Michał Krotoszyński – strona autorska

Wejście skategoryzowane jako ‘Do przeczytania’

Tom Standage: “Historia świata w sześciu szklankach”

marzec 20, 2008 · 1 komentarz

HISTORIA ŚWIATA W SZEŚCIU SZKLANKACH (Tom Standage, 2005, tyt. oryg. A History of World in Six Glasses, tłum. Anna E. Eichler i Piotr J. Szwajcer)

Jeżeli spytacie mnie o najbardziej niezwykłą periodyzację dziejów – to bez cienia wątpliwości wskażę na tę zaproponowaną przez Toma Standage’a. Trzeba mieć tupet i poczucie humoru, by historię świata podzielić nie według bitew, władców czy dominującej ekonomii – a według tego, co człowiek ma w szklance. Tak jednak właśnie czyni ów Szalony Periodyzator, tnać nasze dzieje na – kolejno – erę piwa, wina, whisky i rumu, kawy, herbaty i coli. Opisując historię każdego z trunków, Standage znajduje czas na kilka zabawnych anegdot: dowiemy się więc, że colę sprzedawano pierwotnie w aptekach, kawie wytoczono w dziejach przynajmniej dwa procesy, a na jednej ze słynnych piramid widnieje starożytne graffiti głoszące, że byli tam “pijacy Menkaury”. I takie drobne ciekawostki, takie michałki, takie mało istotne, ale błyskotliwe przyjemnostki są największą zaletą tej książki. Może w niej razić upór i jednostronność z jakim autor stara się tłumczyć ważkie wydarzenia takim czy innym napojem; Polaków i Rosjan musi zaś boleć zupełny brak wódki. Ale robi błąd ten, kto tę książkę traktuje poważnie: to przecież tylko zbiór selektywnie dobranych i przedstawionych faktów, okraszonych smacznym humorem i lekkim w lekturze stylem. Po co więc ta książka? Chyba po to, by przy kieliszku móc zabłysnąć ciekawą anegdotą – jak pokazuje Standage tak także tworzy się historię ludzkości.

Kategorie: Do przeczytania
Otagowane: , , , , , , , , , , ,

Mirka Szychowiak “Dżudżudżudżu”

marzec 16, 2008 · 1 komentarz

Wiersz do przeczytania TUTAJ.

Mirka Szychowiak – która, czym zawsze się chwalę, publikowała kiedyś także w Periodyku – ma już na swoim koncie debiutancki tomik i licznych czytelników, zwłaszcza w internetowym kręgach. Wiersz “Dżudżudżudżu” (link powyżej) ulubiłem sobie szczególnie; co mnie tu zachwyca, to język i tempo przekazu. Wiersz nie jest może pośpieszny, ale czuć w nim ciągły ruch, zmiany tempa, wicie się i kotłowanie; słowa kręcą się po kartce jak stado ruszaków. Zachwyca mnie też język, pozbawiony wzniosłości, przyziemny i codzienny – ale nie zwyczajny. Dzięki niemu przekaz jest autentyczny, nie widać też – tak częstej u innych autorów – pracy nad estetyką wiersza; tu swoiste piękno powstaje mimochodem i jest odmiennego rodzaju. Tu, pomiędzy “Póki nie/ odkurwi się hotel nowy świat od strychu po piwnicę.” a “z uwagi na gwałt zbiorowy, w którym przypadła mi/ rola ofiary”, mamy jak na dłoni całe bogactwo słownictwa, całą rozmaitość językową, tak charakterystyczną dla autorki. Tak jak gleba jest pełna interesujących stworzeń, tak język Mirki Szychowiak bogaty jest w zdania ciekawe i cieszące oko.

Kategorie: Do przeczytania
Otagowane: , , , , , , , ,

Ryszard Kapuściński: “Heban”

styczeń 6, 2008 · 5 komentarzy

HEBAN (Ryszard Kapuściński, 1998)

“Ten kontynent jest za duży żeby go opisać. To istny ocean, osobna planeta, różnorodny, przebogaty kosmos. Tylko w wielkim uproszczeniu, dla wygody, mówimy – Afryka. W rzeczywistości, poza nazwą geograficzną, Afryka nie istnieje.” – tak Ryszard Kapuściński rozpoczyna “Heban”. “Heban”, czyli niezwykły kolaż afrykańskich krajobrazów, kultur, mitów i opowieści, zbiór punktów widzenia i pojedynczych obrazów. To książka złożona z drobnych anegdot i podstawowych uwag, pasujących jednak do tej przestrzeni, w której nie idee rewolucjonizują życie – tu zmienia się ono za pomocą czegoś tak banalnego jak plastikowy kanister. W Afryce bowiem rzeczy podstawowe – cień, woda, miska ryżu – decydują o życiu lub śmierci; to książka o tej niezwykłej biedzie, o wojnach toczonych o żywność i leki i o tym jak wiele ma Europa – i jak trudno jej się tym podzielić. Jednocześnie jednak – zdaje się mówić Kapuściński – krzywda, jaką biały człowiek wyrządził czarnej Afryce czyni go za ten kontynent odpowiedzialnym; tylko ktoś kto tej biedy nie widział, może o niej myśleć obojętnie. Tak trzeba patrzeć na “Heban”: to nie opowieść geopolityczna czy historyczna, a książka o nędzy drugiego człowieka. Trzeba ją więc czytać z wielką pokorą i świadomością własnego szczęścia; zrozumieć coś – to już jakiś początek.

Kategorie: Do przeczytania
Otagowane: , , , ,

Helen Langdon: “Caravaggio”

grudzień 29, 2007 · Dodaj komentarz

CARAVAGGIO (Helen Langdon, tyt. oryg. Caravaggio: A Life) 

Michelangelo Caravaggio był nie tylko wielkim i udanym malarzem; był także ciekawą postacią. W swoim krótkim życiu zdołał namalować kilka arcydzieł, zapoznać kilka prostytutek i umieścić kilka prostytutek na swych arcydziełach; jako zaś, że malował głównie przedstawienia religijne, to wywołał też parę skandali. Był natury porywczej i łatwo ulegał frustracji; u szczytu sławy zabił w kłótni człowieka i został za to obłożony przez papieża karą śmierci. Ścigany, uciekał i jego życie do końca wisiało na włosku. Z ludźmi takimi jak Caravaggio ciężko jest wytrzymać – przyjemnie jednak o nich czytać, bo ich życie to jeden wielki western, kryminał i opowieść zbójnicka. Tak właśnie czyta się biografię Helen Langdon, biografię wzbogaconą jednak o analizę obrazów włoskiego malarza. Langdon jest często niezwykle stanowcza w swych niepewnych sądach – trzeba więc jej interpretacje przyjmować z dystansem – nie można jednak odmówić jej pisarskiego talentu. Napisać ciekawie biografię ciekawego człowieka – to wcale nie tak łatwa sprawa.


Kategorie: Do przeczytania

Kinga i Chopin: “Prowadził nas los. Autostopem dookoła świata”

październik 28, 2007 · 1 komentarz

PROWADZIŁ NAS LOS. AUTOSTOPEM DOOKOŁA ŚWIATA (Kinga Choszcz i Radosław “Chopin” Siuda, 2004)

Świat jest wielki, przepastny i nieodkryty i zdaniem wielu to właśnie powód, aby go zobaczyć. Można opłacać się biurom podróży i przewodnikom; można jednak – tak jak Kinga i Chopin – zdać się na los i dać się porwać przygodzie. Para ta wyruszyła z domu z jednym celem: zwiedzić świat i uczynić to w najlepiej im znany, a więc i najpewniejszy sposób – autostopem. Gdy rozpoczynali wędrówkę mieli w kieszeniach niewiele więcej ponad sto dolarów; mieli jednak wiarę w to, że to nie pieniądze będą ich biletem. Ta wiara towarzyszyła im w samochodach, samolotach i na pokładach statków; z nią płynęli barkami i z nią jechali na rowerach. Tak zjeździli pięć z siedmiu kontynentów, widząc przy tym to wszystko, czego nie sposób zobaczyć z okna hotelu. Po drodze pisali dziennik, na bazie którego powstała ta książka; książka, nagrodzona w 2004 roku najważniejszą polską nagrodą przyrodniczą – Kolosem. Ta książka to jednak więcej niż przewodnik po świecie: to książka o tym, że świat, choć olbrzymi i nieznany, jest miejscem ciepłym i opiekuńczym – jeśli mu tylko zaufać. A jeśli zaufać ludziom i wierzyć w nich mimo, że czasem zawodzą, to okaże się, że człowiek to w rzeczywistości istota dobra. Że ludzie chętni są do pomocy i że często czynią to beznteresownie; a przede wszystkim, że najważniejszą z ludzkich cech jest zaufanie. Póki ufasz drodze, którą idziesz, – zdają się mówić Kinga i Chopin – ta zawsze cię dokądś zaprowadzi.


Kategorie: Do przeczytania

KaJeTan: “Za`Krzy?Wi*onE Zwie!rCI@dŁ.O”

październik 26, 2007 · Dodaj komentarz

Tekst do przeczytania TUTAJ

Drugi tekst autora w historii magazynu Action Mag i pierwszy, który zasługuje by go tu wyróżnić. Co się w nim naprawdę udało, a co jest rzadkością, to fakt, że autor bardzo umiejętnie buduje nastrój na przeleństwach. To niezwykłe, bo przekleństwa dość często potrafią dobrze zapowiadający się tekst zniszczyć – jak każdy środek stylistyczny, który jst źle użytu. Tu jednak wulgaryzmy nie są tanie – one bardzo umiejętnie oddają świat, w którym obraca się schizofrenik. Tak tworzy się straszny, wrogi klimat; coś jak u Dantego, tyle że naprawdę.


Kategorie: Do przeczytania

Julio Cortázar: “O symetrii międzyplanetarnej”

wrzesień 25, 2007 · 2 komentarzy

O SYMETRII MIĘDZYPLANETARNEJ (Julio Cortázar, 1943, tyt. oryg. Retorno de la noche, tłum. Marta Jordan)

Julio Cortázar znany jest przede wszystkim jako autor “Gry w klasy”, dzieła o nieszablonowej i wielopoziomowej budowie; argentyński pisarz zaczynał jednak od form krótkich – i te także są warte uwagi. Przykładem opowiadanie”O symetrii międzyplanetarnej”, otwierające zbiór “Prolegomena do astronomii”. Gościmy w nim na Faros, planecie zamieszkałej przez istoty podobne do pająków, lecz istoty gościnne i wykwintne w obyczajach. Naucza tam mistrz Illi i łatwo zauważyć, że podobny jest w swym nauczaniu do Jezusa Chrystusa; zakończenie pokaże, że i tu, daleko od Ziemi, najtrudniej być prorokiem we własnym kraju. Prawa wszechświata, zdaje się mówić Cortázar, są niezmienne: jednostki wybitne w starciu z tłumem są zawsze skazane na porażkę. Tłum bowiem nie potrafi zrozumieć tych, którzy wyprzedzają swoją epokę – a to, co niezromiałe, budzi strach i agresję. Nie jesteśmy więc gorsi od tych, którzy byli, którzy będą i którzy są obok; marne to jednak pocieszenie, bo to równość w małości.


Kategorie: Do przeczytania

Mró: “Wariatkowo”

wrzesień 24, 2007 · 1 komentarz

Tekst do przeczytania TUTAJ 

Nasycony tekstem poczułem się dopiero po jego drugim czytaniu. Dopiero wtedy trochę ochłonąłem, co nie oznacza, że mniej mi się podoba. To jest – albo jest niemal – taki przykład współczesnej literatury obozowej: jest człowiek zlagrowany, jest to opisywane przez Borowskiego zezwierzęcenie i jest język, język obozowy, to pójscie w baleron, to palulu, te wszystkie zwroty, które tak świetnie przekazują zamkniętość takich miejsc i takich społeczności. Dla mnie ten tekst, to jest – na mniejszą oczywiście skalę, z zachowaniem proporcji – takie współczesne świadectwo jakiejś niewyobrażalnej hekatomby i cierpienia, którego tylko wycinek autorka ten ukazuje – zupełnie jak w opowiadaniach Borowskiego. To opis czegoś, czym fascynacja wydaje mi się jakoś niezdrowa, ale co człowiek ma jednocześnie obowiązek poznać. I ma oczywiście rację autorka: świadomość, że inny los człowiekowi przypadł, powinna mu dać motywację do działania: bo skoro oszczędzono mu losu straconych (jak tej pani po pięćdziesiące, jak Parówy), to ma jakiś moralny obowiązek działania, jakiś dług do spłacenia wobec nich. To wszystko, sobie myślę, jest w tym tekście. Dla mnie to jest rzecz, którą Action Mag – mój macierzysty magazyn internetowy – ma prawo się chwalić; to jest właśnie to, co mamy w AM najlepsze.


Kategorie: Do przeczytania

Mario Vargas Llosa: “Kto zabił Palomina Molero?”

wrzesień 9, 2007 · 2 komentarzy

KTO ZABIŁ PALOMINA MOLERO? (Mario Vargas Llosa, 1986, tyt. oryg. Quién mató a Palomiro Molero?, tłum. Enrique Porcel Ortega)

Spektakularne morderstwo i niezbyt spektakularna lektura – tak w skrócie przedstawić można książkę Vargasa Llosy. Dwóch policjantów prowadzi śledztwo w sprawie morderstwa Palomina Molero, młodego żołnierza pracującego w pobliskiej bazie lotniczej. Nie jest to jednak zadanie łatwe: Silva i Lituma mają przeciw sobie aparat państwowy, zainteresowany jak najszybszym wyciszeniem sprawy. Namacalnie doświadczają tego, co społeczeństwo wie od dawna: władzy się nie ufa. Ten brak zaufania do elit jest prawdziwie polski i nasz; i u nas zakłamanie sięgnęło tak daleko, że – jak pisał Raczkowski – nawet “białe jest czarne od brudu”. Jest też w tej książce miłość: ta czysta, skłaniająca do poświęceń i ta brudna, pełna grzechu i zwierzęcego pożądania. Gdzieś w tle pojawia się problem rasizmu; żywa jest też refleksja, że samo ujawnienie prawdy nie jest równoznaczne z triumfem sprawiedliwości – także dlatego, że mało kto w tę prawdę wierzy. Nie można jednak zapominać, że tym, za co rozlicza autora czytelnik, jest w tym przypadku przede wszystkim warstwa kryminału. Ta nie prezentuje się dobrze, bo nazbyt łatwo i przewidywalnie zdążamy do rozwiązania – książka w swej zasadniczej sferze, w sferze historii, którą opowiada – rozczarowuje. Szkoda, że Vargas Llosa nie wybrał innej formy, by opowiedzieć o poruszanych problemach: zagadka, którą nam zadaje, jest zbyt mało tajemnicza, by naprawdę wciągnąć. Odbiorca raczej czyta o śledztwie niżby je miał prowadzić, a przecież kryminał – poza, nazwijmy to, walorami tła – to przede wszystkim prywatne śledztwo w ulubionym fotelu.

Kategorie: Do przeczytania

Mario Vargas Llosa: “Miasto i psy”

wrzesień 6, 2007 · Dodaj komentarz

MIASTO I PSY (Mario Vargas Llosa, 1962, tyt. oryg. La ciudad y los perros, tłum. Kazimierz Piekarec)

Książka o smutnym triumfie testosteronu. W szkole wojskowej imienia Leoncia Prado – najbardziej prestiżowej kuźni prawdziwych mężczyzn w Peru – tylko z pozoru panuje porządek i dyscyplina. Szkoła ta, to już nawet nie więzienie, choć wychowankom doskwiera brak swobody; to raczej pole wojny o przetrwanie, miejsce ewolucyjnego boju. Rzeczywistą regułą jest tu triumf silniejszego nad słabszym; w tym zunifikowanym świecie jedyny realny podział to podział na oprawców i ofiary. Świadectwem takich stosunków są cztery przeplatające się wzajemnie opowieści kadetów; trzy z nich (Poety, Boi i Jaguara) są w gruncie rzeczy podobne do siebie, czwarta jednak jest już znacząco odmienna. To – urwana nie bez przyczyny – historia Ricardo Arany, niedostosowanego nadwrażliwca, który jest popychadłem nie tylko tu, w Leoncia Prado, ale i wszędzie indziej. Linia podziału na poniżanych i poniżających biegnie bowiem nie tylko przez Szkołę Kadetów, ale i przez Peru, a może i przez całą Amerykę Łacińską. Po jednej stronie są ofiary: bezbronne zwierzęta, zdradzane i upokarzane kobiety, traktowane przedmiotowo dzieci i osoby słabe, takie jak Arana. Po drugiej stronie triumfuje zaś męska siła i witalność, która ma jednak i ciemną stronę: towarzyszy jej brutalność, bezwzględność i – podświadoma czasem – pogarda dla wszystkiego, co wątłe. Uwodzić, walczyć i zwyciężać: to przepustka do sukcesu, cel – a i nie do końca uświadomiony, bo i niemoralny ideał. Tacy bowiem, silni i bezwzględni, południowoamerykańscy machos, otaczani są kultem: jednocześnie jednak jest to cześć nieetyczna, bo oparta na zwierzęcych przesłankach. Ten kult – nęcący, bo pierwotny i bliski naszej naturze – należy jednak odrzucić. Człowieczeństwo zobowiązuje; jak pisał Josif Brodski: “Wśród wyznawców każdej wiary/ są mordercy i ofiary -/ twe milczenie wskaże teraz/ kogo wspierasz.”


Kategorie: Do przeczytania

Jorge Luis Borges: “Autobiografia”

sierpień 8, 2007 · Dodaj komentarz

AUTOBIOGRAFIA (Jorge Luis Borges, 1970, tyt. oryg. Autobiografía, tłum. Adam Elbanowski)

Krótkie streszczenie z życia, jakie niewidomy już wówczas Borges podyktował Thomasowi di Giovanni, swemu wieloletniemu tłumaczowi, to książka zwięzła i lakoniczna. Jest sprawą urzekającą, że autor – uważany przecież za jednego z najważniejszych argentyńskich pisarzy – nie znajduje w sobie dość buty, bo opowiadać szerzej. “Dobre pisarstwo”, przeczytamy, “wymaga skromności”; Borges z gracją przemilcza więc postacie, miejsca i zdarzenia. To godne podziwu wycofanie, nieufność wobec własnych przeżyć – trzeba było poświęcić wiele ważnych wrażeń, by mówić tak konkretnie. Osobiście jednak żałuję tej skrótowości, bo sfera przemilczeń jest za szeroka: przez nią książka staje się właściwie spisem literackich fascynacji, prób pisarskich i zajmowanych posad. Borges bardziej odnotowuje niż opowiada, pozwala sobie jedynie na kilka (zaznaczmy: ciekawych) dygresji. Mówiąc wiele o swych rodzicach, Borges przemilcza niemal zupełnie swą siostrę; tu i ówdzie wspomina o młodzieńczych, niespełnionych miłościach – o tym jednak, że ma żonę dowiadujemy się dopiero na stronie przedostatniej. To jedyne w tej książce słowa o kobietach, które się kocha, co może dziwić, bo o przyjaźni Argentyńczyk pisze wiele. Wolę myśleć, że Borges uznał to po prostu za sferę intymności, której nie należało naruszać; nadal jednak to jeden z tych przypadków, gdy brak czegoś jest bardziej widoczny, niż rzeczy obecność. Książka jest więc, w moim odczuciu, ofiarą zamierzenia autora: bo choć wierzę, że pisarz wiódł życie ciekawe, ono samo może się czasem wydać sumą przeczytanych lektur. A przecież sam Borges wiedział, że tak nie jest. Kiedyś, w czasie pobytu w Europie, spotkał hiszpańskiego księdza, który w życiu nie przeczytał żadnej powieści. Ten, zapytany dlaczego, odpowiadał: “Wszystko, co mi potrzebne, mam od przyrodzenia”.

Kategorie: Do przeczytania