Michał Krotoszyński - strona autorska

Efekt motyla

luty 18, 2008 · Liczba komentarzy: 10

Jak każdy względnie uczciwy człowiek gotowy jestem przyznać, że większość naprawdę ważnych rzeczy zdarzyła mi się w życiu przypadkiem. To ponoć cecha wszystkich udanych rewolucji: nie są planowane, po prostu ziarno trafia na podatny grunt. Myślę, że kilka lat temu, w okolicach roku 2001, byłem podatny jak nigdy: leżąc w kąpieli czekałem, aż jakiś sufler mi powie “Eureka”. Takim suflerem był Adam (Phnom Penh), który w pierwszym mailu, jaki otrzymałem od AM napisał, że tekst jest “dość fajny” i że “pisz dalej”. Napisał zresztą dużo więcej i dużo krytyczniej; ale tak po prawdziwie, to tylko na powyższe zwróciłem uwagę.

Początek był niepozorny: ot, płyta w napędzie i przycisk “Rozpakuj”. To jednak, powiadam, typowe dla wszystkich początków i dlatego właśnie tylko najmądrzejsi są w stanie poznać rzeczy istotne i trwałe. Ja taki mądry nie byłem: trzeba było roku lub dwóch bym naprawdę zrozumiał, że Action Mag to nie jest jakiś epizod czy kontynuacja. To nie odskocznia ani przerywnik: tu naprawdę coś się zaczęło.

Na starcie wyglądało to trochę jak program SETI: niby coś się nadawało, niby coś się odbierało, ale ciężko było uwierzyć, że ktoś jest po drugiej stronie. To była rzeczywistość binarna, w której nie do końca chyba umiałem widzieć ludzi. Dopiero zloty pokazały mi osoby z krwi i kości, ludzi, którym nie tylko chce się pisać - ale i robić rzeczy młodzieńcze. Mimo spotkań, wciąż jednak była to tylko jedna z szufladek, “życie dwa”, które nie mieszało się z codziennością. Życia te miały się jednak w przyszłości wymieszać niechybnie; dziś lubię sobie wyobrażać jak łączą się ich splątki. Wreszcie (i to był moment przełomowy) Grzesiek zszedł się z Kasią; urodził im się Marcel, zostałem jego chrzestnym - a przez nich pojawiła się Laura. To w tym punkcie stało się jasne, że te dwie ścieżki się zbiegły i że AM - a raczej to wszystko, co z nim związane - trzeba uznać za rzecz stałą. I nawet gdy już nie będzie samego magazynu (a taki moment kiedyś musi nadejść), to - patrząc na to, co z niego przetrwa - pamiętać będę o jednym: AM dał nam wszystkim rzeczy tak nienamacalne jak przyjaźń i ludzi tak namacalnych jak Marcel :)

A wszystko to przecież wcale się stać nie musiało; mogliśmy wszyscy przejść obok. Skoro jednak tu jesteśmy, to dbajmy o ten nasz magazyn, o tego naszego małego łącznika. Nigdy przecież nie wiadomo jaką siłę rażenia będzie miał następny nasz tekst; nawet ruch skrzydeł motyla może ponoć spowodować tsunami. Na setne urodziny AMu życzę magazynowi (i piszącym do niego) takich właśnie efektów: niech on kończy wojny, chroni ozon i ratuje zagrożone gatunki. A jeśli to troszkę za wiele, to niech przynajmniej zmienia ludziom życie. Z moim mu się udało.


Kategorie: Proza i publicystyka

10 odpowiedzi so far ↓

  • wydrylowanyhazardius // luty 18, 2008 @ 6:41 pm

    :) Fajny wpis. Wreszcie jakiś, jaki mogę skomentować! xD
    No, ale fakt faktem - w AM(choć ja raczej na fAM siedzę od wieków xD) poznaje się wielu ciekawych i interesujących ludzi. Ludzi, z którymi można porozmawiać, pośmiać się, a nawet popłakać. No i może coś więcej. ;)
    Wszystkiego najlepszego AM(100)! :D

    PS. Jednak nie napisałem nic. x/

  • Mag // luty 18, 2008 @ 8:21 pm

    Gdyby nie ten motyl, nie mieszkalibyśmy teraz w jednym mieszkaniu, nie miałabym najlepszej przyjaciółki na świecie, nie wstąpiłabym do harcerstwa i nie zjeździła pół Polski na stopa.

    Nie ma przypadków. ;)

  • wydrylowanyhazardius // luty 18, 2008 @ 8:27 pm

    Morał - kochajmy motyle. Tak szybko rozwijają skrzydła i unoszą nas w niebiosa. ;)

  • Daniel // luty 19, 2008 @ 10:41 przed południem

    Smaczny tekst. Wracasz stylem do korzeni. Może trochę to dojrzalsze, ale wreszcie coś, co pzypomina choćby pewną dziewczynkę z jednym chromosomem za dużo… Jak ona miała, Zuzia?:)

    Chyba każdy miał swojego suflera. Moja suflerka też w tym numerze zaistniała - i to jest dla mnie najwieksza nagroda. To i wspomnienia. Ech, rocznice… :)

  • Julia // luty 19, 2008 @ 1:25 pm

    Nie ma przypadków, popieram. :) To my kierujemy życiem i to jacy jesteśmy i jakich dokonaliśmy wyborów sprawiło, że się znamy. Że ja, tak jak Magda, mam najlepszą przyjaciółkę na świecie. Że jest Marcel. Że tyle ważnych rzeczy się wydarzyło. W tym tkwi magia, którą umieliśmy czasem naprawdę dobrze wykorzystać. :)

  • Michał Krotoszyński // luty 19, 2008 @ 4:34 pm

    Jeżeli nie ma przypadków, to - patrząc na to jak trafiłe do AM i jak poznałem Laurę - los, Bóg czy natura musi mieć niesamowite poczucie humoru:) W każdym razie: czy to przypadek, czy to nie przypadek - życie zmieniło mi się dzięki pomysłowi Maćka całkowicie:)

    Daniel: wolałbym nie wracać do korzeni, ale tu - z powodu takiej szczególnej okazji - pozwoliłem sobie na pewną nostalgię, sentymentalność i czułostkowość. Tak mają do siebie mowy okolicznościowe - ja też sobie na to pozwoliłem :)

    Dziewczyna nazywała się Zuzia, ale nie wskrzeszajmy upiorów :) Jak ktoś chce to (splagiatowane) znajdzie w internecie :)

    A kim jest Twoja suflerka? :)

  • Daniel // luty 19, 2008 @ 7:24 pm

    Karolina, Mavra. Możecie jej wysyłać podziękowania, jeśli ktoś miał choć trochę radości z mojej w AM obecności (rym!). :)

    Pozwalaj sobie częściej.

  • Michał Krotoszyński // luty 19, 2008 @ 9:42 pm

    Kurczę, zupełnie szczerze to nie pamiętam żadnego jej artykułu :) Ale jeśli Cię nakłoniła do pisania do magazynu - to dobrze i ze wszech miar chwalebnie :)

  • Daniel // luty 19, 2008 @ 10:10 pm

    Pamiętnik - cz. 1. W 4x numerze. Jedyny tekst, jaki sobie wydrukowałem. Jeden z pierwszych, które czytałem. I jednoczesnie ten, który sprawił, że nie rzuciłem tego w cholerę:)

    Mavra miała nawet okładkę kiedyś, taka okładka że zwierzaczkami… (Tekst chyba też o zwierzaczkach:)) Po 50. już nie pisała (bo moje dopiski do jej tekstów z bloga trudno liczyć;p) W moim “Setnym” tekście też o niej troszkę napisałem, nie będę się powtarzał;)

  • Madonna-Matka // luty 24, 2008 @ 8:52 pm

    Tekst nasycony uczuciami. To lubię :). Marcelek zaś pokazuje w książeczce bardzo namacalnie gdzie jest kaczka a gdzie słoń :))).

Zostaw komentarz