Michał Krotoszyński - strona autorska

Entries from lipiec 2007

Sestyna zamiejska

lipiec 31, 2007 · Brak komentarzy

SESTYNA ZAMIEJSKA

Rzecz jest już ustalona: wyjeżdżam za miasto,
w mieście jest mi niedobrze, za miałko, za płasko.
Jedzie też moja Ania (jesteśmy po słowie)
i Mo, kolega z Azji. Wszak większe pogłowie
to zabawa weselsza: więcej jest bon mot-ów,
żartów i anegdotek. Punkt zbiórki: Mokotów.

Zaczynam pakowanie: drapię się po głowie
i niepewnym jest jutra. Czy składać rzecz płasko,
czy przeciwnie, w kupeczki? Niedobrze. Zamiast o
męskiej myśleć przygodzie, to ja jak posłowie:
sam się ze sobą spieram. Jak żarcie Mo kotu,
tak ja się tu rozdrabniam. Ofiarą bon motu

być nie chcę: Dyscyplina! Lecz nic mi po słowie
tym, bo kłopoty jak kapsle POG łowię:
taką już mam naturę. Mówił mi Mo: “Kotuś,
lądujesz nie na łapy, ale na ryj płasko”.
Słowo stało się ciałem! Prawdziwie, bo Mo tu,
nadchodzi - a z nim Ania. Z niewiastą za miasto!

Co też mnie podkusiło! Tobołów po głowę,
szminki, pudry, rodzynki, gazety, bon MoTu
(Mokotowscy Turyści - mafia na Mokotów),
klapki, glany, chodaki, but na stopę płaską,
cztery płaszcze, parasol: pół miasta za miasto!
M. zbladł i ja też zbladłem: wyprawy posłowie,

epilog, pożegnanie. Zadrżał M. Oko tu
i ówdzie mu łzawiło. Choć pierś mamy płaską,
nie wejdziemy do auta! Cóż, za M. i A. sto
pojedzie drobiazgów! Trochę się pogłowię
i opchnę je na targu. Już słowo po słowie
oznajmiam swe wyroki - lecz Ania z bo mą tu

rzyć okłada, więc milknę. Ten kij zna Mokotów!
Znam ja i rozwiązanie: kupiłem w Bo motór,
sztywno go zamocuję, blaszką skręcę płaską.
Będzie trzymał się auta jak stołka posłowie,
i z bagażem w tej formie wyjedzie za miasto,
a miasto się pro forma podrapie po głowie.

Tak też było. Zamiast o sporcie bredzić płasko,
takie dało posłowie Warszawy pogłowie
(jak zawsze chcąc bon motu): “WYWIEŹLI MOKOTÓW!”

————————————-
O kapslach POG tutaj: http://en.wikipedia.org/wiki/Pogs
Bo zaś to (też za wikipedią):
1) (skrót od jap. roku-shaku-bo) - broń, długi kij, stosowany w japońskich sztukach walki.
2) miasto w Sierra Leone, siedziba dystryktu o tej samej nazwie

Kategorie: Satyra

Miasto Boga

lipiec 31, 2007 · Brak komentarzy

MIASTO BOGA (Cidade de Deus, 2002, reż. Fernando Meirelles, 7800 sekund)

Trudno chyba o bardziej groteskową nazwę dla dzielnicy biedy, niż ta, która przypadła w udziale przemieściom Rio de Janeiro. Miasto Boga to piekło pełne narkotyków, agresji, biedy i wojen gangów; miejsce, z którego każdy chce się wyrwać, ale niewielu się udaje. Czy uda się to głównemu bohaterowi - sprawa poboczna, dużo ważniejszy jest obraz slumsów, jaki wyłania się z tego filmu. Odniosłem wrażenie, że to jedne z (na szczęście) ostatnich miejsc, gdzie tak wyraźnie działa teoria Darwina: silniejszy zabija słabszego, przetrwać mogą tylko ci najbrutalniejsi. Miasto Boga to wszak synonim współczesnej dżungli, gdzie działa prawo pięści i trwa nieustanna przemiana pokoleń. Jednostki organizują się tu w stada, walcząc o terytorium, dochody i kobiety; w obrębie stad walczy się o respekt i dominację. Trudno też pozbyć się wrażenia, że jest to walka odwieczna i ponadczasowa, “Miasto Boga” zaś to film bez początku i bez końca, pokazujący tylko wycinek tego, co dzieje się na przedmieściach Rio. I słuszna to linia, bo przecież jedna śmierć - to tragedia. A tysiąc - statystyka.


Kategorie: Do zobaczenia

Piling

lipiec 30, 2007 · Liczba komentarzy: 2

W początkach maja odwiedzam Piłę. Tym razem jest to jedynie niewielkie interludium, mały przerywnik w ważniejszych zadaniach. Dopiero co skończył się zjazd w Poznaniu, dopiero co tylko wszystko zostało odśpiewane i każdy przyjaciel ściśnięty - a już wolno mi myśleć o kolejnej przygodzie. W Warszawie pobierać się będą (i to lada dzień, i to już za chwilę!), Kasia i Grzesiek, najweselsza i chyba najdroższa ze znanych mi par. Po raz pierwszy czuję ciężar gatunkowy takich momentów: to ważna chwila, jakiś przełom, coś warte uhonorowania. W tej intencji ruszam do Piły: moralnym wydaje mi się jakoś się ogarnąć, przygotować do podróży, chciałbym też znaleźć im coś szczególnego, mapę Boliwii lub indyjski kufer. Takie podejście do miasta - jako gigantycznego straganu - nie jest sprawiedliwe; to tak jak patrzeć na dom rodzinny z perspektywy lodówki.

Do Piły jadę wczesnym rankiem; przysypiam w autobusie, budzę się dopiero na rogatkach miasta. Wstając w Pile czuję się bardziej jak domownik; teraz wypada mi tylko przygładzić grzywkę i przejść się po mleko. Zawsze lubiłem patrzeć, jak miasto niemrawo zapełnia się ludźmi, tym razem jednak nie ma w tym nic przyjemnego - puste ulice przypominają jak mało już mam tu swojego, jak wiele miejsc i rzeczy zdążyłem potracić. Podobnie rzecz się ma z powoli pojawiającym się tłumem; nie widzę tu znajomych, tak jakby przez te półtora roku ktoś mi podmienił mieszkańców. Rozumiem oczywiście jak pocieszny jestem w tym żalu; nie pogodziłem się jeszcze z faktem, że to właśnie tracąc człowiek najbardziej bogaci się w doznaniach. A przecież i ja wyjechałem, i ja się komuś zagubiłem; może więc chodząc po Pile, zachodząc na Wyspę, włócząc się po Deptaku - wzajemnie się mijamy. Ta myśl jest niepokojąca, bo uzmysławia wielość możliwości; niełatwo jest się od niej uwolnić.

Tu - na Deptaku, niedaleko Skaczącego Papieża - spotykam Gosię. Gosia jest na rowerze i jest to typowa cecha tutejszych hippisów; od niedawna jeździ jednak nowszym modelem - widać i ona weszła do Unii. Na pierwszy rzut oka widać, że jest na fecie; cieszy się na mój widok, ale jest w tej radości i jakieś zakłopotanie. Nawet jednak gdyby była czysta, to spotkanie to sprawiłoby jej radość; od czasu, gdy graliśmy w bierki, lubimy ze sobą rozmawiać. Nie da się ukryć, że mimo tej nici sympatii Gosia nie tęskni, gdy mnie nie ma. Ma ona w sobie coś z dziecka: świat przestaje istnieć, gdy zamykasz oczy, ludzie zaś o tyle są istotni, o ile są tu i teraz. Takie osoby jak Gosia żyją tylko w teraźniejszości, przeszłość i przyszłość to kulisy, za które nie ma się wstępu, to przedziwny mechanizm służący do tworzenia obecnych zdarzeń. Tak żyjąc - jednowymiarowo, bez głębszego Przedtem i Potem - nie sposób jest coś utracić; tak chyba łatwiej dziś żyje się w Pile.

W między czasie dzwoni Donald. Razem z Asią jadą na stopa do Warszawy i stoją gdzieś w lubelskim miasteczku. Choć patrząc obiektywnie są w tej chwili bardziej Na Prowincji ode mnie, to czuć już w tym telefonie jakąś zapowiedź Stolicy, niczym wieżyczkę Pałacu Kultury. To kolejny cios dla lokalnego uniwersum: ani na chwilę nie można się w Pile zagubić, zapomnieć o świecie zewnętrznym. Horyzonty za bardzo się już rozszerzyły, rozszalał się Szerszy Ogląd. To trochę jak odwiedzić po latach przedszkole: wszystko, co kiedyś zachwycało, jest teraz pocieszne - ale i filigranowe.

Inaczej widzi to wszystko Rafi. Rafi - król pilskich hippisów, piętnaście lat bez miejsca zameldowania - popadł z tym miastem w stan swoistej symbiozy. Nie jest z pewnością lokalnym Chrystusem; już bliżej mu do bóstwa opiekuńczego, które w razie potrzeby jest zawsze pod ręką. Rafi od zawsze hippisuje w Pile, nie porzuca miasta; nic dziwnego, że dobitniej przeżywa bieg czasu. “Widzisz - mówi mi pod pomnikiem Staszica - w tym wszystkim najgorsza jest ta powtarzalność motywów. Ja już to przerabiałem, to już jest któryś raz; ja tracę kolejne pokolenie”. Trudno się z tym nie zgodzić i od tej chwili pokorniej trzeba podchodzić do własnego żalu; i tak podskórnie czuję, że wszystko jest kwestią skali.

Rafiemu - jak powie mi na odchodnym - “wkręcam konkretną, szamańską jazdę”. To miłe usłyszeć coś takiego na pożegnanie; to jak flashback, retrospekcja Dobrych Starych Czasów. Przez chwilę znowu czuję się bardzo u siebie; wszystko zależy od nastawienia, punktu odniesienia jaki wybierzemy. Można przyjąć przecież, że z Kasią i Przemem jesteśmy tylko na przedłużających się wakacjach; gdy System się zazębi - wrócimy do Piły. A tu przecież, choć wielu już brakuje, kręcą się wciąż nasi dobrzy hippisi; pod naskórkiem miasta, pod jego martwą tkanką, sączy się nadal Era Wodnika. Trzeba patrzeć z tej perspektywy: małe bywa wielkie w odpowiednim świetle.



Kategorie: Proza i publicystyka

Obrażki (1)

lipiec 30, 2007 · Liczba komentarzy: 2

Kategorie: Obrażki

Jak działa jamniczek

lipiec 30, 2007 · 1 komentarz

JAK DZIAŁA JAMNICZEK (1971, reż. Julian Antoniszczak, 509 sekund)

Mały film o Wielkiej Sprawie. Zrealizowany w formie groteskowej, przyjemniej i frapującej bajeczki, ale biada temu, kto zachwycając się rysunkową formą i śmiejąc się z wesołej narracji, opuściłby towarzyszące mu przesłanie. Rzecz jasna, jak słusznie ktoś kiedyś zauważył: ludzkość ma tendencję do niezauważania rzeczy podstawowych i stąd mogą brać się jej problemy. Film daje dla ich rozwiązania pewną wskazówkę, podstawowy aksjomat: zawsze należy opowiadać się po stronie życia, bo to ono jest wartością, bo to ono się kalkuluje. Jest bardziej złożone, a więc i doskonalsze od maszyn; w razie konfliktu śrubka-kiszka zawsze należy opowiedzieć się po stronie tej drugiej. Nie ma przy tym znaczenia, czy to kiszka jamniczka, żurawia czy człowieka - życie trzeba gloryfikować bez względu na skalę. To prosty manifest, przejrzysty transparent: chrońmy wszystko, co ma kiszkę.


Kategorie: Do zobaczenia

Słowem wstępu

lipiec 30, 2007 · Liczba komentarzy: 5

Witajcie u mnie!

Są wśród Was z pewnością tacy, którzy dziwią się, że założyłem bloga. Internetowe pamiętniki mają przecież opinię mizerną, opinię zszarganą przez czcionki i tła, komenciki i komóreczki, numerki, konkursiki - i ogólną miałkość treści. Dlatego też, w słusznym strachu przed podobnym losem, postanowiłem bloga nie zakładać - to, co widzicie przed sobą, to pierwsza w sieci moja strona autorska. : )

Po co mi ona? - to pytanie, które samo chyba się ciśnie na usta. Są dwa powody. Po pierwsze potrzebuję jakiejś przestrzeni prezentacji, miejsca gdzie będę mógł zaprosić znajomych i powiedzieć: To moje, gdzie będę mógł zebrać wszystko to, pod czym się nie wstydzę podpisać i czego nie wstydzę się pokazać ludziom. Po drugie zaś: potrzebuję witryny, która mogłaby być dla mnie miejscem bieżącego komentarza. Często jest bowiem tak, że jakiś pogląd, przemyślenie dezaktualizuje się szybciej, niż zdążę je komuś przekazać. Mam nadzieję, że to, co będzie się tu pojawiało, pozwoli mi wygrać tę małą walkę z czasem. : )

Co się tu będzie pojawiać, to się jeszcze okaże. Okazywać się będzie zresztą nieregularnie - nie zawsze jest czas, nie zawsze ma się co powiedzieć, nie zawsze się chce. Tym niemniej w miarę możliwości zapraszam; czujcie się jak u siebie!


Kategorie: Ogłoszenia bardzo drobne