If I was a flower growing wild and free All I’d want is you to be my sweet honey bee. And if I was a tree growing tall and greeen All I’d want is you to shade me and be my leaves If I was a flower growing wild and free All I’d want is you to be my sweet honey bee. And if I was a tree growing tall and greeen All I’d want is you to shade me and be my leaves All I want is you, will you be my bride Take me by the hand and stand by my side All I want is you, will you stay with me? Hold me in your arms and sway me like the sea. If you were a river in the mountains tall, The rumble of your water would be my call. If you were the winter, I know I’d be the snow Just as long as you were with me, when the cold winds blow. All I want is you, will you be my bride Take me by the hand and stand by my side All I want is you, will you stay with me? Hold me in your arms and sway me like the sea. If you were a wink, I’d be a nod If you were a seed, well I’d be a pod. If you were the floor, I’d wanna be the rug And if you were a kiss, I know I’d be a hug All I want is you, will you be my bride Take me by the hand and stand by my side All I want is you, will you stay with me? Hold me in your arms and sway me like the sea. If you were the wood, I’d be the fire. If you were the love, I’d be the desire. If you were a castle, I’d be your moat, And if you were an ocean, I’d learn to float. All I want is you, will you be my bride Take me by the hand and stand by my side All I want is you, will you stay with me? Hold me in your arms and sway me like the sea.
Rok 1986 – rok wybuchu elektrowni w Czernobylu i moich urodzin – niósł ze sobą jeszcze jedno ważkie wydarzenie. W Warszawie uformował się wówczas Post Regiment, który dla polskiej sceny punkowej początku lat dziewięćdziesiątych był tym, czym silnik diesla dla samochodów: nadał nowe tempo i przyśpieszył rozwój. Sama kapela zaczynała od muzyki dość melodyjnej i spokojnej; dopiero po przyjściu Niki – jednego z najlepszych żeńskich wokali rodzimego rocka – Post Regiment nabrał tego charakterystycznego, hardcorowego pazura. To właśnie z tego czasu pochodzi płyta “Post Regiment” i piosenka “Czarzły”; po niej zespół nagrał jeszcze dwie płyty, by w 2001 roku zawiesić zadziałność. Do dziś jednak załoga spotyka się od czasu do czasu na jam-session; nadal więc mam nadzieję na choć jeden energiczny koncert.
26 stycznia 2000 roku Rage Against The Machine zagrało powyższą piosenkę w dość niecodziennym miejscu: przed drzwiami Nowojorskiej Giełdy, w samym centrum Wall Street. Koncert był jednocześnie próbą nakręcenia teledysku – reżyserem zaś był Michael Moore, reżyser znany z “Zabaw z bronią” i “Fahrenheit 9/11″. Dyrekcja Wall Street, bojąc się że alterglobalistyczna grupa wtargnie do środka, zabarykadowała giełdę przed muzykami; oni sami zaś zostali prędko zatrzymani przez policję i ochronę budynku. Co pozostało to ten teledysk – przyjemny przykład dobrego starego buntu.
* * *
Oczywiście, zawsze jest jakieś ale i drugie dno: teledysk był przebojem w MTV, został nawet nominowany do MTV Video Music Awards, gdzie przegrał tylko z Limp Bizkit. Nie ostał się więc nam bunt w pełni czysty: jeśli jednak odrzucimy tą późniejszą otoczkę, to całe to zamieszanie jest ciągle przyjemnie punkowe:)
It’s nine o’clock on a Saturday The regular crowd shuffles in There’s an old man sitting next to me Making love to his tonic and gin He says, “Son can you play me a memory I’m not really sure how it goes But it’s sad and it’s sweet And I knew it complete When I wore a younger man’s clothes” Sing us a song you’re the piano man Sing us a song tonight Well we’re all in the mood for a melody And you’ve got us feeling alright Now John at the bar is a friend of mine He gets me my drinks for free And he’s quick with a joke or to light up your smoke But there’s someplace that he’d rather be He says, “Bill, I believe this is killing me” As a smile ran away from his face “Well, I’m sure that I could be a movie star If I could get out of this place” Now Paul is a real estate novelist Who never had time for a wife And he’s talking with Davy, who’s still in the Navy And probably will be for life And the waitress is practicing politics As the businessmen slowly get stoned Yes they’re sharing a drink they call loneliness But it’s better than drinking alone Sing us a song you’re the piano man Sing us a song tonight Well we’re all in the mood for a melody And you’ve got us feeling alright It’s a pretty good crowd for a Saturday And the manager gives me a smile ‘Cause he knows that it’s me they’ve been coming to see To forget about life for a while And the piano sounds like a carnival And the microphone smells like a beer And they sit at the bar and put bread in my jar And say “Man what are you doing here?” Sing us a song you’re the piano man Sing us a song tonight Well we’re all in the mood for a melody And you’ve got us feeling alright
Jak już wspominałem: mieszkam z Czechem. Adam – bo tak ma imię sympatyczny kolega z Brna – prócz przyjemnego obejścia, poczucia humoru i kilku innych sympatycznych przymiotów, ma też jeszcze jedną niezaprzeczalną zaletę. Na jego dysku znajduje się bowiem kompletny Jaromir Nohavica, cały w teledyskach i kopiach zapasowych. I ja właśnie w tej sprawie.
Nohavica od zawsze mieszka na Ostravie; Ostrava zaś to region czeski, ale o silnych polskich wpływach. Dlatego też poetanie tylko mówi po polsku, ale też z czasem po polsku śpiewa. Przykładem piosenka “Milionerzy”, przełożona genialnie przez Renatę Putzlacher. Piosenka mnie osobiści urzeka: raz że gdybym nie wiedział, że to Nohavica, to bym w życiu nie poznał obcokrajowca; dwa, że trudno jest doprawdy o bardziej genialny tekst.
Krótka informacja: byłem wczoraj we Wrocławiu na Manu Chao. Byłem – choć w sumie powinienem nie być, bo przecież, powiedzmy sobie szczerze: praktyki, prawo jazdy i skręcona kostka. Ale z drugiej strony: to był Manu Chao, najbardziej taneczny z rewolucjonistów i najbardziej skoczny z powstańców. To był Manu, na którego koncert obiecałem sobie jechac już dawno – odmówić, to byłaby zdrada.
Odnośnie konceru dwie refleksje. Pierwsza to ta, że Manu Chao musiał czuć się conajmniej dziwnie koncertując w kraju popierającym to, czemu przeciwstawiają się jego własne teksty. Dał zresztą temu wyraz: “Don’t sell your soul to Bush, Poland” – tak powiedział Manu, a cały koncert wiwatował. I myślę, że wtedy Manu poczuł, że trochę jest u siebie: w każdym kraju bowiem są ludzie, którzy myślą inaczej, niż by to sobie rządzący wymarzyli.
Druga refleksja jest już mniej poważna: Manu miał dobry kontakt z publiką, mówił do niej, ona zaś – a ja z nią – klaskała i odpowiadała. Kłopot w tym, że mało kto z nas wiedział co Manu do nas mówi i o czym do nas śpiewa: przy polskiej znajomości hiszpańskiego mógł nam wyśpiewać swój PIN do bankomatu – a my byśmy i tak nie zauważyli. Mógł podać nam przepis na szaszłyk, mógł śpiewać Biblię od tyłu albo skład proszku do prania – i było to nam wszystko jedno, bo ruch i muzyka robiły swoje.
Sam koncert zaś? Bardzo żywiołowy i latynoski, z dozą liryzmu. Mimo skręconej kostki zabrnąłem pod scenę – poskakałem, pokrzyczałem i wybawiłem się świetnie. Dziś zaś słucham już pół dnia Manu i mi się nudzi. Wam też więc radzę: poniżej filmiki ze wczoraj, które już ktoś dzielnie zamieścił na Tubie. Oglądajcie, póki ich nie skasują – Radio Bemba, Radio Bemba!
Byłbym zapomniał: mamy wakacje. To znaczy, mamy jak mamy; ja osobiście w lipcu mam praktyki, mój odpoczynek więc właściwie się kończy. Inni jednak wakacje mają – i definiują je rozmaicie. Zdaniem Komisarza Błyska wakacje to czas odpoczynku, słońca i zabawy; portal NaszeMiasto ostrzega jednak, że koniec szkoły to nie koniec problemów. W podobnym tonie wypowiada się CHIP: magazyn widzi w wakacjach czas idealny, ale dla cyberprzestępców. W tym towarzystwie uspokajająco brzmi głos Radia Maryja; wakacje – zdaniem polskojęzycznej rozgłośni – to pomysł Boga, a to rozsądna Istota.
W takim gąszczu definicji łatwo się zagubić; ode mnie więc piosenka, która przypomni o co biega :)
Zawartość niniejszej strony chroniona jest prawem autorskim. Wykorzystanie zamieszczonych tu materiałów możliwe jest tylko i wyłącznie za zgodą autora, którą to zgodę od autora uzyskać można względnie łatwo. Wystarczy poprosić :)