KTO ZABIŁ PALOMINA MOLERO? (Mario Vargas Llosa, 1986, tyt. oryg. Quién mató a Palomiro Molero?, tłum. Enrique Porcel Ortega)

Spektakularne morderstwo i niezbyt spektakularna lektura - tak w skrócie przedstawić można książkę Vargasa Llosy. Dwóch policjantów prowadzi śledztwo w sprawie morderstwa Palomina Molero, młodego żołnierza pracującego w pobliskiej bazie lotniczej. Nie jest to jednak zadanie łatwe: Silva i Lituma mają przeciw sobie aparat państwowy, zainteresowany jak najszybszym wyciszeniem sprawy. Namacalnie doświadczają tego, co społeczeństwo wie od dawna: władzy się nie ufa. Ten brak zaufania do elit jest prawdziwie polski i nasz; i u nas zakłamanie sięgnęło tak daleko, że - jak pisał Raczkowski - nawet “białe jest czarne od brudu”. Jest też w tej książce miłość: ta czysta, skłaniająca do poświęceń i ta brudna, pełna grzechu i zwierzęcego pożądania. Gdzieś w tle pojawia się problem rasizmu; żywa jest też refleksja, że samo ujawnienie prawdy nie jest równoznaczne z triumfem sprawiedliwości - także dlatego, że mało kto w tę prawdę wierzy. Nie można jednak zapominać, że tym, za co rozlicza autora czytelnik, jest w tym przypadku przede wszystkim warstwa kryminału. Ta nie prezentuje się dobrze, bo nazbyt łatwo i przewidywalnie zdążamy do rozwiązania - książka w swej zasadniczej sferze, w sferze historii, którą opowiada - rozczarowuje. Szkoda, że Vargas Llosa nie wybrał innej formy, by opowiedzieć o poruszanych problemach: zagadka, którą nam zadaje, jest zbyt mało tajemnicza, by naprawdę wciągnąć. Odbiorca raczej czyta o śledztwie niżby je miał prowadzić, a przecież kryminał - poza, nazwijmy to, walorami tła - to przede wszystkim prywatne śledztwo w ulubionym fotelu.

Napisz odpowiedź