystym sercem teraz
mogę wszystkim wam oznajmić:
Plan cholera wzięła.

Mógłbym teraz łzy wylewać,
lecz spointuję mądrzej:
Plan mój w styczniu już szlag trafił,
NO I BARDZO DOBRZE!


Kategorie: Satyra

Dwie łasice

sierpień 14, 2007 · 1 komentarz

[z wieści gminnej]

W barze w Dębem, przy wina szklanicy,
ubliżała łasica łasicy.

Na tę młodszą starsza drze ryjek,
a tym głośniej, im więcej wypije.

Wreszcie spita, że prawie ma mary,
krzyczy gromko: “Ja spałam z twym starym!

Ja z nim spałam na cztery sposoby,
a za piątym, to wpadłam do wody!”

[Tutaj bar, słysząc powód do zwady,
w sprawie bójki już robił zakłady.]

Młoda wstała i tak rzecze gładko:
“Czas do domu. Idziemy spać. Matko”.

Kategorie: Satyra

Wspominka o Loli

sierpień 12, 2007 · Brak komentarzy

Ma muzo z liceum, ma Lolo!
Pamiętasz Ty noc tę za szkołą?
U stóp Ci bombonier legł wieniec;
Ty we mnie rzuciłaś - kamieniem.

Dziś widzę - wygrałem wymianę
i pointę mam radosną przy tym:
kamień był cenny - sprzedałem,
Ty teraz zaś masz cellulitis!


Kategorie: Satyra

Niebosko

sierpień 10, 2007 · Liczba komentarzy: 3

[z wieści gminnej]

Biegnie po jeziorze Chrystus
i tak się odzywa:
“Dobry Ojcze! Nie bądź wiśnia!
Daj choć raz popływać…”


Kategorie: Satyra

Dwa limeryki polonistyczne

sierpień 9, 2007 · Liczba komentarzy: 3

Polonista, co żył pod Krakowem
deklinował przy klasie swej ‘dobę’.
Lecz gdy doszedł do ‘dób’,
to zabrakło mu słów,
więc ma klasa zadanie domowe.

Młody baca (pochodził z Karłowic)
raz starego zapytał: “Ach, powidz,
czemu - choć ‘chuć’ on ma -
inne słowa na ‘ch’,
tak przemilcza niniejszy skorowidz?”.




Kategorie: Satyra

Dwa limeryki filozoficzne

sierpień 8, 2007 · Brak komentarzy

Udowodnić chciał raz mnich z Aosty,
iż Bóg żyje - na sposób dość prosty.
Dowód wielu zachwycał
Kartezjusza, Leibniza,
lecz Kant stwierdził, iż jest on nieostry.

Kant, filozof, co z miasta Królewiec,
imperatyw swój cenił, że nie wiem.
Zaś swój praktyczny rozum,
abstrakcyjny na pozór,
umiał użyć przy garnkach i zlewie.


Kategorie: Satyra

[Moskaliki] Pilskie

sierpień 2, 2007 · 1 komentarz

MOSKALIKI PILSKIE

Kto mi powie, że na Górnym
mówią ludzie w ludzkiej mowie,
ten organów swych podskórnych
szukać będzie w Częstochowie.

Kto uważa, że Podlasie
wie czym urok jest chodników,
temu różem twarz okraszę
w krypcie u ewangelików.

Kto rzekł, że jest na Dolinie
zieleń znana z nazwy głupiej,
ze zgięć wszystkich go odwinę
w salezjańskiej żwawej trupie.

Kto zaś myśli, że w Szpitalu
mówią czasem ci “Na zdrowie”,
ten wypłacze resztki żalu
pod Antonim na Ludowej.

A kto, broniąc Rydygiera,
chce tam szukać wody w płynie,
pasy będę z niego zdzierać
wraz z rodziną przy Rodzinie

Kto o Rodle rzec ma w planie,
że dba hotel o drobnostki,
zęby może za różaniec
nosić do kościoła Kostki.

Kto fałsz sieje, że Jadwiżyn,
poznał wynalazek koła,
niewerbalnie my ubliżę,
przy co najmniej trzech kościołach.

Kto by pragnął pilskie szlaki
rowerowym trzeć bieżnikiem,
w podwymiar go wyśle Rafi,
w swej Pagodzie Pod Paśnikiem.

Kto widział na Zamenhofa
domy o pionowych ścianach,
w ewolucji go pocofam,
pod akacją u plebana.

Kto chce rzec, że Dolaszewo
dzień wytrzyma bez histerii,
tego złączę z matką-glebą
na cmentarzu z peryferii.

A kto myśli, że na Pola
rdzeń zna młodzież abecadła,
skomponuję go z cokołem
pod pomnikiem Jana Pawła.

Lecz! - Kto przeczyć chciałby Pile
że jest miastem nad miastami,
jeleń w rzyć mu rogi wbije;
ja zadławię go hostiami!

————–

 

Należy się tu Wam wyjaśnienie i swoisty słownik miejsc, osób i terminów. Górne, Podlasie, Zielona Dolina, Osiedle Rydygiera z przyległym do niego szpitalem o tym samym imieniu, Zemenhofa, Dolaszewo i Jadwiżyn to wszystko pilskie dzielnice, osiedla i przyległości. Rodło to najwiekszy w tym mieście hotel, położony w samym centrum miasta, liceum na ulicy Wincentego Pola zaś to najlepsza szkoła średnia w mieście, gdzie uczęszczał tak niżej podpisany, jak i Grabaż, wokalista Pidżamy Porno. Również kościoły z czwartych wersów są autentyczne: prócz Częstochowy każdy z nich znajduje się w mieście Staszica, przed kościołem św. Rodziny znajduje się zaś pomnik Jana Pawła II. O Rafim zaś więcej przeczytacie w “Pilingu”, poniżej.

Kategorie: Satyra

Sestyna zamiejska

lipiec 31, 2007 · Brak komentarzy

SESTYNA ZAMIEJSKA

Rzecz jest już ustalona: wyjeżdżam za miasto,
w mieście jest mi niedobrze, za miałko, za płasko.
Jedzie też moja Ania (jesteśmy po słowie)
i Mo, kolega z Azji. Wszak większe pogłowie
to zabawa weselsza: więcej jest bon mot-ów,
żartów i anegdotek. Punkt zbiórki: Mokotów.

Zaczynam pakowanie: drapię się po głowie
i niepewnym jest jutra. Czy składać rzecz płasko,
czy przeciwnie, w kupeczki? Niedobrze. Zamiast o
męskiej myśleć przygodzie, to ja jak posłowie:
sam się ze sobą spieram. Jak żarcie Mo kotu,
tak ja się tu rozdrabniam. Ofiarą bon motu

być nie chcę: Dyscyplina! Lecz nic mi po słowie
tym, bo kłopoty jak kapsle POG łowię:
taką już mam naturę. Mówił mi Mo: “Kotuś,
lądujesz nie na łapy, ale na ryj płasko”.
Słowo stało się ciałem! Prawdziwie, bo Mo tu,
nadchodzi - a z nim Ania. Z niewiastą za miasto!

Co też mnie podkusiło! Tobołów po głowę,
szminki, pudry, rodzynki, gazety, bon MoTu
(Mokotowscy Turyści - mafia na Mokotów),
klapki, glany, chodaki, but na stopę płaską,
cztery płaszcze, parasol: pół miasta za miasto!
M. zbladł i ja też zbladłem: wyprawy posłowie,

epilog, pożegnanie. Zadrżał M. Oko tu
i ówdzie mu łzawiło. Choć pierś mamy płaską,
nie wejdziemy do auta! Cóż, za M. i A. sto
pojedzie drobiazgów! Trochę się pogłowię
i opchnę je na targu. Już słowo po słowie
oznajmiam swe wyroki - lecz Ania z bo mą tu

rzyć okłada, więc milknę. Ten kij zna Mokotów!
Znam ja i rozwiązanie: kupiłem w Bo motór,
sztywno go zamocuję, blaszką skręcę płaską.
Będzie trzymał się auta jak stołka posłowie,
i z bagażem w tej formie wyjedzie za miasto,
a miasto się pro forma podrapie po głowie.

Tak też było. Zamiast o sporcie bredzić płasko,
takie dało posłowie Warszawy pogłowie
(jak zawsze chcąc bon motu): “WYWIEŹLI MOKOTÓW!”

————————————-
O kapslach POG tutaj: http://en.wikipedia.org/wiki/Pogs
Bo zaś to (też za wikipedią):
1) (skrót od jap. roku-shaku-bo) - broń, długi kij, stosowany w japońskich sztukach walki.
2) miasto w Sierra Leone, siedziba dystryktu o tej samej nazwie

Kategorie: Satyra