Michał Krotoszyński – strona autorska

Powszechnik (36/2007)

wrzesień 6, 2007 · 3 komentarzy

Prasa katolicka nie ma ostatnio dobrej prasy. Media te, zwłaszcza wśród ludzi młodych, kojarzą się bowiem nieuchronnie z betonem spod znaku Radia Maryja. Ten beton to jednak, warto pamiętać, tylko jeden z wielu kierunków myśli katolickiej: ani to kierunek dominujący, ani też najbardziej chlubny. Jest to jednak prąd najbardziej eksponowany: stąd też warto, jak myślę, udowodnić, że słowo “katolicki” w tytule, nie oznacza “zacofany” ani też “naiwny”. Jest bowiem na rynku gazeta, która – pozostając wierna Kościołowi i chrześcijańskiej etyce – jest, przynajmniej dla mnie, interesującą lekturą. Mowa o “Tygodniku Powszechnym” prowadzonym przez księdza Adama Bonieckiego; mam nadzieję, że cotygodniowy skrót tego, o czym pisze się w “Tygodniku”, zachęci kogoś do sięgnięcia po tę gazetę. Ja na ten przykład czytam głównie “Politykę” – warto jednak wzbogacić swój ogląd o inne punkty widzenia : )

W tym tygodniu na pierwszej stronie ciekawy wywiad Piotra Muchalskiego z profesorem Andrzejem Zollem, byłym Rzecznikiem Praw Obywatelskich i Prezesem Trybunału Konstytucyjnego. Choć zaostrzenie kar dla przestępców to argument chwytliwy, warto zwrócić uwagę jak takie pomysły kontruje profesor prawa karnego: “W Polsce siedzi w więzieniach 91 tysięcy ludzi, zaś miejsc po przebudowie kaplic, korytarzy i bibliotek na cele jest ok. 72 tysięcy. (…) W dodatku słyszymy, że ok. 50 tysięcy wyroków pozbawienia wolności jest niewykonywanych. Gdybyśmy chcieli (…) osadzić tych ludzi to nie mamy gdzie. A co będzie, gdy zaostrzymy kodeks karny?”. “Pozbawienie wolności – mówi Zoll - desocjalizuje człowieka, a nie resocjalizuje.” I dalej, o tym jak obecna władza pojmuje karanie: “To jest tzw. retrybutywizm, według którego kara jest odpłatą. (…) Nie szuka się uzasadnienia dla kary, czy osiągnięcia jakiegoś celu poprzez karanie… Kara ma przede wszystkim zaspokoić poczucie sprawiedliwości i to jest jedyne uzasadnienie dla karania. (…) Jednak w Europie, poza Skandynawią, jest to właściwie kierunek jednoznacznie zarzucony.” I wreszcie dygresja o sądownictwie, coś co trzeba by rozgłaszać megafonami: sędzia, jak zauważa Zoll, jest sługą prawa, a nie państwa. Widać to było dobrze ostatnio w związku z odzyskiwaniem ziemi na Mazurach. Sędziowie przyznawali prawo do nieruchomości osobom, które według obowiązującego polskiego prawa nigdy nie straciły polskiego obywatelstwa (…). Dzisiejsza władza zarzuca tym sędziom działanie na szkodę państwa, ponieważ są wierni literze prawa! Byłoby bardzo niedobrze, gdyby sędzia był depozytariuszem interesu państwa, a nie strażnikiem litery prawa. On przecież ma również rozstrzygać spory między państwem i obywatelem.”

Tym, co przykuło uwagę innych mediów, jest publikacja listu kardynała Stanisława Dziwisza do biskupów polskich w sprawia Radia Maryja. Dziwisz pisze tam, że niezbędne jest ustanowienie nowego zarządu Radia Maryja; ostrzega też, że biskupi są “na progu niebezpieczeństwa kryzysu – ktoś inny decyduje o kierunku duszpasterstwa w Polsce.” Stwierdza wreszcie, że “ani Radio Maryja, ani Telewizja Trwam, ani ich dyrektor nie mogą przejąć odpowiedzialności za Kościół w Polsce…”; to wreszcie głos stanowczy, choć nieco smutne, że tajny i wygłaszany pokątnie. To, że redakcja “Powszechnego” decyduje się na jego ujawnienie dowodzi chyba desperacji otwartej na świat części duszpasterstwa. To nie szukanie sensacji, a raczej próba obudzenia Episkopatu: tak dłużej się po prostu nie da.

Z tematów okołoreligijnych zwraca też na siebie artykuł “Święta od ciemności” Weroniki Mliczewskiej, poświęcony Matce Teresie z Kalkuty. I ateistów musi zainteresować fakt, że jedna z nielicznych współczesnych nam świętych, całe życie borykała się z wątpliwościami: w 1979 roku w liście do arcybiskupa Ferdynanda Périera, Matka Teresa pisała: “Panie mój, Boże, kim jestem, żeś mnie opuścił? (…) Wołam, trwam przy Tobie, pragnę, a tu nie ma Nikogo w odpowiedzi. (…) Gdzie jest moja wiara? Nawet głęboko we mnie nie ma nic prócz pustki i ciemności. Mój Boże, jak bardzo bolesny jest ten nieznany ból: nie mam wiary.” Do końca życia trwała w tej niewierze, umiała ją jednak sobie wytłumaczyć: “Po raz pierwszy od lat – pisała – zaczęłam kochać tę ciemność. Teraz wierzę, że jest to część (…) ciemności i bólu Jezusa na ziemi.” W trwaniu mimo braku wiary widziała największy jej akt; stąd też jak sama pisała “Jeżeli kiedykolwiek zostanę świętą, to będzie to święta od ciemności.”

Wstrząsający jest artykuł “Gdy zjedzą już trawę”, traktujący o sytuacji w Korei Północnej. Z komunistycznego raju uciekają przed głodem tysiące jego obywateli – dlatego władze w Phenianie budują mur, mający zapobiec temu eksodusowi. Co jednak najbardziej przeraża, to fakt, że uciekinierzy – jeśli zostaną złapani – trafiają do obozów żywcem przypominających stalinowskie łagry. Bartłomiej Dzięciołowski pisze: “Świadectwa o przypadkach kanibalizmu, torturach, egzekucjach, przymusowych aborcjach i przestępstwach seksualnych przypominają historie z Auschwitz. Na więźniach prowadzone są testy z bronią chemiczną i biologiczną…”. Smutnym jest, że tej gehennie spokojnie przygląda się zachodni świat: Korea nie ma ropy, któą warto by zagospodarować.

W numerze warto też zwrócić uwagę na zabawny felieton Jana Klaty i wywiad z Wilhelmem Sasnalem; są też dwa przeciętne wiersze Szymborskiej i dodatek o Wratislavia Cantans. Przed wyborami przyda się jednak lektura “Architektów niewidzialnych pajęczyn” Radosława Korzyckiego, artykułu opowiadającego o historii współczesnej propagandy politycznej. Cherry picking, non-denial denial i push polls – to wszystko nazwy technik, które i u nas powoli zadomawiają się na dobre. Warto się z nimi zaznajomić, nim ktoś znów nas postraszy dziadkiem z Wehrmachtu.

Kategorie: Proza i publicystyka

Mario Vargas Llosa: “Miasto i psy”

wrzesień 6, 2007 · Dodaj komentarz

MIASTO I PSY (Mario Vargas Llosa, 1962, tyt. oryg. La ciudad y los perros, tłum. Kazimierz Piekarec)

Książka o smutnym triumfie testosteronu. W szkole wojskowej imienia Leoncia Prado – najbardziej prestiżowej kuźni prawdziwych mężczyzn w Peru – tylko z pozoru panuje porządek i dyscyplina. Szkoła ta, to już nawet nie więzienie, choć wychowankom doskwiera brak swobody; to raczej pole wojny o przetrwanie, miejsce ewolucyjnego boju. Rzeczywistą regułą jest tu triumf silniejszego nad słabszym; w tym zunifikowanym świecie jedyny realny podział to podział na oprawców i ofiary. Świadectwem takich stosunków są cztery przeplatające się wzajemnie opowieści kadetów; trzy z nich (Poety, Boi i Jaguara) są w gruncie rzeczy podobne do siebie, czwarta jednak jest już znacząco odmienna. To – urwana nie bez przyczyny – historia Ricardo Arany, niedostosowanego nadwrażliwca, który jest popychadłem nie tylko tu, w Leoncia Prado, ale i wszędzie indziej. Linia podziału na poniżanych i poniżających biegnie bowiem nie tylko przez Szkołę Kadetów, ale i przez Peru, a może i przez całą Amerykę Łacińską. Po jednej stronie są ofiary: bezbronne zwierzęta, zdradzane i upokarzane kobiety, traktowane przedmiotowo dzieci i osoby słabe, takie jak Arana. Po drugiej stronie triumfuje zaś męska siła i witalność, która ma jednak i ciemną stronę: towarzyszy jej brutalność, bezwzględność i – podświadoma czasem – pogarda dla wszystkiego, co wątłe. Uwodzić, walczyć i zwyciężać: to przepustka do sukcesu, cel – a i nie do końca uświadomiony, bo i niemoralny ideał. Tacy bowiem, silni i bezwzględni, południowoamerykańscy machos, otaczani są kultem: jednocześnie jednak jest to cześć nieetyczna, bo oparta na zwierzęcych przesłankach. Ten kult – nęcący, bo pierwotny i bliski naszej naturze – należy jednak odrzucić. Człowieczeństwo zobowiązuje; jak pisał Josif Brodski: “Wśród wyznawców każdej wiary/ są mordercy i ofiary -/ twe milczenie wskaże teraz/ kogo wspierasz.”


Kategorie: Do przeczytania