Jorge Luis Borges: “Autobiografia”
sierpień 8, 2007
AUTOBIOGRAFIA (Jorge Luis Borges, 1970, tyt. oryg. Autobiografía, tłum. Adam Elbanowski)
Krótkie streszczenie z życia, jakie niewidomy już wówczas Borges podyktował Thomasowi di Giovanni, swemu wieloletniemu tłumaczowi, to książka zwięzła i lakoniczna. Jest sprawą urzekającą, że autor - uważany przecież za jednego z najważniejszych argentyńskich pisarzy - nie znajduje w sobie dość buty, bo opowiadać szerzej. “Dobre pisarstwo”, przeczytamy, “wymaga skromności”; Borges z gracją przemilcza więc postacie, miejsca i zdarzenia. To godne podziwu wycofanie, nieufność wobec własnych przeżyć - trzeba było poświęcić wiele ważnych wrażeń, by mówić tak konkretnie. Osobiście jednak żałuję tej skrótowości, bo sfera przemilczeń jest za szeroka: przez nią książka staje się właściwie spisem literackich fascynacji, prób pisarskich i zajmowanych posad. Borges bardziej odnotowuje niż opowiada, pozwala sobie jedynie na kilka (zaznaczmy: ciekawych) dygresji. Mówiąc wiele o swych rodzicach, Borges przemilcza niemal zupełnie swą siostrę; tu i ówdzie wspomina o młodzieńczych, niespełnionych miłościach - o tym jednak, że ma żonę dowiadujemy się dopiero na stronie przedostatniej. To jedyne w tej książce słowa o kobietach, które się kocha, co może dziwić, bo o przyjaźni Argentyńczyk pisze wiele. Wolę myśleć, że Borges uznał to po prostu za sferę intymności, której nie należało naruszać; nadal jednak to jeden z tych przypadków, gdy brak czegoś jest bardziej widoczny, niż rzeczy obecność. Książka jest więc, w moim odczuciu, ofiarą zamierzenia autora: bo choć wierzę, że pisarz wiódł życie ciekawe, ono samo może się czasem wydać sumą przeczytanych lektur. A przecież sam Borges wiedział, że tak nie jest. Kiedyś, w czasie pobytu w Europie, spotkał hiszpańskiego księdza, który w życiu nie przeczytał żadnej powieści. Ten, zapytany dlaczego, odpowiadał: “Wszystko, co mi potrzebne, mam od przyrodzenia”.
Napisz odpowiedź