Wielkieś mi uczyniła pustki w domu moim,
moja droga Urszulo, tym zniknieniem swoim!
Płótna, płowe arrasy, kandelabr, zastawa,
waza z trzeciej dynastii, papużka, agawa,
telewizor, samochód z dodatkami z chromu:
nie masz zabawki, nie masz rozśmiać się nikomu!
Wszystkoś, babo, zabrała: polisy i weksle,
biżuterię, klejnoty, podpis Heike Drechsler,
nawet kolekcję znaczków i dzieła Stendhala:
wszytkiś w domu kąciki pierwej pobiegała!
Nową wieżę mi wzięłaś i stos CD-romów;
teraz wszytko umilkło, szczere pustki w domu!
Nigdy więcej żeniaczki! To skandal, nie miłość!
Jednym małym rozwodem tak wiele ubyło!
Z Kochanowskiego
kwiecień 14, 2008 · 1 komentarz
Kategorie: Satyra
Otagowane: Kochanowski, miłość, poezja, rozwód, Satyra, Wiersze
1 odpowiedź jak dotąd ↓
Julia // maj 2, 2008 @ 7:47 pm
Hyh, najs.
Poza wizją ślubu z ojca z córką. ;)