Michał Krotoszyński - strona autorska

Entries from luty 2008

Siedem cudów farby

luty 19, 2008 · Liczba komentarzy: 8

Kiedy stoję przed obrazem - a ostatnimi czasy zdarza mi się to częściej niż kiedyś - to niemal zawsze patrzę na dzieło jakby było skończone i to skończone od zawsze. Jest dla mnie czymś, jak to się mówi mądrze, zastanym; czymś co już było przedtem, ale ja to dopiero spotkałem. Patrzę więc na te wszystkie przedwieczne kropki i linie, na te prastare bohomazy i pradawne abstrakcje i widzę w tym - błędnie rzecz jasna - graficzne objawienie, rodzaj malarskiego zwiastowania. A przecież obraz to wynik długiej ewolucji, setek zmian i poprawek; obraz też się rodzi i dorasta na płótnie.

Obserwowanie tego dorastania może być interesujące; poświęcono mu wiele programów popularnonaukowych. Współczesna technika daje nam bowiem nowe możliwości i dzięki niej możemy dowiedzieć się jakich zmian dokonywał artysta; możemy - zauważmy metaforycznie - wejrzeć pod wierzchnie warstwy farby, zajrzeć obrazom pod spódniczki. Mamy możliwość dowiedzieć się jak zmieniała się malarska wizja; gdy mamy dość sprzętu i cierpliwości, to jesteśmy wstanie prześledzić te przemiany kropka po kropce i impast po impaście.

A że sprzęt jest coraz lepszy, to i coraz starsze warstwy możemy odkrywać. Niedawne badania - w których, jest mi to miło oznajmić, miałem przyjemność uczestniczyć - dały zaskakujące rezultaty: okazuje się, że największe arcydzieła naszej kultury były w swej pierwotnej wersji inne niż myśleliśmy do tej pory. Inne to jednak niewłaściwe słowo: pierwotne wersje były po prostu lepsze. Dlatego też - z okazji setnego numeru Action Maga - postanowiłem siedem z nich zaprezentować; niech świat zobaczy, co mu zamalowano!

.
* * *

.

Leonardo da Vinci - Mona Lisa
Gdy przyjrzymy się pierwowzorowi Giacondy, słynnego obrazu Leonarda da Vinci, widzimy jak mylne były nasze dotychczasowe domysły dotyczące tego arcydzieła. Wbrew temu co pisało się w różnych pseudopublikacjach, Giaconda nigdy nie miała brody, ani też problemów ze zgryzem: jej pierwowzór miał za to uśmiech figlarny i wzrok skierowany ku górze. Gdy postawić obraz na ziemi, a samemu wleźć na szafę - Giaconda wodzi za ludźmi oczami.

.
* * *

.
 
Witruwiusz - Homo sphericus

Czymże byłby renesans bez Witruwiusza i jego człowieka! Czymże był człowiek witruwiański bez kwadratu, bez koła i bez - okularów?! Otóż tak, okularów. Okazuje się, że człowiek wiruwiański w wersji pierwotnej, najwcześniejszej, miał okulary, które silnie podkreślały sferyczność całej kompozycji. Sferyczność podkreślona była także fryzurą postaci i ułożeniem jej ust: okazuje się więc, że niewłaściwą nazwą była popularny niegdyś Homo quadratus - winniśmy go zwać raczej Homo sphericus.

* * *

 

Sandro Boticelli - Narodziny Wenus
Słynne dzieło Boticelliego także kiedyś wyglądało inaczej: ot, było inne na twarzy. Reszta - w całej swej okazałości - była niezmienna; mimo licznych zmian krajobrazu ciało kobiece nie poruszyło się ani o centymetr. To sprawia, iż dwa wnioski są uprawnione. Po pierwsze, głowa Wenus, którą znaliśmy do tej pory, nie należy do przedstawionego na obrazie ciała. Po drugie, ważniejsze, ciało przedstawione na obrazie należy do właścicielki głowy przedstawionej wyżej. Czyli: do kogokolwiek by nie nalezała powyższa twarz - już wiemy, jak wygląda pod prysznicem :)

.
* * *

.
 

Leonardo da Vinci - Dama (?) z gronostajem (?)
.
A to dopiero szok! Dama z łasiczką - zwana też niekiedy Damą z gronostajem - to wcale nie Dama i wcale nie ma łasiczki na rękach! Portret, w swym pierwowzorze, przedstawiał młodego, brodatego mężczyznę; acz mężczyznę o wyraźnie żeńskich już kształtach i przyodzianego w damskie ciuszki. Na rękach trzyma zaś buldoka, znaną w renesansie alegorię brzydoty. Buldok ten - jakże kochany, ale i jakże przede wszystkim brzydki - karze nam spojrzeć inaczej na dzieło Leonarda: nie wszystko, co na pierwszy rzut oka wydaje się pięknym (Dama z łasiczką), pięknym jest w istocie (Facet z buldokiem).

.
* * *

.

Michelangelo Buonarroti - Stworzenie Adama w Kaplicy Sykstyńskiej

Kolejna niespodzianka: Bóg według Michała Anioła to nie brodaty starzec, do jakiego tak łatwo przywykliśmy. Michał Anioł jest bardziej wymagający, bardziej ambitny, żąda od nas więcej - przedstawia Boga jako krótko ostrzyżonego, młodego mężczyznę. Bóg uśmiecha się - można powiedzieć, że stworzenie człowieka to dla niego żart i figiel. Niewiele zmienia się w postaci Adama - ta postać nadal jest zborna, muskularne ciało wydaje się naturalnie, harmonijnie dostosowane do przedstawionej tu twarzy. Całość stworzenia nabiera tu charakteru zabawy - Bóg jest tu jeszcze bliżej człowieka.
.

* * *
.

Jan Vermeer - Dziewczyna z perłą
.
Arcydzieło Jana Vermeera było kiedyś jeszcze piękniejsze. Nadal zachowana jest tu delikatna gra trzech barw: czerwonej, żółtej i niebieskiej. Twarz kobiety jest jednak subtelniejsza i poważniejsza; postać traci tani erotyzm, zyskuje za to szlachetność i powagę. Doprawdy, trudno jest zrozumieć dlaczego Vermeer zdecydował się przemalować ten obraz - i najlepszym jednak zdarzają się katastrofalne w skutkach pomyłki.
.
* * *
.
Hans Holbein - Ambasadorowie
Arcydzieło Hansa Holbeina, Ambasadorowi, było kiedyś równie dostojne - lecz nieco bardziej orientalne. Ekscentryczne fryzury przedstawionych postaci wskazują, iż mamy tu do czynienia z dyplomatami z Lewantu, którzy to dyplomaci przyjęli europejską kulturę, tradycję, stroje i zwyczaje. Spytajmy jednak siebie: czy stosownie wyglądają w tych strojach? Co tu nie pasuje: czy dziwne fryzury, czy dziwne dla dyplomatów stroje? Tak oto arcydzieło Holbeina staje się czymś więcej niż tylko portretem: to pierwszy bodaj w dziejach malarstwa obraz antyglobalistyczny.


.

Kategorie: Proza i publicystyka
Tagged: , , , , , , , , ,

Efekt motyla

luty 18, 2008 · Liczba komentarzy: 10

Jak każdy względnie uczciwy człowiek gotowy jestem przyznać, że większość naprawdę ważnych rzeczy zdarzyła mi się w życiu przypadkiem. To ponoć cecha wszystkich udanych rewolucji: nie są planowane, po prostu ziarno trafia na podatny grunt. Myślę, że kilka lat temu, w okolicach roku 2001, byłem podatny jak nigdy: leżąc w kąpieli czekałem, aż jakiś sufler mi powie “Eureka”. Takim suflerem był Adam (Phnom Penh), który w pierwszym mailu, jaki otrzymałem od AM napisał, że tekst jest “dość fajny” i że “pisz dalej”. Napisał zresztą dużo więcej i dużo krytyczniej; ale tak po prawdziwie, to tylko na powyższe zwróciłem uwagę.

Początek był niepozorny: ot, płyta w napędzie i przycisk “Rozpakuj”. To jednak, powiadam, typowe dla wszystkich początków i dlatego właśnie tylko najmądrzejsi są w stanie poznać rzeczy istotne i trwałe. Ja taki mądry nie byłem: trzeba było roku lub dwóch bym naprawdę zrozumiał, że Action Mag to nie jest jakiś epizod czy kontynuacja. To nie odskocznia ani przerywnik: tu naprawdę coś się zaczęło.

Na starcie wyglądało to trochę jak program SETI: niby coś się nadawało, niby coś się odbierało, ale ciężko było uwierzyć, że ktoś jest po drugiej stronie. To była rzeczywistość binarna, w której nie do końca chyba umiałem widzieć ludzi. Dopiero zloty pokazały mi osoby z krwi i kości, ludzi, którym nie tylko chce się pisać - ale i robić rzeczy młodzieńcze. Mimo spotkań, wciąż jednak była to tylko jedna z szufladek, “życie dwa”, które nie mieszało się z codziennością. Życia te miały się jednak w przyszłości wymieszać niechybnie; dziś lubię sobie wyobrażać jak łączą się ich splątki. Wreszcie (i to był moment przełomowy) Grzesiek zszedł się z Kasią; urodził im się Marcel, zostałem jego chrzestnym - a przez nich pojawiła się Laura. To w tym punkcie stało się jasne, że te dwie ścieżki się zbiegły i że AM - a raczej to wszystko, co z nim związane - trzeba uznać za rzecz stałą. I nawet gdy już nie będzie samego magazynu (a taki moment kiedyś musi nadejść), to - patrząc na to, co z niego przetrwa - pamiętać będę o jednym: AM dał nam wszystkim rzeczy tak nienamacalne jak przyjaźń i ludzi tak namacalnych jak Marcel :)

A wszystko to przecież wcale się stać nie musiało; mogliśmy wszyscy przejść obok. Skoro jednak tu jesteśmy, to dbajmy o ten nasz magazyn, o tego naszego małego łącznika. Nigdy przecież nie wiadomo jaką siłę rażenia będzie miał następny nasz tekst; nawet ruch skrzydeł motyla może ponoć spowodować tsunami. Na setne urodziny AMu życzę magazynowi (i piszącym do niego) takich właśnie efektów: niech on kończy wojny, chroni ozon i ratuje zagrożone gatunki. A jeśli to troszkę za wiele, to niech przynajmniej zmienia ludziom życie. Z moim mu się udało.


Kategorie: Proza i publicystyka

Konkurs logiczny

luty 17, 2008 · 1 komentarz

Na podstawie “Logiki praktycznej” Zygmunta Ziembińskiego.

Zagadka ode mnie, zagada logiczna. Dostaliśmy ją na trzecich czy czwartych zajęciach z prawoznawstwa - ogólnie jak na wtedy to to był straszny łamaniec głowy. Powinna się więc Wam spodobać : ) Najpierw jednak musimy sobie wprowadzić dwie rzeczy: pewne cechy jakie mają ludzkie czyny ze względu na prawo i pewne relacje, które te cechy mogą łączyć.

Czyny ludzkie - ze względu na prawo - mogą mieć sześć cech:

1) mogą być nakazane (N), gdy prawo mówi, iż jakiś podmiot musi zrealizować określony czyn lub stan rzeczy; np. przedsiębiorcy nakazane jest zerejestrować swoją działalność gospodarczą, posiadaczowi telewizora nakazane jest zapłacić abonament, podatnikowi płacić podatki itd.

2) mogą być zakazane (Z), gdy prawo mówi, iż podmiot nie może zrealizować jakiegoś stanu rzeczy lub czynu; np. każdemu zakazane jest zabijać, każdemu zakazane jest niszczyć cudzą rzecz, żołnierzowi zakazane jest samowolnie opuszczać jednostkę wojskową itd.

3) mogą być przedmiotem obowiązku (O), gdy są nakazane albo gdy są zakazane; czyli przedmiotem obowiązku jest zarówno czyn nakazany (zapłata podatków) jak i zakazany (zakaz zabijania).

4) mogą być dozwolone (D), gdy nie są zakazane. Na przykład: nie ma zakazu sprzedaży alkoholu osobom dorosłym - sprzedaż im tego alkoholu jest więc dozwolona, nie ma zakazu gry na gitarze - gra na gitarze jest więc dozwolona. Czyn dozwolony może być też jednak nakazany: płacanie podatków nie tylko nie jest zakazane, a więc nie tylko jest dozwolone - ale i nakazane.

5) mogą być fakultatywne (F), gdy nie są nakazane. Na przykład: nie ma nakazu kochania małżonka - kochanie małżonka jest więc fakultatywne, nie ma nakazu pisania do Action Maga, pisanie doń jest więc fakultatywne. Czyny fakultatywne mogą być też zakazane: zabijanie nie jest nakazane, jest fakultatywne - ale i jednocześnie zakazane.

6) mogą być indyferentne (I), gdy nie są ani nakazane, ani zakazane, są więc zarazem fakultatywne i dozwolone. Gra na gitarze, pisanie do AM, chodzenie na spacery - to czynności fakultatywne i dozwolone, a więc i indyferentne.

Z kolei między tymi cechami czynów czy osób mogą zachodzić cztery rodzaje relacji:

I. relacja wynikania jednej cechy z drugiej. Na przykład z cechy bycia kobietą wynika także cecha bycia człowiekiem, ale z cechy bycia człowiekiem nie wynika cecha bycia kobietą (człowiek może być też mężczyzną). Z cechy bycia obywatelem Polski wynika cecha bycia obywatelem Unii Europejskiej, ale z cechy bycia obywatelem Unii Europejskiej nie wynika cecha bycia obywatelem Polski (bo obywatel UE może być też Niemcem, Grekiem, Słoweńcem, etc.). Oznaczmy ją strzałką: B wynika z A, czyli A—>B.

II. relacja sprzeczności jednej cechy z drugą. Sprzeczość dwóch cech polega na tym, że przedmiot czy osoba musi mieć albo jedną cechę albo drugą. Nie może mieć dwóch cech na raz i nie może nie mieć żadnej z tych cech: zawsze ma więc jedną z nich. Człowiek może mieć więc albo cechę bycia kobietą albo mężczyzną: jakąś płeć mieć musi, nie może być na raz kobietą i mężczyzną. Cecha bycia kobietą stoi więc w sprzeczności z cechą bycia męzczyzną, co oznaczymy linią pojedynczą. A jest sprzeczne z B, czyli A-B.

III. relacja przeciwieństwa jednej cechy z drugą cechą. Przeciwieństwo mamy wtedy, gdy przedmiot czy osoba nie mogą mieć na raz obu cech - mogą mieć maksymalnie jedną z nich, ale mogą też nie mieć żadnej z nich. Cecha bycia brunetem jest w relacji przeciwieństwa do cechy bycia blondynem: człowiek może być brunetem albo blondynem - ale może też nie być ani brunetem ani blondynem, bo może być na przykład łysy lub rudy. Oznaczmy tą relację linią podwójną. A jest przeciwne z B, czyli A=B.

IV. relacja polegająca na tym, że przedmiot lub osoba może mieć na raz obie te cechy, natomiast nie może nie mieć żadnej z nich, czyli zawsze musi mieć przynajmniej jedną z tych cech. Przykładem jest relacja między cechą posiadania więcej niż 1.50 m wzrostu i cechą posiadania mniej niż 1.70 m wzrostu. Człowiek może mieć bowiem na raz więcej niż 1.50 m wzrostu i mniej niż 1.70 m (np. gdy ma 1.63 wzrostu), może mieć tylko jedną z tych cech (mieć. 1.43 albo 1.90), natomiast niemożliwa jest sytuacja, gdy człowiek nie ma żadnej z tych cech (nie może mieć na raz więcej niż 1.70 i mniej niż 1.50 wzrostu). Taką relację oznaczymy linią przerywaną: A - - - B.

No i teraz pytanie: jakie relacje (I-IV) łączą cechy czynów wymienione w punktach od 1 do 6? Czy czyn dozwolony i zakazany są w relacji wynikania (a jeśli tak, to co wynika z czego?), sprzeczności, przeciwieństwa czy w tej czwartej relacji? Tą odpowiedź najlepiej udzielić za pomocą wykresu, najlepiej połaczyć symbole tych cechy tymi wszystkimi liniami.

Na przykład: w jakiej relacji ze sobą jest cecha czynu polegająca na byciu przedmiotem obowiązku i cecha polegająca na byciu nakazanym? Czy bycie nakazanym wynika z bycia przedmiotem obowiązku? Nie, bo przedmiotem obowiązku są też czyny zakazane. Czy czyn nakazany musi być przedmiotem obowiązku? Wydaje się, że tak, tak wynika z definicji czyny będącego przedmiotem obowiązku - ale sprawdźmy resztę. Czy te cechy są sprzeczne lub przeciwstawne? Nie, bo czyn może być naraz przedmiotem obowiązku i być nakazanym. Czwarta cecha też nie wchodzi w grę: czyn bowiem może ani nie być nakazany, ani nie być przedmiotem obowiązku: takim czynem jest czyn indyferentny. Znamy więc pierwszą relację: z cechy bycia nakazanym wynika cecha bycia przedmiotem obowiązku, czyli N—>O.

W konkursie rzecz jasna przewidziana jest nagroda dla pierwszej osoby, która dobrze rzecz rozwiąże - konkurs toczy się też na forum Action Maga. Odpowiedzi możecie zamieszczać tam (link na dole strony), wysyłać mi na maila lub zamieszczać w komentarzu, jako link do pliku. Gdyby się nie udało - to sam potem wrzucę rozwiązanie konkursu :) Pierwszą relację macie zaznaczoną - powodzenia z następnymi! :)))


Kategorie: Konkursy
Tagged: , , , , , ,

Z rejestru strasznych słów

luty 7, 2008 · Liczba komentarzy: 3

Poznawać nowe słowa, rozumieć ich treść znaczy tyle, co odkrywać świat i jakoś go ogarniać. Być takim Podróżnikiem - myślę sobie wertując słownik - to znaczy wgryzać się w strukturę świata, myszkować po jego zakamarkach, oglądać pod lupą jego tkanki, jego serce, wątrobę i jelita. To sprawa intymna, a rzeczy intymne wypada robić nieśpiesznie. Poznawanie słów jest jednak intymnością dużo bardziej mozolną; nic dziwnego więc, że męczy bardziej i bardziej domaga się wypoczynku. Cały dzień odkrywania słów nuży w końcu i mnie; i ja więc - zmęczony taką sesją - pędzę do łóżka, idę w pościel, ruszam w pierzynę. Tu można uciec od terroru sylab i represji głosek; tu rzeczywistość (myślę sobie) to nieco mniej straszna trwoga.

Leżę więc w tym łóżku, kleją mi się oczy - ale spać mi jednak dość nieśpiesznie. Strach bowiem się we mnie rodzi i złowrogie pytanie: gdzie ja, na ciesielkę świętego Józefa, właściwie jestem? Jestem ja li tylko w łożu - czy też już w alkowie? A jeśli już w łożu - to na czymja leżę? Czy tapczan to czy sofa, szezlong czy wersalka? Rzucił mnie niedobry los na pryczę, czy luksusu zażywam, leżąc na otomanie? A zważywszy, że twardo mi w pupę - jest li to zabytkowe cassone, bankietka - czy też ordynarna ława? I cóż, chroń mnie święty od słowników, stoi koło mej maty: rejzbret czy serwantka, pulpit czy klękosiad, gerydon czy etażerka?

Goni mnie nawał pytań. Ja jestem, przyznaję, odważny - ale w rozsądnych granicach; uciekam więc i w popłochu zakładam ubranie. A popłoch ten wciąż rośnie - bo cóż ja zakładam? Toga to czy chiton, kontusz czy sukmana? Czymże jestem podszyty: aksamit to, adamaszek, brokat - czy też zwykły tchórz? A jeśli podszyty, to czy haftem jedynie, czy i cną mereżką? A może inaczej rzecz ma się, i miast świeckich strojów, noszę już rokietę, mucet, albę i pektorał? Może już księdzem się stałem i - uchowaj Boże! - nosić będę musiał cingulum, biały pas czystości?

Ta myśl, to już przyczynek do paniki: myślę więc, gdzie uciekać i pod jakim dachem szukać schronienia. Czy dach to mansardowy czy też z naczółkiem; z żelbetu - czy też drewniany? A jeśli drewniany, to jaką ma mieć więźbę i czy będą storczyki, mieczyki, stolce i więzary? I - rzecz to podstawowa - czy dach ma mieć pazdur, czy zwieńczą go śparogi; godzi się go kłaść strzechą, czy też jedynie gontem? I czy będą w nim facjatki, czy będą lukarnie, czy będa mury ogniowe, okapy i kosze? No i wreszcie - pytali już o to Rzymianie - jak długa ma być kalenica i zali ją przeszyć kominem?

Tak mnie otoczyły te słowa, obległy mnie te nazwy. Myślę więc: “Okopię się i najazd ten wytrzymam!”. Ale jak wytrzymać, kiedy nie wiadomo: czy stawiać zamek czy bastion, blokhauz czy kaponierę? I czy mają być baszty, czy donżon, czy barbakan, czy zrobić hurdycję czy machikuł, siać gęsto blanki - czy też robić dansker? Nie sposób powiedzieć; byłem więc bezbronny i w zdań potrzasku. Z lewej kasztel, z prawej portyk, tu wiruje loggia, tam straszy wirydarz. Tu dumb-waiter, tam murłata, a z nikąd ratunku i z nikąd pomocy; wszędzie dźwięki i słowa, ja zaś - sam i bezbronny. I pewnym już było, że los mój przesądzony, a dni policzone; pozostało mi więc zrobić rzecz męską i dumną. Tak też uczyniłem: otoczony przez nazwy, z honorem i wdziękiem zemdlałem.

Obudziłem się o dziwo we własnym łóżku i o własnej piżamie. Strach zniknął niepostrzenie; nigdzie też strojów dziwnych, ani dziwnych budowli. Jasnym się stało: sen to tylko, sen głupi! “Sen mara, dzień wiara” - pomyślałem - “trzeba strach ten nocny zrzucić z siebie, zmyć i zczesać, pozbyć się go, nastawić się w nowe tryby!” Idę więc do łazienki, idę dziarsko, przed lustrem staję i śmieję się do siebie, że tak się omamić dałem. A tchórz w lustrze patrzy na mnie i też się do mnie szczerzy - ale tak inaczej. I wtedy pojmuję, że ustami rusza, i rozumiem już, co chce mi powiedzieć: “Lustro to tylko” - pyta - “czy też aż reflektor? Obok zaś lewaterz - czy tylko dresuar?”


Dedykuję “Słownikowi terminologicznemu sztuk pięknych” Stefana Kozakiewicza.

Kategorie: Proza i publicystyka · Satyra
Tagged: , , , , , , , , , ,

Bernini, czyli ulotne metamorfozy

luty 7, 2008 · Liczba komentarzy: 5


Bernini, “Apollo i Dafne”. Rzeźba ta, rzecz jasna, to przedstawienie mityczne i żeby wiedzieć, o co w niej chodzi musimy się z tym mitem zaznajomić. Apollo, bóg piękna, poezji, muzyki, obraził Erosa, który to Eros za karę poraził go złotą strzałą miłości - i tak Apollo zakochał się w Dafne, córce Peneusa, boga rzecznego. Eros jednak, by ukarać Apolla, trafił i Dafne, lecz strzałą z ołowiu, zabijającą miłość; siła działania strzały była zresztą tak wielka, że Dafne niezdolna była pokochać jakiegokolwiek mężczyznę (stąd psycholodzy gotowi są czasem mówić o “kompleksie Dafne”). Apollo jednak chciał posiąść nimfę - ta zaś długo uciekała przed nim. W końcu jednak bliski był swojego celu: patrząc na rzeźbę widzimy, że lewa dłoń boga oplata już korpus dziewczyny. Wówczas Dafne wezwała Peneusa na pomoc; ten zaś, chroniąc ją, zamienił ją w drzewo laurowe. I tu właśnie mamy moment tej przemiany: włosy Dafne stają się liśćmi, ręce gałęziami, tułów obrasta korą, stopy zmieniają się w korzenie. Na twarzy Dafne widać przerażenie - twarz łapiącego ją Apolla jest zaś dziwnie spokojna. Dlaczego? Bo od strony skupionego na pogoni boga nie widać jeszcze tej całej przemiany, patrząc z miejsca Apolla, wchodząc w jego skórę widzimy tylko uciekającą nimfę - dopiero gdybyśmy podnieśli wzrok lub go opuścili, bylibyśmy w stanie zauważyć początki jej metamorfozy. Apollo jest więc niejako “tuż przed”, a Dafne zupełnie “w trakcie”. Za chwilę nie będzie już Dafne, a Apollo zerwie gałązkę z drzewa laurowego, zrobi z niej wieniec i ogłosi laur świętym drzewem. Sama rzeźba zaś urzekać będzie zawsze: klasycznym pięknem Apolla i dramaturgią postaci nimfy; a także wspaniałym uchwyceniem tej mitycznej metamorfozy. Dbałość o detal (stopy i włosy Dafne, trzewiki Apolla), szlachetny materiał rzeźby i ta narracja w niej ukryta - to mnie właśnie w tym dziele Berniniego niezwykle, niezwykle zachwyca.


Kategorie: Sztuka
Tagged: , , , , , , , , , ,

Obrażki 18

luty 7, 2008 · 1 komentarz

Jak wszyscy widzimy, nakręca się spiala żądań:


Kategorie: Obrażki
Tagged: , , , ,

[Limeryk] Znad Odry murgrabia niedobry

luty 7, 2008 · 1 komentarz

Z nad Odry niedobry murgrabia
na Ody panieństwo nastawał.
Oda myśli, że nierząd
formą pracy z młodzieżą…
W szkole tego się dziś nie omawia.

Kategorie: Satyra
Tagged: , , , , , ,

Brancusi, czyli geometria uczucia

luty 7, 2008 · Brak komentarzy



Rzeźba pocztówkowa i słynna: “Pocałunek” Constantin Brancusiego z roku 1908. Rumuński rzeźbiarz bardzo lubił geometrię i przedstawienia swoich rzeźb sprowadzał często do prostych figut, takich jak kula czy sześcian. Tu mamy widok od frontu na rzeźbę: ma ten widok kształt kwadratu. Z początku przedstawienie może nam się wydać nieco komiczne - ale gdy się dłużej przyjrzeć, to takie predstawienie ma sens. Kwadrat to kształt pierwotny i łatwiej jest widzieć rzeźbę jako masywny sześcian niż dwa przyległe postopadłościany, łatwiej jest widzieć postacie razem niż oddzielnie. Mimo więc, że wyraźna jest rysa dzieląca obie postacie, to one łatwo stapiają się w jedną figurę - i przy odrobinie wysiłku można widzieć kochanków jako połówki twarzy jednej postaci. I chyba o to chodziło rzeźbiarzowi: przez pocałunek kochająca się para stapia się w jedno ciało i jedną istotę.

Kategorie: Sztuka
Tagged: , , , , ,

Dzienniczek

luty 2, 2008 · 1 komentarz

Człowiek to zwierze stadne i rozrywkowe. Gdzieś głęboko w naszych genach leży silna, pierwotna potrzeba wychylenia kielicha; chęć, by choć raz na jakiś czas poszaleć w kolektywie. Ta przewaga dialogu nad monologiem jest zresztą poniekąd przedwieczna: już nasi najstarsi przodkowie gromadnie obżerali mamuta. Kultura jednak - shame on it - przyniosła nam w darze jakieś dziwne wyrzuty sumienia i konieczność okazji. Miast spontanicznych popijaw zaczęliśmy fundować więc sobie święta, rocznice i akademie ku czci. I temu właśnie służyć ma ten swoisty indeks dni, okresów i chwil uroczystych; oby już nigdy nie brakło nam potrzebnych pretekstów! :)

Oczywistym jest, iż, jak to się popularnie mówi, rodzina to jest siła! Stąd też familianci rozsiani są po całym niemal kalendarzu. Wszyscy - bądź niemal wszyscy - wiemy, że 21 stycznia święto mają babcie, a dzień później - dziadkowie; nie każdy z nas jednak celebruje 5 marca Dzień Teściowej (i to zapewne z różnych powodów). Dzień Dziecka i Dzień Matki obchodzone są rozmaicie w różnych krajach: ten pierwszy jest w Japonii podzielony zresztą na dwa święta (dziewczynek - 3 marca i chłopców - 5 maja). Zdawać by się mogło, że to kobiety (8 marca) mają więcej okazji do przyjmowania prezentów; tymczasem płeć brzydka zdołała wprowadzić do kalendarza Dzień Mężczyzn (10 marca), Dzień Chłopaka (30 września), Dzień Ojca (23 czerwca), a nawet Dzień Ojczyma (9 stycznia). Ciocie i wujkowie mają swoje święto 26 lipca, acz tylko w USA, co - zechciejmy zauważyć - jest kolejnym wielkim wkładem w amerykańską kulturę.

Zabawić się można i za Matkę Ziemię: ma swoje święto 22 kwietnia. Wodę, pod egidą ONZ, czcimy 22 marca; w tym samym miesiącu święto ma także morze (17 marca) i nasz zimny Bałtyk (marzec, również 22). Pradawny kult Słońca kontynuujemy 18 marca; czcić można też, jeśli ktoś lubi, mokradła (2 luty) i warstwę ozonową (16 września). Drzewa obchodzą swoje święto kilkukrotnie - w Polsce 10 października. Kalendarz upstrzony jest uroczystościami ku czci ptaków: kultywujemy je międzynarodowo (1 kwietnia) i na skalę europejską (2 października), celebrujemy też ptaki wędrowne (12 maja) i - 31 maja w Polsce - bociana białego. Odwieczny spór “psy czy koty” pozostaje nierozstrzygnięty: kociaki obchodzą swoje święto 17 lutego, 25 października zaś psy - ale te nierasowe. Żółw ma imieniny 23 maja, niedźwiedź polarny 27 lutego, a świstak - drugiego tego miesiąca. Z tym ostatnim związany jest też znany amerykański mit: ponoć jeśli futrzak zobaczy swój cień, to czeka nas jeszcze 6 tygodni zimy. Badania dowodzą jednak, że trafność przepowiedni tej puchatej Pytii wynosi około pięćdziesięciu procent - równie dobrze można więc zaufać rzutowi monetą. Od niedawna, 20 grudnia każdego roku, obchodzimy w Polsce Dzień Ryby; by zwrócić uwagę na hekatombę karpi w miastach całego kraju organizowane są marsze milczenia, a kupione karpie wypuszczane są przez aktywistów do polskich rzek. Te i tak, zdaniem ekologów, giną, bo nie są nauczone zdobywania pokarmu - ale, zdaniem karpi, lepiej umierać na wolności niźli zdychać w wannie.

Tak jak ruch wyzwolenia karpi jest, siłą rzeczy, zakorzeniony jedynie w polskiej kulturze, tak i niektóre święta obchodzone są tylko przez określone społeczności. Przykładem ruch rastafari: pół religia, pół prąd filozoficzny, który za mesjasza uznaje byłego władcę Etiopii Hajle Selasje I (zastraszający obraz jego rządów przedstawił Ryszard Kapuściński w swym słynnym “Cesarzu”), ze świętą roślinę - marihuanę, religijną fryzurę - dready, a swoistego apostoła - Boba Marleya. Rastafarianie obchodzą więc urodziny Hajle Selasje, jego koronację i wizytę na Jamajce; pomniejszymi świętami są urodziny (uważanego za proroka) jamajskiego bohatera narodowego Marcusa Graveya oraz (uważanego za dobrego muzyka) Boba Marleya (6 lutego). Ten ostatni zresztą czczony jest - choć już bez religijnych konotacji - także przez wielbicieli nasiąkniętego ruchem rastafari reggae, przeżywającej eksplozję popularności raggi i fanów podobnie pozytywnych gatunków.

Mówiąc o pozytywach: w Polsce pijemy zawodowo! Dzień Leśnika obchodzimy 5 maja, dobę wcześniej zaś mamy święto Trzech Króli: Hutnika, Strażaka i Kominiarza. Na swój własny dzień zasłużyła sobie za to służba więzienna - osadzeni powinni wręczać laurki 25 kwietnia. Dzień później radują się drogowcy i transportowcy, acz szybko, bo już 16 maja mamy święto straży granicznej, 14 sierpnia energetyków, a 9 października pocztowców. Swoje święta mają też wykształciuchy: 14 października kwiaty daje się nauczycielom, ale warto zachować kalafiora (też kwiat) i dla bibliotekarek (24 października, Międzynarodowe Święto Bibliotek Szkolnych). Położne mają swój dzień 5 maja, pielęgniarki tydzień później, lekarze 2 października, a farmaceuci - 14 maja. 8 października obchodzimy zaś Dzień Sympatycznego Prawnika - w polskim internecie brak jest informacji o Dniu Prawnika Niesympatycznego, z czego prosty wniosek, że takowych się nie spotyka. Jedyne, co zastrasza, to dystans jaki dzieli szefów (święto 16 października) od sekretarek i asystentek (25 stycznia) - choć pewnie, w świetle nie tak dawnych wydarzeń w polskiej polityce, jest to jakaś forma samoobrony.

Kalendarz brzemienny jest też w święta ścisłowców, informatyków i internautów. Już w Nowy Rok obchodzimy Public Domain Day, tego dnia gasną bowiem w wielu krajach prawa autorskie (ale nie w Polsce). 15 stycznia świętujemy, w rocznicę jej założenia, Dzień Wikipedii, 28 lipca celebrowany jest zaś (choć niezbyt gremialnie) Dzień Docenienia Administratora. 4 grudnia mamy Dzień Mejla; ruchomym świętem jest za to Dzień Programisty, który - dla uczczenia bajtu bitowego - obchodzony jest w 256 dniu roku (lata przestępne: 12 września, w pozostałe dzień później). Podobnie sprytnie umiejscowione są w kalendarzu nieformalne święta matematyków: Dzień Liczby Pi (14 marca, od 03-14, amerykańskiego formatu tej daty) i Dzień Przybliżenia Liczby Pi - ten obchodzony jest najczęściej 22 lipca, bo ułamek 22/7 jest dość wierną formą jej zapisu. W dni te organizowane są sympozja matematyczne, zaś fani liczby Pi, jak podaje angielska Wikipedia, jedzą pizzę i piją piña Colada. Chemia popularyzowana jest z kolei w Dniu Mola: ten obchodzony jest w USA 10 października od 6:02 rano do 6:02 po południu, co w amerykańskim formacie dat przybiera formę 6:02 10/23, będącą odpowiednikiem liczby 6,02×1023, czyli liczby atomów w molu. Najbardziej ruchomym z wszystkich ścisłych świąt jest jednak Dzień Ułamka Kwadratowego, który przypada tylko wówczas, kiedy cyfry oznaczające dzień i miesiąc to ułamki kwadratowe ostatnich dwóch cyfr roku. Ostatnim takim dniem był więc 2 luty 2004 roku (02. 02. 2004), następnym będzie zaś 3 marca roku 2009 (03. 03. 2009). I doprawdy: należy rzecz świętować hucznie, bo kolejna taka okazja nadarzy się dopiero w roku 2016.

Są w kalendarzu rzecz jasna poważne święta, takie jak Dzień Wegetarianizmu (1 października), Dzień Wegan (1 listopada) czy Dzień Bez Mięsa (20 marca) - ileż jednak więcej frajdy ze Światowego Dnia Potraw Pikantnych (21 stycznia) czy Dnia Czekolady (17 maja)! W Peru, dla uczczenia narodowego surowca, odbywa się 30 maja Dzień Ziemniaka; z tego samego powodu Duńczycy świętują 3 czerwca Dzień Węgorza, a Japończycy, dobę później, Dzień Boga Ryżu. 3 sierpnia czci się w stanie Kentucky arbuza; 1 marca to na Islandii Dzień Piwa, który upamiętnia zniesienie nań prohibicji, co odbyło się w roku… 1989. Swoje dni ma więc spora część żywności i napojów; jeśli jednak macie już chęć iść po nie do sklepu, sprawdźcie wpierw, czy nie ma dziś 29 października - to Światowy Dzień Bez Zakupów.

Nas jednak, tu w Action Magu, najbardziej obchodzić winny święta ludzi pióra! Już 3 marca obchodzimy Międzynarodowy Dzień Pisarzy; 21 marca radują się pod egidą UNESCO poeci, a 27 marca - ludzie związani z teatrem. Dzień po Dniu Dziecka przypada Dzień Książki Dla Dzieci; pozostałe książki, wraz z prawami autorskimi, celebruje się 23 kwietnia. 3 maja, prócz pamięci o polskiej konstytucji, powinniśmy też pamiętać o wolnej prasie - 14 czerwca obchodzony jest z kolei Dzień Blogowicza. Kącik Sportowy ma prawo świętować 2 lipca (Światowy Dzień Dziennikarza Sportowego), a wszyscy piszący do AM, bez względu na treści i jakość artykułów, mają do tego prawo 8 września, w Światowy Dzień Piśmiennictwa. Szkoda chyba tylko, że brak u nas takiego wydarzenia jak szkocka Noc Burnsa, obchodzona 25 stycznia, w rocznicę urodzin tamtejszego wieszcza narodowego. Szkoci gromadzą się wówczas na uroczystej kolacji (je się tu haggis, potrawę przypominającą nieco naszą kaszankę), po której czytają poezję, śpiewają pieśni Burnsa i tańczą przy tradycyjnych instrumentach celtyckich. Imprezie towarzyszą spore ilości whisky; w Polsce czytano by pewnie Mickiewicza i pito “Pana Tadeusza”. :)

Nie trzeba być jednak pisarzem ni Szkotem, by obchodzić jakieś święto - często jest się takim swoistym jubilatem z samej racji swojego istnienia. Przykładem Międzynarodowy Dzień Osób Leworęcznych, obchodzony - dla walki z wciąż żywymi uprzedzeniami - 13 sierpnia każdego roku. 19 kwietnia obchodzimy Dzień Roweru, 21 lipca Dzień Szachów, a na 21 czerwca przypada Go Skateboarding Day. Polską inwencją jest, świętowany 29 marca, Dzień Metalowca, a także niezakazany jeszcze Dzień Antyklerykała, który - nieformalnie ustanowiony na 8 sierpnia - zbiega się z moimi urodzinami (nie mówcie proboszczowi). I w angielskiej Wikipedii znalazła się informacji o rdzennie polskim Dniu Wagarowicza (21 marca) za co nam chwała i co by trzeba, przyznacie, promować w Unii. 8 czerwca wreszcie, gest miły, obchodzi się w Argentynie Dzień Polaka Emigranta, który (od 1995 roku) jest w tam dniem wolnym od pracy. Z okazji święta odbywają się w Argentynie liczne imprezy kulturalne, parakulturalne, a czasem - jak donosi polonijna prasa - i niekulturalne.

 

         
       Pierwszy Piątek Maja - Dzień Bez Spodni    /    21 lipca - Dzień Szachów

Najbardziej jednak, rzecz jasna, cieszą święta niezwykłe, niespodziewane i na jakiś sposób pozytywne. Już 9 stycznia obchodzimy Dzień Puszczania Balonów; każdy wyratowany z przyziemnej niewoli to jeden więcej zbawiony gumiak! Dobę później świętujemy Dzień Mówienia “Dziękuję”, 17 lutego Dzień Różnorakich Aktów Uprzejmości, 21 stycznia zaś obecny jest w wielu krajach Narodowy Dzień Przytulania. Pocałunkowi przypisywane są różne daty (koleżanki słyszą? :), jego święto na światową skalę ustanowione jest zaś na 24 kwietnia. Szeroko reklamowany w zeszłym roku był Dzień Życzliwości (21 listopada), miło by było jednak pamiętać też o Dniu Przyjaźni (5 sierpnia) i Dniu Dobrej Wiadomości (8 września). Może i te dni nie zastąpią uśmiechu na co dzień - ale, zważcie, parę to więcej dni, by być miłym dla innych, a może i dla mnie :)

Uroczystości ku czci obchodzone są także dla upamiętnienia pisarzy i ich bohaterów. 25 maja wielbiciele Douglasa Adamsa obchodzą Dzień Ręcznika. W swojej książce “Autostopem przez Galaktykę”, opisywał on zalety posiadania rzeczonego w czasie podróży za jeden kciuk, wierni fani autora noszą więc tego dnia przy sobie ręcznik przez bite 24 godziny. Fascynaci twórczości J. R. R. Tolkiena obchodzą aż dwa święta: 22 września, w dzień urodzin Bilba i Frodo Bagginsów, obchodzony jest Dzień Hobbita, 25 marca świętuje się zaś Dzień Upadku Saurona. Czerwony Kapturek, inny heros czasów dzieciństwa, ma swój własny dzień 19 lipca. 18 stycznia to święto Wielkiego Misia O Bardzo Małym Rozumku, 9 czerwca to urodziny Kaczora Donalda, 18 listopada zaś - Myszki Miki. W miejscu tym nie można też nie wspomnieć o kolejnym wielkim bohaterze naszej ery, wojowniku dobra i zdobywcy serc niewieścich: 10 marca obchodzimy z półobrotu Dzień Doceniania Chucka Norrisa!

I dużo można jeszcze wymieniać świąt ciekawych: 6 czerwca to w USA Dzień Jo-jo, 20 czerwca - Dzień Żonglowania, a 23 marca - Dzień Windy. 19 listopada przypada Dzień Toalet, święto gdzieniegdzie bardzo poważne, pełne sympozjów naukowych i burzliwych dysput. W pierwszy piątek maja wypada z kolei Dzień Bez Spodni, kiedy to zniechęca się do noszenia typowego odzienia, wskazując na (jakże pozytywny!) przykład bokserek. Chyba jednak najbardziej niezwykłym świętem jest celebrowana w miasteczku Aintworthy w Nebrasce (w polskim tłumaczeniu - Niewartogród) Uroczystość Środka Niczego. 26 czerwca każdego roku biedni mieszkańcy tego miejsca świętują swój smutny los półwesołymi paradami, pokazami mody i sztucznymi ogniami. Jak pisze Nelson Taylor na stronie 2camel.com - to chyba najsmutniejsza wymówka dla wspólnych spotkań. Zanotujmy: pije się na smutno.

W tym olbrzymim tyglu brak tu jednak Dnia ActionMagowca! Z krótkich mych rozmyślań wynika, iż mógłby być nim 3 maja - 3.5. to wszak niemal czypieńdziesiąt :) Kiedy by jednak rzecz nie była - świętujmy! Oflagujmy się, chwyćmy za ręce i bawmy do rana. Temu przecież służą wszystkie święta: to taki nasz ogólnogatunkowy konwenans, poszukiwanie powodów, dla których ma być miło. A jeśli jakaś data akurat nie jest uznanym świętem no to cóż, trudno: zawsze można świętować z okazji Dzień Dobry. :)

Czego sobie i Wam w Dniu Dzisiejszym życzę.

Kategorie: Proza i publicystyka