Michał Krotoszyński – strona autorska

Wpisy od marzec 2008

Plemnik w okowach

marzec 21, 2008 · 8 komentarzy

Cokolwiek się za chwilę stanie, zaznaczam: nie jestem szowinistyczną świnią. Powiem więcej: to właśnie w kobietach gustuję, kobiet łaknę – bo jest to płeć piękna, inteligentna i fascynująca. Postulaty emancypacyjne są bliskie memu sercu jak koszula ciału; można rzec bez cienia przesady, że jestem feministą. Wojując myślą o równouprawnienie płci, zauważyłem jednak, że mówi się w tym kontekście niemal wyłącznie o dyskryminacji kobiet; to naturalne, bo na co dzień więcej jest jej przejawów. Okazuje się jednak, że nie tylko kobieta może paść ofiarą opartych o gamety prześladowań: i facet może być słabszą z płci. Mężczyzna również bywa czasem spętany przez prawo, język i obyczaje; spróbujemy dziś kilka z tych węzłów rozplątać.

Pierwszy z nich jest w militarne ciapki: to obowiązkowa jedynie dla panów służba wojskowa. Zwolennicy tej nierówności wskazują najczęściej na tradycyjny podział ról: mężczyzna jako istota waleczna i brutalna winien sposobić się do wojny, kobieta zaś będąc słabszą i delikatniejszą – do roli matki-Polki, karmicielki i piastunki dziecięcej. Argument to jednak przeciętny, bo bazujący na stereotypach krzywdzących dla obu płci. Płeć brzydka w tej wizji świata to nic innego jak mięso armatnie; płeć piękna zaś niewiele ponad służący do rodzenia dzieci inkubator. A przecież – powtarzam za ruchem feministycznym – wiele kobiet czuje powołanie nie do rodzicielstwa, a do służby w armii, tak jak i wielu mężczyzn nie nadaje się do pójścia w kamasze. Dlaczego więc tylko mężczyźni mają obowiązek nosić mundury? Czy nie byłoby sprawiedliwiej nałożyć ten obowiązek na obie płcie (tak jest na przykład w Izraelu), umożliwiając każdemu, kto chce zastępczą służbę wojskową? Pacyfiści, osoby delikatniejsze i słabsze mogłyby – bez względu na płeć – odbyć służbę w szpitalach; waleczniejsze jednostki mogłyby zaś do woli rozkręcać karabiny i rozrabiać w koszarach. To likwidowałoby ten krzywdzący podział, lecz dla mnie (z racji książeczki wojskowej) nie byłoby satysfakcjonujące. Lepiej wszak zwolnić obie płcie z poboru i pozostawić wojsko zawodowcom – nieważne jakie by produkowali gamety.

Wojsko to walka; i dom rodzinny może się niestety zmienić w pole bitwy. Jak wykazują statystyki przemocy domowej w Polsce, to kobiety są częściej bite i policzkowane; dla sprawców takich przestępstw nie może być usprawiedliwienia. Badania dowodzą jednak – co zaskakujące – że to mężczyźni częściej niż kobiety są ofiarami przemocy psychicznej: to panie częściej grożą i częściej stosują wyzwiska. Kobiety też rzadziej niż mężczyźni przyznają się do używania przemocy i są łagodniej oceniane: rzadziej skazuje się je na karę więzienia i częściej zawiesza się im wyroki. Społeczeństwo gotowe jest bowiem usprawiedliwiać agresję wobec panów, tłumacząc ją bezsilnością płci pięknej i przewagą fizyczną mężczyzn. Stereotyp silnego, twardego barbarzyńcy powoduje też, że mężczyźni zgłaszają przypadki przemocy tylko w ekstremalnych sytuacjach – obawiają się bowiem, że donoszenie o wszystkich jej przypadkach naraziłoby ich na śmieszność. Taka społeczna atmosfera potęguje bezprawność sprawczyń, a jednocześnie zaniża statystykę przemocy wobec panów: takie nastroje społeczne to także przykład dyskryminacji. Dopiero wówczas, gdy równie surowo karać będziemy oprawców w spodniach i spódnicach, a mężczyźni nie będą wstydzili mówić się o atakach na nich – uzyskamy równość płci.

W domu więc czasem facetom niedobrze: nie lepiej też z pracą! Prawdą jest, że mężczyźni zarabiają lepiej od kobiet, mimo iż panie są często lepiej przygotowane do zawodu – i to jest skandal, który w tym miejscu piętnujemy. Jednocześnie jednak istnieje pewna presja społeczna nakierowana na mężczyzn: facet – by wyartykułować to przekonanie – winien dobrze zarabiać i zajmować się czymś odpowiednim dla jego płci. Ten stereotyp sprawia, że mężczyźni mają utrudniony dostęp do zawodów takich jak wychowanie przedszkolne, praca w żłobku czy pielęgniarstwo. Oczywiście: nikt im nic wprost nie zabrania, ale narażają się oni na śmieszność, kwestionowanie ich męstwa, lekceważenie czy nawet podejrzenia o chorobliwe skłonności. Istnieje też presja, by płeć brzydka przy wyborze zawodu kierowała się raczej jego prestiżem i zarobkami pozwalającymi utrzymać rodzinę niż rzeczywistymi zainteresowaniami. System społeczny niejako nakierowuje więc mężczyzn na zawody zasadniczo mniej satysfakcjonujące, ale lepiej płatne. Widać to także w konstrukcji systemu emerytalnego: mężczyźni muszą pracować o pięć lat dłużej, za co otrzymują wyższe emerytury. Nie pozostawia im się tu wyboru – i dlatego to także jest dyskryminacja.

Hegel był chyba pierwszym filozofem, który operował pojęciem dominacji językowej. Seksizm językowy – polegający na tym, że pewne pojęcia kojarzą nam się z określoną płcią – dotyka, zaznaczmy to znów, w przeważającej mierze kobiet. Zauważmy: słowa takie jak “prezydent”, “minister”, “prezes”, “polityk”, kojarzące się z władzą, panowaniem i wysoką pozycją społeczną są w podstawowej formie rodzaju męskiego i nie mają jakiegoś naturalnego, żeńskiego odpowiednika – co najwyżej możemy mówić o “pani prezydent” czy “prezesce”. Z kolei zawody pełne podległości, służebności, zawody gorzej płatne i zapewniający niższy prestiż, kojarzą się zazwyczaj z kobietą; zawody te są w podstawowej formie określane wyrazami rodzaju żeńskiego i im z kolei brak naturalnego, męskiego odpowiednika. Wyrazy takie jak “sprzątaczka”, “praczka” czy “prostytutka” brzmią naturalnie; “sprzątacz” brzmi już jednak sztucznie, “pracz” to raczej szop niźli piorący mężczyzna, a słowo “prostytutka” w ogóle nie ma swego męskiego odpowiednika. Gdy więc myślimy o osobie wykonującej jakąś rolę społeczną, zawód lub funkcję, wówczas przyporządkowujemy jej płeć wedle naszych stereotypów i uprzedzeń; stereotypy te są w większości krzywdzące dla kobiet – język jest jednak czasem okrutny także dla mężczyzn. Facet zajmujący się dziećmi zawsze będzie w powszechnym rozumieniu “opiekunką” czy “przedszkolanką”; język nie wypracował męskich odpowiedników nazw tych zawodów, mężczyzna taki zawsze będzie więc narażony na śmieszność i językowe kwestionowanie przynależności do własnej płci. Co więcej, w powszechnym użyciu nie istnieje w ogóle pojęcie “praw mężczyzn” – mówi się zaś szeroko o “prawach kobiet”. A jak dochodzić skutecznie praw, dla których nawet nie skonstruowano osobnego pojęcia? Wszak żeby coś w świadomości społecznej istniało, trzeba to najpierw jakoś nazwać.

Spostrzegliście już pewnie, że póki co nie pojawiło się kolejne z ważkich pól narodowego kłócenia się: sprawa aborcji. Przerywanie ciąży to temat niezwykle kontrowersyjny, co do jednego jednak ustawodawstwo jest zgodne: decyzja w zakresie dopuszczalnej aborcji należy wyłącznie do kobiety. Takie rozwiązanie to oczywistość, gdy ciąża jest wynikiem gwałtu lub gdy zagraża zdrowiu lub życiu kobiety – nie należy wszak nagradzać gwałciciela prawami do dziecka, nikt też nie może żądać od kobiety ryzykowania własnym życiem. Sytuacja nie jest już jednak tak klarowna w przypadku spędzania uszkodzonego płodu, czy też (co zakazane w Polsce lecz dopuszczalne na Zachodzie) w przypadku aborcji dokonanej przez kobietę w trudnej sytuacji życiowej bądź też wykonanej po prostu na jej żądanie. Zauważmy: kobieta może przeprowadzić taki zabieg bez wiedzy i zgody mężczyzny; nie ma on żadnych praw do dziecka, mimo iż jest jego ojcem. Dlatego też często wymienia się prawo aborcyjne jako jaskrawy przykład dyskryminacji mężczyzn – lecz ja się z tym nie zgadzam. Owszem, prawo mężczyzny do dziecka jest tu podporządkowane prawu kobiety do wyboru – ale tak właśnie być powinno. W rzeczywistości bowiem ciąża zawsze stanowi potencjalne zagrożenie dla życia i zdrowia kobiety: czy to przez sam fakt porodu czy to przez przypadłości jej towarzyszące. Dlatego decyzja o usunięciu lub utrzymaniu ciąży powinna być podejmowana tylko przez kobietę, bo to wyłącznie ona może rozporządzać swoim zdrowiem. Mężczyzna ma jednak prawo do informacji o usunięciu ciąży, nawet jeśli kobieta nie życzy sobie ujawniać tego faktu – może on przecież nie akceptować takich metod i kobiet je stosujących. Prawo do informacji – to także jakieś prawo.

Z powyższego można by wysnuć wniosek, że próbuję tu dokonać jakiegoś przewartościowania, odwrócenia relacji między uciskającymi a uciskanymi, wyrównania rachunku krzywd. Tak nie jest. Cytując byłego premiera: jest oczywistą oczywistością, że to kobiety dyskryminowane są częściej. Ważne jednak, by pamiętać że i płeć brzydka bywa tą słabszą. To – paradoksalnie – ważne także dla kobiet: jeśli bowiem mężczyźni choć raz zrozumieją, że też mogą być uciskani, to może łatwiej będzie im się wczuć w rolę dyskryminowanej płci pięknej. Interesy pań i panów nie są więc przeciwstawne; siła leży w jedności, a walka o równouprawnienie to nie walka płci. To walka – zakończmy optymistycznie – między tymi, którzy już zdali sobie sprawę z nierówności, a tymi, którzy dopiero to zrobią.

Kategorie: Proza i publicystyka
Otagowane: , , , , ,

Tom Standage: “Historia świata w sześciu szklankach”

marzec 20, 2008 · 1 komentarz

HISTORIA ŚWIATA W SZEŚCIU SZKLANKACH (Tom Standage, 2005, tyt. oryg. A History of World in Six Glasses, tłum. Anna E. Eichler i Piotr J. Szwajcer)

Jeżeli spytacie mnie o najbardziej niezwykłą periodyzację dziejów – to bez cienia wątpliwości wskażę na tę zaproponowaną przez Toma Standage’a. Trzeba mieć tupet i poczucie humoru, by historię świata podzielić nie według bitew, władców czy dominującej ekonomii – a według tego, co człowiek ma w szklance. Tak jednak właśnie czyni ów Szalony Periodyzator, tnać nasze dzieje na – kolejno – erę piwa, wina, whisky i rumu, kawy, herbaty i coli. Opisując historię każdego z trunków, Standage znajduje czas na kilka zabawnych anegdot: dowiemy się więc, że colę sprzedawano pierwotnie w aptekach, kawie wytoczono w dziejach przynajmniej dwa procesy, a na jednej ze słynnych piramid widnieje starożytne graffiti głoszące, że byli tam “pijacy Menkaury”. I takie drobne ciekawostki, takie michałki, takie mało istotne, ale błyskotliwe przyjemnostki są największą zaletą tej książki. Może w niej razić upór i jednostronność z jakim autor stara się tłumczyć ważkie wydarzenia takim czy innym napojem; Polaków i Rosjan musi zaś boleć zupełny brak wódki. Ale robi błąd ten, kto tę książkę traktuje poważnie: to przecież tylko zbiór selektywnie dobranych i przedstawionych faktów, okraszonych smacznym humorem i lekkim w lekturze stylem. Po co więc ta książka? Chyba po to, by przy kieliszku móc zabłysnąć ciekawą anegdotą – jak pokazuje Standage tak także tworzy się historię ludzkości.

Kategorie: Do przeczytania
Otagowane: , , , , , , , , , , ,

Mirka Szychowiak “Dżudżudżudżu”

marzec 16, 2008 · 1 komentarz

Wiersz do przeczytania TUTAJ.

Mirka Szychowiak – która, czym zawsze się chwalę, publikowała kiedyś także w Periodyku – ma już na swoim koncie debiutancki tomik i licznych czytelników, zwłaszcza w internetowym kręgach. Wiersz “Dżudżudżudżu” (link powyżej) ulubiłem sobie szczególnie; co mnie tu zachwyca, to język i tempo przekazu. Wiersz nie jest może pośpieszny, ale czuć w nim ciągły ruch, zmiany tempa, wicie się i kotłowanie; słowa kręcą się po kartce jak stado ruszaków. Zachwyca mnie też język, pozbawiony wzniosłości, przyziemny i codzienny – ale nie zwyczajny. Dzięki niemu przekaz jest autentyczny, nie widać też – tak częstej u innych autorów – pracy nad estetyką wiersza; tu swoiste piękno powstaje mimochodem i jest odmiennego rodzaju. Tu, pomiędzy “Póki nie/ odkurwi się hotel nowy świat od strychu po piwnicę.” a “z uwagi na gwałt zbiorowy, w którym przypadła mi/ rola ofiary”, mamy jak na dłoni całe bogactwo słownictwa, całą rozmaitość językową, tak charakterystyczną dla autorki. Tak jak gleba jest pełna interesujących stworzeń, tak język Mirki Szychowiak bogaty jest w zdania ciekawe i cieszące oko.

Kategorie: Do przeczytania
Otagowane: , , , , , , , ,

Trzecia garść statystyk

marzec 16, 2008 · 4 komentarzy

Doprawdy, niewiele rzeczy daje na WordPressie taką radość jak statystyki odwiedzin. Jedną z nich jest świadomość tego, jak niezwykłych rzeczy ludzie szukają na naszych stronach, jak nieprawdopodobne rzeczy wpisują w wyszukiwarkę – i po jakich to rzeczach pojawiamy im się w Google. Co się tyczy tej strony to – według statystyk – możecie znaleźć tu nie tylko “rozprawkę na temat koty mają przewagę”, ale i “wiersze urodzinowe o marihuanie”. Jest kilka zapytań zoologicznych, w tym “koczkodan w rui”, “fenomenalne bobry”, “rój żyraf” i – nieznana mi niestety – “komedia spałam z psem”. Nie ma co prawda ani słowa o “stopach gimnazjalistek” – to raz za razem pojawia się w statystykach mojej dobrej znajomej – tym niemniej znajdziecie u mnie “typy zboczeń” i “laski z krotoszyna”. Wyświetlam się po zapytaniach dość pojemnych takich jak “jak wygląda tama jojo”, “enrique przypadek prostytutka ksiazka” czy “pokojówka spadek hotel film erotyczny”. To, że wyskakuję po tak niecnej kombinacji mogłoby mnie martwić i nawet “ekstrawertyzm w zawodzie prawnika” byłby mi marnym pocieszeniem. Na szczęście pojawiam się też po “wieszcz narodowy definicja” – i właśnie to, że Google definiuje przeze mnie wieszcza, jest dla mnie najlepszą nagrodą :)

Wpisujcie więc dziwne rzeczy w Google – nigdy nie wiadomo komu i jaką tym sprawicie radość :)

Kategorie: Ogłoszenia bardzo drobne

Konkurs logiczny (rozwiązanie)

marzec 15, 2008 · Dodaj komentarz

Pora rozwiązać konkurs logiczny – konkurs, niestety, bez zwycięzców. Czy się nie udało, czy nie było motywacji – w każdym razie poprawna odpowiedź się nie pojawiła. Pozostaje mi tylko wkleić właściwą kombinację i stwierdzić, że liczne nagrody przechodzą w ręce organizatora. Do wygrania były: samochód osobowy, laptop, wieża hi-fi, telewizor plazmowy, zestaw kosmetyków, nieruchomość w Warszawia, lodówka, pralka i ręka królewny. Niniejsze nagrody organizator zachowuje dla siebie z wyjątkiem rzeczonej ręki, którą przekazuje prosektorium Akademii Medycznej w Poznaniu.

Kategorie: Konkursy
Otagowane: , , , , ,