Michał Krotoszyński – strona autorska

Wejście skategoryzowane jako ‘Prawo’

Do niegniewnego człowieka

luty 7, 2009 · 7 komentarzy

mv5bmty4mdc1mze0ov5bml5banbnxkftztcwmtewmje2mq_v1_sx292_sy400_1Tytuł: 12 gniewnych ludzi
Tytuł oryginału: 12 angry men
Rok produkcji: 1957
Reżyseria: Sidney Lumet
Scenariusz: Reginald Rose
Występują: Henry Fonda, John Fiedler, E.G. Marshall, Jack Warden, Joseph Sweeney, Ed Begley
Czas trwania: 96 minut

Kiedy na jesieni zeszłego roku – w czasie mojej wesołej i beztroskiej przygody na Węgrzech – miałem epizodyczną przygodę z prawem amerykańskim, najbardziej nurtowało mnie pytanie: w jaki sposób dwunastu niewykwalifikowanych, przygodnych ludzi może decydować o losie człowieka. Jak ktoś mógł wymyślić tak niepewny system – i czemu, na miły Bóg, on zazwyczaj działa? O tym – choć nie tylko o tym – opowiada “Dwunastu gniewnych ludzi”; film o niedostatkach demokracji i, gdy się głębiej zastanowić, potędze argumentu.

Niemal cały obraz rozgrywa się w jednym tylko pomieszczeniu: klaustrofobiczna klitka to pokój ławy przysięgłych. Tutaj dwunastu ławników decyduje o winie osiemnastolatka oskarżonego o zabójstwo ojca. Zeznania świadków są jednoznaczne: chłopak, w przypływie złości, wbił ojcu nóż w klatkę piersiową. Już tu widać jaką potęgę ma słowo: wiara w nie wystarcza, by posłać chłopca na krzesło elektryczne. Film jednak uczy, że wiara to niebezpieczna: gdy bliżej przyjrzeć się sprawie argumenty wcale nie są tak jednoznaczne. Rzeczowa argumentacja jednego z ławników, mężczyzny nieufnego nazbyt łatwym sprawom, pozwala przynajmniej zwątpić pozostałym mężczyznom: i dobrze, bo być za mało krytycznym, to znaczyć brać fakty za wiarę.

Ta mała sala to jednocześnie mikrowszechświat: to zwierciadło amerykańskiego społeczeństwa lat pięćdziesiątych. To tu ogniskują się wszelkie fobie i uprzedzenia: niechęć do ciągle napływających imigrantów i mieszkańców dzielnic biedy, poczucie krzywdy wywołane niewdzięcznością dzieck, wreszcie przerost ambicji i walka o przywództwo w grupie. Takie jednostki, jednostki spaczone ale i silne, to jednak wyjątki: większość osób to ludzie bierni i łatwi do prowadzenia. Część z nich jest w gruncie rzeczy poczciwa; dla części jednak ważniejsza od sprawiedliwości jest własna kampania reklamowa albo mecz baseballa. Na szczęście w tej grupie znajduje się wybitna jednosta, osoba o prostym kręgosłupie moralnym. Dzięki niej myśl o niewinności oskarżonego w ogóle się pojawia – gdyby nie ludzie wybitni chłopca nie uratowało by nic.

Ten film, tak to postrzegam, to w gruncie rzeczy moralitet: Amerykanów, z których każdy może być kiedyś ławnikiem, uczy jak ważna i odpowiedzialna to rola. Ma jednak i bardziej uniwersalne przesłanie: nie można dać zwieść się pozorom i sprawy traktować po wierzchu, należy żyć rzetelnie i zawsze przykładać się do swych działań. Nie wiadomo bowiem kto i kiedy nas z tych działań osądzi – miejmy nadzieję, że wśród ławników będzie wówczas niegniewny człowiek.

12 gniewnych ludzi – Obrady (wreszcie) trawają!

Kategorie: Do zobaczenia · Prawo
Otagowane: , , , , , ,

Nie taka ślepa Temida

luty 4, 2009 · 30 komentarzy

paragrafWyborne wieści prosto ze Szczecina. Tamtejszy Sąd Okręgowy uniewinnił wczoraj dwie kobiety, które w listopadzie zeszłego roku zostały skazane za opalanie się topless na Arkonce, jednym ze szczecińskich kąpielisk. Sprawa jest tylko pozornie błaha: wyrok oznacza bowiem szerszą sferę swobody i (potencjalnie) więcej radości na plażach całego kraju.

Sprawa zaczęła się w maju zeszłego roku. Wówczas to Pani Dorota Krzysztofek – szczupła blondynka, znana być może niektórym z CKMu – oraz Pani Ania, jej nieco mniej medialna koleżanka, opalały się bez staników na plaży w Szczecinie. Ich nagie piersi wzbudziły słuszne zainteresowania patrolu rowerowego: strażnik miejski i policjant wpierw dobrze obejrzeli oba biusty (zapewne celem sporządzenie rysopisu), następnie zaś nakazali kobietom założenie staników. Gdy te ponownie je zdjęły, moralni cykliści ukarali je mandatem w wysokości 150 zł. Jako że Panie odmówiły przyjęcia mandatu sprawa trafiła do Sądu Grodzkiego. Ten uznał je winnymi nieobyczajnego wybryku, skazał je na naganę i obłożył kosztami procesu. Panie się jednak odwołały i sprawa trafiła do okręgówki.

W obronie praw Pań do gołych piersi wypowiadał się nawet Rzecznik Praw Obywatelskich. Doktor Kochanowski, uprzednio zwolniwszy swojego rzecznika prasowego niechętnego był publicznym biustom, słusznie stwierdził, że dzisiejsze czasy dopuszczają już takie widoki. Nie żyjemy w epoce wiktoriańskiej – oznajmił Rzecznik – Gdyby ktoś przyszedł topless na Placu Konstytucji w Warszawie czy pod seminarium duchowne, to bez wątpienia siałoby to zgorszenie. Ale na plaży czy miejskim kąpielisku z całą pewnością nie! Doktor Kochanowski przyznał też, iż oglądał topless w Grecji i z rozbrajającą szczerością stwierdził, że mu się podobało.

Z prawnego punktu widzenia sprawa toczyła się wokół art. 51 Kodeksu Wykroczeń. Na mocy tego artykułu ukarać można każdego, kto krzykiem, hałasem, alarmem lub innym wybrykiem zakłóca spokój, porządek publiczny, spoczynek nocny albo wywołuje zgorszenie w miejscu publicznym. Pojawia się więc następujące pytanie: czy opalanie się topless można nazwać wybrykiem wywołującym zgorszenie. Sąd Grodzki argumentował, że Arkonka jest ulubionym miejsce rodzin z dziećmi; kobiety winny więc wystawiać swoje piersi w miejscach bardziej ustronnych. Sąd Okręgowy uznał jednak, że plaża jest miejscem dla nagich biustów przeznaczonym, rodzice winni mieć zaś świadomość, że idąc na nią mogą doznać widoków może przyjemnych, ale nadmiernie rozwijających swoje pociechy.

Powiedzmy sobie szczerze: mnie ten wyrok cieszy. Najmniej ze względów estetycznych: nie od dziś wiadomo, że im biust młodszy i ładniejszy, tym rzadziej można go zobaczyć nad morzem. Ważne jest jednak, że sąd zauważył wreszcie zmiany zachodzące w naszym społeczeństwie: że wreszcie okazało się, że coś robić wolno bez oglądania się na innych. Za dużo jest tych wszystkich zakazów i pieszczenia się z moralnością publiczną: mamy, koniec końców, dużo bardziej liberalne społeczeństwo niż prawo. Ten wyrok to krok drobny, ale w dobrą stronę: wolność przesunęła się o dwie piersi do przodu. Byli tacy, co nadgorliwie chcieli interweniować: na szczęście okazało się, że Temida nie taka ślepa i na biust popatrzeć lubi.

Kilka zdjęć okolicznościowych :) :

breasts011

Biust nieznany – Wikipedia.org

albrecht_durer_033

Biust znany – Albrecht Dürer, “Ewa”

michelangelo_caravaggio_029c

Biust znany – Caravaggio, “Siedem uczynków miłosierdzia”

Kategorie: Prawo
Otagowane: , , , , , ,

Sudoku paraliżuje proces

czerwiec 11, 2008 · 7 komentarzy

Skandal w sądzie okręgowym w Sydney. Trwający 66 dni proces dwóch mężczyzn oskarżonych o przestępstwa narkotykowe został przerwany, bo ława przysięgłych – miast robić notatki – grała w sudoku. Proces, który kosztował już australijskich podatników równowartość dwóch milionów złotych – będzie musiał rozpocząć się ponownie, tym razem przed innym jury. Oskarżonym grozi kara dożywotniego pozbawienia wolności.

Cała sprawa zapewne nie wyszła by na jaw, gdyby nie spostrzegawczość oskarżonych. Zastanowił ich fakt, że przysięgli częściej niż od lewej do prawej zapisywali swoje uwagi od góry ku dołowi. Wątpliwości zgłosili adwokatowi, adwokat zgłosił je sędziemu, domniemane notatki okazały się zaś być planszami z sudoku. Przewodnicząca ławy przysięgłych przyznała, że przynajmniej czterech członków jury zabierało łamigłówkę na salę sądową; tłumaczyła, że takie postępowanie pozwala im nie tracić zainteresowania długim procesem. Jako że taka ponadprogramowa aktywność przysięgłych stanowi naruszenie prawa do sprawiedliwego sądzenia, proces musi się odbyć jeszcze raz.

Sudoku nie po raz pierwszy wpycha swoje brudne cyfry tam gdzie nie trzeba. W 2005 roku British Airways zakazało swoim załogom rozwiązywania tej łamigłówki na pokładzie samolotu. Powodem był fakt, że część latającego personelu poświęcało się wypełnianiu diagramów także w czasie startu i lądowania – a więc dość ryzykownych procedur.

Już od czasu wasabi, tamtejszego chrzanu, wiadomo, że jak coś jest z Japonii – to z tym trzeba uważać.

Źródła: Gazeta.pl, News.com.au

Kategorie: Prawo · Proza i publicystyka
Otagowane: , , , ,

Obywatelstwo, czyli jak się wypisać

czerwiec 10, 2008 · 21 komentarzy

Ten wpis będzie miał dwóch wartych siebie bohaterów. Pierwszym jest były już na szczęście wiceminister edukacji, koryfeusz polskiego kreacjonizmu, obrońca uciśnionych redemptorystów i bajkopisarz w osobie jednej – czyli Mirosław Orzechowski. Mirosław Orzechowski, o czym głośno informują media, zaapelował do prezydenta Kaczyńskiego o odebranie Lukasowi Podolskiemu i Miroslavowi Klose obywatelstwa polskiego, głosząc wszem i wobec, że prawo polskie zakazuje posiadania dwóch obywatelstw. Drugim bohaterem jest zaś Wojciech Cejrowski, znany w całym kraju podróżnik, publicysta i bosy wojownik na froncie antyhomoseksualnych krucjat. Cejrowski z kolei, w wywiadzie dla Dziennika, zapowiedział zrzeczenie się polskiego obywatelstwa i przeprowadzkę do nieskażonego Unią Europejską Ekwadoru, gdzie (jak powiadają) trawy są zieleńsze, hacjendy obszerniejsze a pederaści bardziej zastraszeni.

Obie inicjatywy niosą w sobie oczywiście silny ładunek emocjonalny, my jednak przyjrzymy im się z prawnego punktu widzenia. Odpowiemy bowiem sobie na pytania: czy możliwe jest odebranie komukolwiek polskiego obywatelstwa (1), czy możliwe jest zrzeczenie się tegoż (2) i – jeśli takie możliwości istnieją – to jak wygląda procedura dokonania takiego wynarodowienia (3).

Zajmijmy się wpierw apelem Mirosława Orzechowskiego. Odezwa ta – prócz tego że dowodzi emocjonalnego popaprania działacza LPRu – jest także świadectwem zastraszającej jak na byłego ministra prawnej ignorancji. Jak bowiem czytamy w Konstytucji RP:

Art. 34. ust. 2. Obywatel polski nie może utracić obywatelstwa polskiego, chyba że sam się go zrzeknie.

Widzimy więc wyraźnie: Konstytucja zakazuje odbierania obywatelstwa komukolwiek i to w jakichkolwiek okolicznościach. Skąd więc u prawicowego radykała myśl, że prawo nie zezwala na posiadania podwójnego obywatelstwa? Zapewne z nadinterpretacji ustawy o obywatelstwie polskim. W ustawie tej czytamy bowiem:

Art. 2. Obywatel polski w myśl prawa polskiego nie może być równocześnie uznawany za obywatela innego państwa.

Czy przepis ten – sformułowany, przyznajmy, dość niefortunnie – oznacza zakaz posiadania podwójnego obywatelstwa? Oczywiście nie. W myśl takiej interpretacji obywatel Polski traciłby polski paszport w momencie uzyskania obywatelstwa innego kraju, a takie odczytanie tego przepisu byłoby oczywiście sprzeczne z cytowanym już artykułem Konstytucji. Przepis ten – jak wyjaśnił Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z 28 grudnia 1994 roku – “nie oznacza zakazu posiadania dwóch obywatelstw, lecz jedynie to, iż obywatel polski w myśl prawa polskiego nie może być równocześnie uznawany za obywatela innego państwa.” Przepis ten nie znaczy więc nic więcej ponad to, że ktoś, kto (tak jak Podolski czy Klose) posiada obywatelstwo polskie, będzie zawsze traktowany przez polskie prawo jak obywatel naszego kraju – nie będą się go więc tyczył na przykład ograniczenia w sprzedaży ziemi dotyczące obcokrajowców.

Inaczej rzecz się ma z dziennikarzem Cejrowskim. Cejrowski obywatelstwa chce się zrzec i ma do tego prawo: zapewnia mu je znów wspomniany artykuł Konstytucji. Dokładniejsze informacje co do dokonania narodowej apostazji znajdziemy w art. 13-17 ustawy o obywatelstwie polskim i rozporządzeniu Prezydenta RP dotyczącego tegoż tematu. Dziennikarz Cejrowski, by zrzec się polskiego obywatelstwa musi posiadać lub mieć przyobiecane obywatelstwo Ekwadoru; zaświadczenie o nim dołącza do wniosku składanego staroście lub (jeśli Cejrowski mieszka już w swej ekwadorskiej hacjendzie) konsulowi RP. Ograniczenie takie służy ochronie jednostki: wychodzi się bowiem ze słusznego założenia, że posiadanie jakiegokolwiek obywatelstwa lepsze jest od statusu bezpaństwowca. Przeciwko naszemu bosemu publicyście nie może się też toczyć postępowanie sądowe: gdy takie się toczy zrzeczenie się obywatelstwa nie jest możliwe – mógłby to bowiem być sposób na wymiganie się od kary. Wniosek o zrzeczenie się obywatelstwa wraz z potrzebnymi dokumentami starosta przekazuje wraz ze swoją opinią wojewodzie, ten zaś – za pośrednictwem ministra właściwego do spraw wewnętrznych – Prezydentowi. Na biurku Prezydenta ląduje też wniosek złożony konsulowi. To Prezydent podejmuje ostateczną decyzję: od jego decyzji nie ma odwołania, Wojciech Cejrowski winien więc uważać, by nie podpaść Pierwszemu. Odmowa wyrażenia zgody powinna być jednak spowodowana ważnymi przesłankami; wyrażenie zgody powoduje zaś automatycznie utratę obywatelstwa polskiego (ma więc, jak to się mówi mądrze, charakter konstytutywny). Jeśli do takiej sytuacji dojdzie, konsul lub starosta wręczający wnioskodawcy zgodę na zrzeczenie się zobowiązany jest zabrać mu dowód, paszport czy też inne polskie dowody tożsamości.

Widzimy więc: sprawa jest możliwa do przeprowadzenia, acz wymaga samozapracia. Tego jednak, jak sądzę, panu Cejrowskiemu nie brakuje – może też, wierzę szczerze, liczyć na wsparcie rodaków. Ja też od siebie dołożę cegiełkę: mogę dopomóc w wypełnieniu wniosków i ponieść walizkę. Jakby zabrał ministra Orzechowskiego – to nawet na bosaka.

Kategorie: Prawo
Otagowane: , , , , , , ,