Powiedzmy sobie szczerze: Bóg, wymyślając Budapeszt, miał naprawdę dobry dzień. Atrakcji, którymi obdarzył to miasto, starczyłoby pewnie jeszcze na dwie stolice i nie ma krztyny przesady w banalnym stwierdzeniu, że każdy znajdzie tu coś dla siebie. Muzycy i poeci mają tu swój Dunaj; trzeba być co prawda daltonistą, by twierdzić, że jest modry – ale i w zwyczajniejszych barwach wygląda przyjemnie. Na jego wschodnim brzegu ziemia jest płaska i urodzajna w puby; brzeg zachodni to zaś miejsce górzyste, dobre do pieszych wycieczek, zwiedzania jaskiń i robienia pikników. Są tu lasy i parki, wyspy i wzniesienia; tu i ówdzie wytryskają gorące źródła, które kiedyś dały temu miejscu rzymską nazwę Aquincium, dziś zaś obsadzone są łaźniami. Turystom zaś – bo jak tu nie być turystą w takim miejscu – dał dobry Bóg Górę Gellérta, która robi to, co przykazane jest każdej przyzwoitej górze – góruje nad miastem.
Kamienne schody naprzeciwko Mostu Wolności; tu można zacząć wspinaczkę.
Wzgórze – zwane dawnej Pesti-hegy, czyli Górą Krasową – nie miało do niedawna u Węgrów dobrej prasy. W czasie kontrreformacji uważano, że majestatyczne wzniesienie to miejsce nieczyste, pełne czarownic i ich nocnych spotkań. Dopiero w XIX wieku zaczęto uprawiać tu winorośl, którą na wino przerabiano na pobliskim Tabanie, dzielnicy urokliwej choć w owym czasie dość niebezpiecznej. Po upadku węgierskiego powstania w 1848 roku Austriacy zbudowali tu cytadelę, która miała im dać panowanie nad miastem. W 1945 roku cytadela po ciężkich walkach została zdobyta przez Armię Czerwoną; w 1956 roku, w czasie antykomunistycznej rewolucji, radzieckie czołgi ostrzeliwały stąd stolicę.
Można powiedzieć, że liczba nieszczęść, które dosięgły tę górę, odpowiada losom jej patrona. Gerard Sagredo, włoski biskup i misjonarz, przybył tu na początku XI wieku, by nawrócić Węgry. Nawracał je tak długo, aż go w końcu zabili. Jego morderstwo przypisuje się pogańskiemu wodzowi Vacie, który w 1046 zbuntował się przeciw królowi. Podanie głosi, że biednego biskupa zabrano na Pesti-hegy, wsadzono do nabitej gwoździami beczki i spuszczono z góry aż do Dunaju. W 1083 roku kanonizowano męczennika, a od XV wieku góra nosi jego imię. Dziś stoi na niej, widoczny świetnie z Mostu Elżbiety, pomnik świętego: przed majestatycznym biskupem klęczy, w pozie pełnej pobożności, węgierski Asterix.
Majestatyczne plecy biskupa Klęczący Węgier
To jednak nie pomnik świętego Gellérta przykuwa uwagę: tym, co naprawdę przyciąga wzrok jest stojący na samym szczycie Pomnik Wolności (Szabadság-szobor). Odlany z brązu, przedstawia kobietę trzymającą w rękach liść palmowy. Monument ustawiono na wzgórzu w 1947 roku; plany jego postawienia sięgały już jednak roku 1942. Wtedy to na froncie wschodnim zginął syn faszystowskiego dyktatora Węgier, Miklosa Horty’ego. Syn był pilotem, kobieta – jak głosi legenda – miała więc początkowo trzymać w rękach śmigło. Zwycięskie wojska radzieckie zmieniły rzecz jasna ten projekt: śmigło zastąpiono palmą, dodano czerwoną gwiazdę i rosyjskie napisy, i w ten sposób monument upamiętnił radzieckich żołnierzy. W 1989 roku usunięto komunistyczne symbole: dziś monument ma wspominać wszystkich tych, którzy przelali krew za Węgry.
Pomnik Wolności
U podnóża góry, tuż obok hotelu i łaźni Gellérta, znajduje się jeszcze jedno ciekawe miejsce: grota i znajdujący się dziś w niej kościół. W XIX wieku jaskinia była zamieszkiwana przez biedną węgierską rodzinę; sytuacja zmieniła się dopiero w 1920 roku, kiedy to grotę zajęli paulini, budując tam klasztor i kaplicę. Świątynia funkcjonowała do 1951; wówczas to komunistyczne władze zamurowały wejście do pieczary, przeora skazały na śmierć a pozostałych mnichów zamknęły w więzieniach. Dopiero w 1989 otwarto ponownie kościół, który dziś jest także popularną atrakcją turystyczną. W środku znaleźć można niewielki labirynt małych kapliczek, nastrój zaś robi się mistyczny i tajemniczy. Znajdziemy tam też polski ślad: kaplicę Matki Boskiej Częstochowskiej, z tablicą ku czci Polaków poległych na frontach Europy i orłem w koronie.
Wejście do Kościoła w Skale

Polska kaplica w Kościele w Skale
Nim jednak zejdziemy do tego kościoła, trzeba nam jeszcze zatrzymać się na szczycie. Widok jaki tam zobaczymy to nie jest żaden erzac ani byle co! Patrząc na północ dojrzymy Górę Zamkową, Most Łańcuchowy, Parlament i Wyspę św. Małgorzaty; na zachodzie widać Most Elżbiety i Katedrę św. Stefana, na południu zaś Most Wolności i Hotel Gellért. A między tym wszystkim, szeroko, spokojnie i niemodro, płynie sobie Dunaj – a gdzie nim możemy dopłynąć, to już inna historia.

Most Łańcuchowy, Parlament, Most i Wyspa św. Małgorzaty

Most Elżbiety nocą; ośietlony kościół koło lewego przęsła to Belvaros, najstarszy kościół w mieście.

Widok na Most Wolności i Most Petőfiego.





Pewnie, że wszystkiego starczyłoby na dwie stolice i na dwa miasta ;))
pozdrawiam!
W Budapeszcie rzeczywiście jest co zwiedzać. Trzeba się mocno nagimnastykować, chcąc poznawać stolicę Madziarów z ilustrowanym przewodnikiem. W każdym razie, na Górę Gellerta trzeba wejść koniecznie – widok na panoramę miasta, i to najlepszy z możliwych, gratis :)